• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

NATO wzmocni Wschód

Czwartek, 8 maja 2014 (02:00)

NATO będzie musiało rozważyć koncepcję stałego stacjonowania swoich sił w Europie Wschodniej.

Naczelny dowódca sił NATO w Europie, gen. Philip Breedlove powiedział, że ewentualne plany stałej obecności Sojuszu w państwach środkowoeuropejskich należy rozpatrzyć w związku z wzrastającym napięciem między Rosją i Ukrainą. Może to być jednym z tematów szczytu NATO we wrześniu. Już teraz w ramach przygotowań do szczytu ministrowie spraw zagranicznych i obrony, a także dowódcy wojskowi krajów sojuszniczych zbadają, czy obecność wojskowa NATO w Europie odpowiada obecnej sytuacji.

– Musimy przyjrzeć się naszej gotowości, zdolności do reakcji i rozmieszczeniu naszych sił, aby być zdolnymi do sprostania nowemu paradygmatowi, którego byliśmy świadkami na Krymie i teraz na wschodniej granicy Ukrainy – zaznaczył, dodając, że „są to posunięcia o charakterze defensywnym i mają na celu wsparcie naszych sojuszników, a nie prowokowanie Rosji”.

Według generała, na zaangażowanie USA w NATO nie będzie miało wpływu „przesunięcie strategicznego punktu ciężkości” amerykańskiej polityki w kierunku Azji. Przyznał jednak, że liczba żołnierzy USA w Europie jest obecnie cztery razy mniejsza niż w czasach zimnej wojny, jednak dokonane wcześniej redukcje to rzecz, którą zdaniem Breedlove’a należy zrewidować.

Sankcje za referendum

Zachód potępia plany secesyjnego referendum na wschodzie Ukrainy i zapowiada, że nie uzna jego wyników. Sekretarz stanu USA John Kerry powiedział, że stanowczo odrzuca plany „spreparowanego, fikcyjnego” referendum. Zapowiada koordynację kroków w tej sprawie z partnerami europejskimi. Stany Zjednoczone stanowczo potępiają „nielegalne wysiłki w celu dalszego podziału Ukrainy”. Wcześniej rzecznik Departamentu Stanu Jen Psaki powiedziała, że „Żaden cywilizowany kraj nie uzna wyników tego referendum”. – A jeśli Rosja podejmie kolejne kroki, aby powtórzyć scenariusz nielegalnej aneksji Krymu na wschodniej lub południowej Ukrainie i wyśle więcej sił przez granicę, nastąpią zdecydowane sankcje USA i UE – podkreśliła.

W podobny sposób wypowiedziała się asystentka Kerry’ego ds. europejskich Victoria Nuland. Występując przed komisją spraw zagranicznych Senatu, Nuland zapewniała, że USA będą zaostrzać sankcje wobec Rosji, jeśli ta będzie dalej eskalować napięcie na Ukrainie, doprowadzając do zakłócenia wyborów prezydenckich. Na pytanie republikańskiego senatora Johna McCaina, co będzie można uznać za takie „zakłócenie”, powiedziała, że wystarczy, by Rosja „uznała separatystyczne referendum”, a już będzie to powód do sankcji. Nie sprecyzowała, o jakie sankcje chodzi. Raczej jednak nie o tzw. sankcje sektorowe, obejmujące całe gałęzie rosyjskiej gospodarki, a kolejne zakazy wjazdów i blokady aktywów ludzi z otoczenia Putina. Podkreśliła, że ewentualne sankcje sektorowe będą bardziej skuteczne, jeśli zostaną skoordynowane i wprowadzone wspólnie z Unią Europejską, ale to wymaga zgody wszystkich jej członków.

Występujący na tym samym posiedzeniu senackiej komisji zastępca sekretarza skarbu Daniel Glaser zapewniał, że wprowadzone już przez Zachód sankcje mają „dramatyczny wpływ na gospodarkę” Moskwy. Z rosyjskiej gospodarki wypłynął kapitał inwestycyjny szacowany na 100-130 mld dolarów, a indeksy moskiewskiej giełdy spadły o 13 procent. Rubel stracił wobec dolara i euro 8 proc., chociaż rosyjski bank centralny wydał od początku roku 50 mld dolarów rezerw, by temu przeciwdziałać. MFW znacząco obniżył kilka dni temu prognozy wzrostu dla Rosji, przewidując wręcz, że rosyjska gospodarka znajdzie się w tym roku na krawędzi recesji. Do tego rośnie oprocentowanie rosyjskich obligacji, co oznacza, że droższa staje się obsługa rosyjskiego długu i spada ocena wiarygodności rosyjskiej gospodarki. Sam Bank Rossija obsługujący ludzi z otoczenia prezydenta Putina, któremu uniemożliwiono dokonywanie transakcji w dolarach, by zachować płynność został zmuszony do pożyczenia 500 mld dolarów.

Do zaostrzenia sankcji Zachodu wobec Rosji i przejścia do ich trzeciej fazy (najostrzejszej) wezwał uznawany za faworyta wyborów prezydenckich na Ukrainie Petro Poroszenko. Uważa on, że taki krok jest konieczny, jeśli Rosja poprze niedzielne referendum. Z kolei w ocenie biznesmena i wieloletniego więźnia Michaiła Chodorkowskiego, jeśli Rosja nie napotka oporu podczas obecnej inwazji na Ukrainie, „kolejnym celem będą kraje bałtyckie lub bałkańskie”. Ocenił, że w sprawie Ukrainy „Putin i jego otoczenie do pewnego stopnia się przeliczyli, ale po aneksji Krymu już nie mogą się wycofać”.

Za najlepszą drogę do powstrzymania Rosji gazeta „Financial Times” uważa jak najszybsze ograniczenie zależności Europy od rosyjskiego gazu. Wystarczy, żeby UE zajęła twarde stanowiska wobec projektu Gazociągu Południowego (South Stream), który nie spełnia unijnych norm konkurencji, gdyż Gazprom oczekuje pełnej kontroli nad rurociągiem i wyłączności na korzystanie z niego, co jest niezgodne z unijnym trzecim pakietem energetycznym.

Piotr Falkowski