• Środa, 22 kwietnia 2026

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

Niszczenie nauki i normalności

Wtorek, 6 maja 2014 (18:46)

Zaczynam się znów przyzwyczajać, tak jak za schyłkowych i szczególnie nieszczęśliwych czasów panowania SLD, do tego, że w naszym kraju afera goni aferę. Jak w filmie o mafii. Korupcje, skandale, nadużycia, nieprawidłowości, fałszywe oświadczenia podatkowe.

W ostatnim czasie Centralne Biuro Antykorupcyjne wkroczyło do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, aby sprawdzić wydawanie pieniędzy na stypendia studenckie i doktoranckie. Kontrola objęła lata 2010-2013, a więc okres, gdy ministrem nauki była Barbara Kudrycka z Platformy Obywatelskiej. Wynik jest porażający. Zgodnie z oświadczeniem rzecznika CBA Jacka Dobrzyńskiego z dotacji na pomoc studentom wydano nieprawidłowo 7,5 mln zł, to znaczy wyżej wymienione środki trafiły do niewłaściwych beneficjentów. Suma niemal taka sama, ile wyniósł kilkudziesięciosekundowy spot reklamowy rządów koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Można powiedzieć, że urosło to już do rangi symbolicznej, czym jest władza PO w naszym kraju. To naprawdę wywołuje dreszcze, jak w dreszczowcu.

Tymczasem zamiast zająć się nieprawidłowościami w swoim resorcie, o których stało się głośno w ostatnim czasie, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zajmuje się promocją ideologii gender. Minister Lena Kolarska-Bobińska, człowiek od specjalnych poruczeń Kongresu Kobiet (feministki od prof. Środy), realizuje zadania zlecone przez środowisko feministyczne. W połowie stycznia na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pojawiło się oświadczenie, w którym, zupełnie jak za czasów komunizmu, władza wspiera bezpośrednio jedną opcję ideologiczną. Pani minister wykroczyła poza swoje kompetencje, broniąc określonego paradygmatu, do tego paranaukowego. Kolarska-Bobińska zapowiedziała, że będzie „wspierać wszystkie elementy polityki równości płci, do których odwołują się europejskie programy operacyjne i nowy program ramowy Horyzont 2020”.

Następnie ostrzega, że polscy naukowcy mogą utracić dofinansowanie swoich projektów badawczych z funduszy Unii Europejskiej, jeśli nie uwzględnią w programach naukowych „zasady polityki równościowej” (inaczej gender mainstreaming), a wedle zatroskanej pani minister, to odrzucenie „eliminowałoby polskich uczonych z możliwości korzystania ze środków unijnych, które są znaczące”. Czy nie jest to jawne korumpowanie przez szantaż? Takich historii możemy doświadczyć pod dyktatem centrolewu Tuska coraz częściej.

Na obszar nauki wkroczyła jedna uprzywilejowana opcja intelektualna. Oznacza to koniec niezależności, swobody i krytyki badawczej w Polsce, czego jednym z najświeższych dowodów jest skandaliczne odwołanie wykładu ks. prof. Pawła Bortkiewicza, o czym informuje portal NaszDziennik.pl (zob. tutaj).

Wykład ks. prof. Bortkiewicza o zagrożeniach dla rodziny ze strony ideologii gender został odwołany przez zwolenników tej ideologii oraz tych, którzy blokują rozwój nauki. Zgadzam się zatem z ks. prof. Bortkiewiczem, że wróciła do nas cenzura i powstrzymywanie dążenia do prawdy. Ksiądz Paweł Bortkiewicz, komentując skandaliczne odwołanie wykładu (zob. tutaj), przypomniał również absurdalne zarządzenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które w komunikacie z 14 stycznia br. wyraziło nie tylko nonsens intelektualny, ale także ustawiło się po jednej stronie, i to nie naukowej, ale ideologicznej.

Ksiądz Bortkiewicz stwierdził, że „musimy się bronić przed ideologią gender, która w sposób zupełnie nieuprawniony przenika w system edukacji, polityki i prawa. Przykładem tego jest tzw. edukacja seksualna, która jest narzucona dzieciom i rodzicom, Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, która w gruncie rzeczy służy uprawomocnieniu tej ideologii, a także pewne struktury polityczne, które też do tego celu zmierzają”.

W moim przekonaniu, powinniśmy pójść jeszcze dalej. Musimy się bronić przed antynaukowym, antyrodzinnym, antyhumanistycznym włodarstwem Platformy Obywatelskiej, ponieważ gdziekolwiek byśmy nie spojrzeli, tam możemy dostrzec demontaż normalności i zdrowego rozsądku (a jeśli jest już coś montowane przez elity PO, to jest to gejowska instalacja w historycznym i ważnym dla katolików miejscu w stolicy).

Dr Tomasz M. Korczyński