Kultywowanie pamięci okupanta to zbrodnia
Środa, 7 maja 2014 (22:45)Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, byłym ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak Pana zdaniem można było pozwolić, żeby polscy żołnierze asystowali uroczystościom ku czci Armii Czerwonej, jak to miało miejsce 4 maja w Braniewie?
– Nie jest to łatwe pytanie, mamy, bowiem sytuację, w której obecne państwo polskie jest niestety kontynuatorem i spadkobiercą Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Wynikają z tego różnego rodzaju konsekwencje. Niestety, tej niedobrej tradycji nie odstawiono do kąta, w związku z czym nasze wojsko ma z jednej strony „Żołnierzy Niezłomnych” i bohaterów wojny z 1920 r., a z drugiej strony Ludowe Wojsko Polskie, które oprócz wyprawy na Berlin ma w swej historii również tak niechlubne karty jak inwazja na Czechosłowację w 1968 r., poznański czerwiec 1956 r. czy Grudzień 1970, że nie wspomnę już o stanie wojennym. Na marginesie mogę też powiedzieć, że zostałem skazany na 5 lat więzienia przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego za próbę obalenia ustroju PRL. Ci zaś, którzy wydawali na mnie wyrok, byli sędziami w stopniu pułkowników i w mundurach Wojska Polskiego. Tak czy inaczej, jeżeli chodzi o tradycję w wojsku wciąż znajdujemy się w sytuacji zamętu.
Jak można przywrócić prawdziwe tradycje Wojska Polskiego a odrzucić to, co te tradycje zaśmieca?
– Z tym jest kłopot również natury nazwijmy to biologicznej, który niewykluczone, że będzie oddziaływał na następne pokolenia. Mianowicie cała kadra wojskowa, jaką odziedziczyliśmy jako państwo po epoce PRL, to była kadra Ludowego Wojska Polskiego. Wszyscy ówcześni dowódcy zaczynali, zdobywali awanse na stopnie oficerskie w armii, która była w Układzie Warszawskim zależnym od Moskwy. Każdy nowy minister obrony narodowej stawał przed dylematem, co w tej sytuacji zrobić i jak się zachować. Uczciwość zakazywała mu z jednej strony uczestniczyć w jakichkolwiek przedsięwzięciach, które honorowałyby naszych okupantów, a taką armią okupacyjną była Armia Czerwona, która zamiast wyzwolenia przyniosła nam zniewolenie, trzeba było być jednak odważnym i być może tej odwagi zabrakło.
Wojsko tłumaczy swój udział w uroczystościach w Braniewie umowami z samorządem. Czy nasza armia może odmówić udziału w uroczystości?
– Mamy tu do czynienia z sytuacją schizofreniczną. Można tylko apelować do tych, którzy stoją na czele państwa, żeby się w końcu zdecydowali, w jakiej tradycji chcą utrzymać polską armię. W tej konkretne sytuacji żołnierz, który otrzymuje rozkaz, ma duży kłopot, żeby takiego rozkazu nie wykonać. Owszem są sytuacje, kiedy można odmówić wykonania takiego rozkazu, ale to zdarzenie ma chyba nieco inny charakter, może nie aż tak drastyczny, jeżeli chodzi o zależności wojskowe. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że wojsko miało możliwość, żeby w tego typu przedsięwzięciu nie brać udziału. Jest bowiem haniebne uczestniczyć w czymś, co jest związane z naszym zniewoleniem. Jeżeli w takim kierunku będzie się kształtowała nasza rzeczywistość polityczna, to niewykluczone, że za jakiś czas może się pojawić problemem, czy nie czcić pamięci targowicy. Takie myślenie to czysta schizofrenia i na coś takiego nigdy nie powinno być zgody.
Propagowanie komunizmu, którego symbolem była Armia Czerwona, jest w Polsce zabronione. Czy czczenie pamięci sowieckiego agresora jak chociażby w Braniewie nie jest zatem wbrew polskiemu prawu…?
– Oczywiście jest to przestępstwo, jednak żeby sprawę mogła wziąć w swoje ręce prokuratura, to brakuje jasnych kryteriów, a przede wszystkim brakuje woli działania. Sprawa opiera się przede wszystkim na tym, co mamy w swoich głowach, umysłach i sercach. Jest to zatem problem tego, jakie przesłanie, jakiego ducha wkłada państwo polskie w umysły i serca polskich żołnierzy.
Czy wyobraża Pan sobie, że w Izraelu powstaje pomnik ku czci Wermachtu, a izraelska armia asystuje w uroczystościach ku czci sprawców holokaustu?
– Oczywiście ze strony Rosji sowieckiej nie mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju holokaustu w odniesieniu do Narodu Polskiego, ale niezaprzeczalne i ponad wszelką wątpliwość jest to, że mieliśmy do czynienia z masowymi zbrodniami na Polakach popełnianych przez armię sowiecką. Rosja sowiecka przez kilkadziesiąt lat trzymała nas pod butem. Biorąc to wszystko pod uwagę, uczestnictwo w uroczystościach, jakie miały miejsce w Braniewie, może przypominać lizanie butów okupanta i jest nieprzyzwoite.
Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych zastrzegło, że realizuje tylko „plan współpracy” z organizacjami samorządowymi i społecznymi. Czy jakikolwiek plan zwalnia dowódców z myślenia?
