42 dni na pielgrzymim szlaku
Niedziela, 4 maja 2014 (09:44)Z Włodzimierzem Oleksym z diecezji tarnowskiej rozmawia Izabela Kozłowska
Pieszo i w osamotnieniu przemierzył Pan drogę z Polski do Rzymu. Jak długo trwała pielgrzymka?
- Szedłem 42 dni, ale po drodze odwiedziłem Asyż i Świętego Franciszka. W Roku Jubileuszowym szedłem 44 dni, ale wówczas dwa razy odpoczywałem. Kiedy stanie się na pielgrzymim szlaku, który rządzi się swoimi prawami, wszystko wydaje się inne. Szlak ma swoje tajemnice. Idziesz sam, a tak naprawdę nie czujesz się samotny.
Z jaką intencją w sercu wędrował Pan przez Europę?
- Nie mogło mnie zabraknąć na kanonizacji Ojca Świętego. Przybyłem do Rzymu, by dziękować za Jego wspaniały, wielki pontyfikat. Za te owoce Jego ciężkiej pracy. Święty Jan Paweł II bardzo dużo dobrego uczynił nie tylko dla Polaków, ale także dla Europy i całego świata. Wielkie dzieła uczynił dla wyznawców Chrystusa i dla osób niewierzących. Przede wszystkim jestem tutaj, aby dziękować za godne przyjęcie przez świętego Jana Pawła II krzyża i cierpienia. On pokazał całemu światu, że choroba, cierpienie i śmierć w wymiarze ponadczasowym prowadzi do zwycięstwa. Cieszę się, że obecność Ojca Świętego jest widoczna w sercach miliardów ludzi. Przede wszystkim wszyscy jesteśmy Mu wdzięczni za przesłanie „Nie lękajcie się otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”. To jest charakterystyczne dla pontyfikatu tego wielkiego Papieża.
Skąd pomysł na taką formę pielgrzymowania?
- Moje pielgrzymowanie zaczęło się 33 lata temu, w roku 1981. Wówczas w Castel Gandolfo pięknie przyjął mnie święty Jan Paweł II.
Jak zaczęła się Pana wędrownicza pielgrzymka?
- Kiedy w 1979 roku Papież po raz pierwszy przybył do Polski, odwiedził Oświęcim, moje rodzinne miasto, a także był w Wadowicach i Kalwarii Zebrzydowskiej. Niestety, przespałem tę pielgrzymkę, czego bardzo żałowałem. Zrodził się we mnie żal, że Papież był tak blisko, a ja nie znalazłem czasu, aby się z Nim spotkać. Zrodziło się we mnie poczucie, że muszę to nadrobić, zrekompensować. Dlatego też postanowiłem pieszo przemaszerować do Papieża do Włoch. Nie miałem wówczas 18 lat, więc musiałem poczekać aż będę pełnoletni, by spełnić swoje wielkie pragnienie. Oczywiście w tamtym czasie było wiele trudności, aby dostać paszport, wizę. Bardzo pomógł mi salezjanin ks. Wiktor Lechicki, który w tym czasie studiował w Rzymie. Kiedy otrzymałem wszystkie wymagane dokumenty, nie zważałem na to, że za oknem była surowa zima. Postanowiłem, że wyruszam w drogę do Ojca Świętego.
Kiedy po raz pierwszy stanął Pan na pątniczym szlaku?
- Miało to miejsce 27 stycznia 1981 roku. Wtedy po raz pierwszy stanąłem na pątniczym szlaku. Tamta pielgrzymka bardzo mnie zahartowała. W kieszeni miałem zaledwie 10 dolarów i umiałem powiedzieć tylko jedno zdanie w języku włoskim. Jednak byłem pełen nadziei, ufności i determinacji. Po 33 dniach dotarłem do Ojca Świętego.
Dziękuję za rozmowę.