Dzikie odkrywki na reducie
Wtorek, 6 maja 2014 (02:05)Stowarzyszenie Reduta Ordona złożyło do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez stołecznego konserwatora zabytków.
Piotr Brabander, główny konserwator zabytków, miał pod koniec ubiegłego roku oficjalnie oświadczyć, że został poinformowany przez ekipę archeologów prowadzących latem 2013 r. prace wykopaliskowe na terenie Reduty Ordona w Warszawie o przestępstwie. Chodzi o „dzikie” wykopaliska. W wyniku dewastacji nieodwracalnym zniszczeniom uległy fragmenty zarysu fortyfikacji ziemnych, doszło też do zbeszczeszczenia szczątków ludzkich, żołnierzy polskich i rosyjskich pochowanych tu po bitwie 6 września 1831 roku. Varsavianista Artur Nadolski, członek Stowarzyszenia Reduta Ordona, twierdzi, że Brabander nie poinformował o tym fakcie prokuratury.
– Czekaliśmy, mieliśmy nadzieję, że to uczyni, gdyż w ramach pełnionych obowiązków służbowych stołeczny konserwator zabytków był zobligowany do natychmiastowego powiadomienia prokuratury i policji o popełnionym przestępstwie. Nie uczynił tego, czym dopuścił się złamania prawa. Stąd nasze doniesienie na niego do prokuratury – mówi Nadolski.
Nielegalnych wykopalisk na terenie reduty dokonywano w latach 2006-2007. Prowadzono je przy użyciu koparki, dewastując fragmenty pozostałości fosy, a odkryte szczątki wrzucano bez ładu do jednego dołu. Sprawców do tej pory nie udało się ustalić. – Wiemy, że obrabowano ten teren z wielu artefaktów. Na rynku pojawiło się sporo guzików i innych drobiazgów oddziałów, które walczyły w reducie – opowiada historyk.
Na terenie reduty są spore zmiany. Do niedawna była tam wielka góra gliny, po której dziś już nie ma śladu. Ktoś zrównał ją spychaczem, tworząc w miejscu, gdzie miały być w tym roku kontynuowane prace archeologiczne, dwumetrowy „kożuch”. Zdecydowanie utrudni to prace archeologów i podniesie ich koszty. – Nic o tym nie wiem, w wolnej chwili sprawdzę, co tam się dzieje – zapowiada prowadzący prace w reducie Witold Migal, kustosz Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie.
Prace na reducie mają zostać wznowione w sierpniu. Dopóki teren nie zostanie wpisany do rejestru zabytków, o co zabiega Stowarzyszenie Reduta Ordona, właściciele działek mają tu wolną rękę. – Ktoś, na kogo działce leży wał gliny, ma prawo go rozsypywać. Jeśli te prace nie niszczą substancji archeologicznej, konserwator zabytków ma tutaj związane ręce. Jedyną formą ochrony stanowiska są badania archeologiczne. Co innego, gdyby kopano tam doły, wówczas należałoby poinformować o tym fakcie prokuraturę i policję – mówi Migal.
Niepokój stowarzyszenia budzi „wysyp” geodetów, którzy mierzą i kołkują redutę. Być może pod planowane wcześniej apartamentowce. Varsavianiści wysłali listy do prezydenta Bronisława Komorowskiego, prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, władz samorządowych, ministrów obrony i kultury oraz Rady Pamięci Ochrony Walk i Męczeństwa z prośbą o interwencję i prawne uregulowanie kwestii tego historycznego miejsca.
„Pomimo iż Rada Dzielnicy Ochota, w wyniku naszych działań, podjęła Uchwałę nr 102/XX/08 z dnia 4 lutego 2008 r., burmistrz dzielnicy z niezrozumiałych powodów uporczywie uchyla się od jej wykonania. To uniemożliwia Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawienie sprawy Panu Prezydentowi w trybie ustawowym. Taka polityka samorządowa doprowadziła do tego, że na kościach bohaterskich obrońców Reduty Ordona staną wkrótce deweloperskie apartamentowce. W tej sytuacji zmuszeni jesteśmy do zwrócenia się do Pana Prezydenta z prośbą o pomoc i interwencję w tej ważnej dla Polaków sprawie” – piszą do Komorowskiego.
Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich wysłało do wojewódzkiego konserwatora zabytków ponowny wniosek o wpisanie Reduty Ordona do rejestru zabytków. Wcześniejszy list w tej sprawie, wysłany przez Stowarzyszenie Reduta Ordona, nie doczekał się żadnej odpowiedzi.
Piotr Czartoryski-Sziler