– Żaden plan nie zwalnia z myślenia zwłaszcza w sytuacji, kiedy taki plan się analizuje, a następnie przed przyjęciem do realizacji zatwierdza. Ktoś przecież musiał taki plan ustalić, wyznaczyć przedsięwzięcia, jakie mają być wykonane, a następnie go zatwierdzić. W tym wypadku nie mieliśmy też do czynienia z sytuacją, że ktoś komuś taki scenariusz narzucił. Jeżeli plan zakłada umizgi do sowieckiego agresora, to za taki plan należy podziękować. Takie powinno być prawidłowe rozumowanie, być może czegoś takiego właśnie zabrakło. Tak czy inaczej nie zwalnia to jednak nikogo z odpowiedzialności za konsekwencje realizacji założeń wymierzonych w polską rację stanu.
Czy nie jest to kolejny dowód na to, że przy bierności polskich władz Putin rozgrywa Polskę?
– Rosja od lat używa symboliki sowieckiej wobec innych krajów. Również to, że rozgrywa Polskę i to nie od dzisiaj nie ulega żadnej wątpliwości. Gołym okiem widać, a wydarzenia na Ukrainie tylko to potwierdzają, że Rosja realizuje swoje imperialne cele. Nie wiem, jakim sposobem, ale Rosjanie zwłaszcza za sprawą Putina połączyli imperialne tradycje Rosji carskiej z imperialnymi tradycjami ZSRS. Z tego wyszedł potworek, który realizuje imperialne dążenia Federacji Rosyjskiej. W związku z tym, jeżeli chcemy przeciwstawić się imperializmowi rosyjskiemu, a mam nadzieję, że jako państwo chcemy, to musimy wyciągnąć wnioski z tej lekcji. Może niekoniecznie na szczeblu dowódców, wojskowym, ale na szczeblu politycznym i władz, które wyznaczają kierunki polskiej polityki międzynarodowej. Nie można z jednej strony przeciwstawiać się rosyjskiemu imperializmowi, a jednocześnie umizgiwać się do tradycji sowieckiej armii. Te dwie sprawy nawzajem się wykluczają.
Jak długo jeszcze Pana zdaniem w Polsce będą raziły pomniki będące pozostałością po sowieckiej okupacji?
– Taki stan będzie trwał tak długo, jak długo elity polskie i władze państwa polskiego nie ustalą, co jest rzeczywiście tradycją w naszym kraju, a co nie. Jeżeli elementem tradycji współczesnej Polski mają być Sowieci na pomnikach jak chociażby „Czterech śpiących” na Pradze w Warszawie, to będzie się to kłócić z naszą prawdziwą tradycją i z polskością, ale także z naszym interesem narodowym. Taki stan będzie trwał tak długo, jak długo nie będzie jasnej i jednoznacznej definicji tego, czym jest polski patriotyzm. W przypadku Sił Zbrojnych ważne jest także morale. Czym jest brak morale, możemy obserwować w przypadku armii ukraińskiej.
Dlaczego obecnym władzom w Polsce brakuje sił, chęci, by raz na zawsze postawić tamę symbolice sowieckiej?
– W mojej ocenie, nad myśleniem współczesnych elit w Polsce ciąży porozumienie Okrągłego Stołu z 1989 r. Warto przypomnieć, że było to porozumienie pomiędzy PRL-owską władzą a pewną częścią ówczesnej opozycji. Zasadę, jaką wówczas przyjęto, a która pokutuje do dzisiaj, można streścić krótko: my wam ustępujemy, a wy nas nie ruszacie. Konsekwencje tego możemy obserwować do dzisiaj, konsekwencje, z którymi Naród Polski wciąż się zmaga, ale prędzej czy później będzie się musiał uporać. Im dłużej taki stan będzie trwać, tym trudniej będzie go zmienić. To konieczność. To, co ludzie mają w głowach, to jest najważniejszy fundament, na którym buduje się państwowość. Jest to również najważniejsza podstawa i oparcie, na której można zbudować siły zbrojne. Armia nie może funkcjonować, a państwo nie może czuć się bezpiecznie, jeżeli nie będzie silnej motywacji do obrony tego państwa. Ta motywacja jest następstwem tego, co Naród wypracował w swojej tradycji. Tradycja to nie gadżet stający w muzeum czy w antykwariacie na półce, ale jest to żywy element funkcjonującego społeczeństwa i żywy element państwowości. Nieprzyjaciel, wróg zaczyna i zawsze dąży, żeby zniszczyć morale, żeby osłabić tradycję. Dlatego podejmuje działania, żeby wykoślawić historię, pokazać, że nasza przeszłość była paskudna i zła, że jesteśmy nic niewarci. Bierność wobec takich prób i bezradne poddawanie się takiej retoryce prowadzi do katastrofy. Taką katastrofę przeżyliśmy w XVIII wieku, kiedy nie udało się uratować państwowości. Podobną katastrofę przeżywa dziś Ukraina. Mam nadzieję, że przykład ten nie zostanie przez nas zlekceważony. Z tej lekcji bezwzględnie powinniśmy wyciągnąć wnioski, póki jeszcze jest czas. W tym kontekście kultywowanie pamięci tych, którzy nas okupowali, to nie jest dobry pomysł, to jest niewątpliwa szkoda, którą wyrządza się Polsce i Polakom.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki