Modlitwa Jezusa w Ogrójcu
Sobota, 3 maja 2014 (15:03)
10 grudnia 1925 r. w Pontevedra ukazała się Siostrze Łucji Najświętsza Panna z Dzieciątkiem Jezus. Najświętsza Dziewica położyła s. Łucji rękę na ramieniu i pokazała cierniami otoczone serce, które trzymała w drugiej ręce. Dziecię Jezus powiedziało: „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.
Matko, oto jestem!
Jestem przy Tobie, Najświętsza Pani, by nieść Ci pocieszenie, by współczuć razem z Twym Niepokalanym Sercem w dzień, który wskazałaś – w pierwszą sobotę miesiąca. Pomóż mi, Matko, aby całe moje serce wypełniła intencja wyznaczona przez Ciebie, aby ten czas medytacji stał się aktem wynagrodzenia za cierpienia Twego Niepokalanego Serca i Najświętszego Serca Jezusowego.
Z miłością odpowiadam na Twoje zaproszenie, Niepokalana Pani, i podążam za Tobą drogą tajemnic różańcowych. Dziś, przy Twym Niepokalanym Sercu dane jest mi rozważać modlitwę Twego Syna, a mojego Pana, Jezusa Chrystusa w Ogrójcu.
Oto „Gdy Jezus dokończył wszystkich tych mów, rzekł do swoich uczniów: ’Wiecie, że po dwóch dniach jest Pascha, i Syn Człowieczy będzie wydany na ukrzyżowanie’” (Mt 26, 1-2). Zbliża się od dawna zapowiadany moment, czas wypełnienia, czas ofiary, męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Judasz już się oddalił, poszedł własną drogą. Zadziwiające! Nawet będąc uczniem i przebywając tak blisko Pana, można pozostać ślepym. Dziękuję Ci, Matko, za to, że zapraszasz mnie do medytacji, gdyż to otwiera oczy i pozwala dostrzec w Jezusie Boga, który przyjął ludzkie ciało.
Sięgam do słów Ewangelii, by patrzeć na Jezusa. „Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: ’Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił’. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: ’Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!’. I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: ’Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty’. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: ’Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe’. Powtórnie odszedł i tak się modlił: ’Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!’. Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa. Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: ’Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy! Oto blisko jest mój zdrajca’” (Mt 26, 36-46).
Jezus począł się smucić i odczuwać trwogę, Jego dusza stała się smutna; prosił więc uczniów, by razem z Nim czuwali. Bóg zwraca się z prośbą do człowieka; jakże wielka jest Jego subtelność i delikatność w tym jakże ważnym momencie. Zbliża się bowiem czas, który odmieni cały wszechświat, a Bóg tylko prosi o to, by być przy Nim, czuwać, być obecnym. Niezmiernie mało wymaga od człowieka w tak nieprawdopodobnie ważnym momencie całych dziejów ludzkości.
Czyż w tej chwili i Twoje Serce, Matko, nie odczuwa trwogi, bólu, cierpienia? Kiedy matka cierpi, dzieci nie powinny zostawiać jej samej, nie mogą wręcz być obojętne na jej ból. Naturalnym odruchem serca w takiej sytuacji jest natychmiastowe pytanie: co się dzieje? Tak Matko! Widzę ból i trwogę Jezusa. Czuję obecność Twego Serca przy Sercu Jezusa i pragnę, by również moje serce tam było, ale muszę przyznać, iż „duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Będąc przy Tobie, Maryjo, gdy prowadzony przez Ciebie duch ochoczo wyrywa się ku Bogu, jeśli sprawy tego świata zaczynają mnie prowadzić i pochłaniać, to ciało nie pozwala trwać sercem przy Jezusie. Przepraszam Cię, Matko, za to, że musisz się za mną czasem rozglądać i pytać: gdzie jestem? Jezus bowiem prosił, by czuwać razem z Nim, a ja znów jestem gdzie indziej.
Każdemu z nas grozi również zaśnięcie, obojętne przejście obok cierpienia, zapomnienie, rutyna, przyzwyczajenie. Niejednokrotnie ktoś prosi o modlitwę. Tak, oczywiście – brzmi zwykle odpowiedź. Nie godzi się bowiem inaczej postąpić. Czy jednak pamiętam, czy otaczam modlitwą osobę, która poleciła się mojej pamięci? Jakże musi matka cierpieć, jeśli jej dzieci nie pamiętają o sobie, nie wspierają się nawzajem. Mamy być „jedno” – prosi Jezus, razem również przed Bogiem na modlitwie, a czy tak czynimy. „Jeśli rodzina pozostaje zjednoczona na modlitwie, zjednoczoną pozostaje” – uczył Jan PawełII. Czy zatem jesteśmy razem na modlitwie? Co czuje matka, gdy jedne jej dzieci w niedzielę idą na Mszę św., a inne szukają rozrywki i stronią od modlitwy? Czy widok ten nie jest bolesny? Ileż to matek boleje z tego powodu. Serce matki nie pozostaje obojętne, szuka rady, jak im pomóc, a przy tym wiele cierpi, lęka się i ciągle pyta, co z nimi będzie.
Dziękuję Ci, Matko, za to, że zaprowadziłaś mnie dziś do Ogrójca, gdyż dopiero teraz zrozumiałem, iż jeśli w chwili próby mam wytrwać, to mam również się modlić. Choć to Jezus mówi do Piotra: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”, to jednak czuję, iż te słowa są skierowane nie tylko do Piotra. Postanowienia, pragnienia i chęci to jedno, a spełnić je, wytrwać w chwili próby to drugie. Obiecuję, postanawiam, ale czy dotrzymuję słowa? Jakże często towarzyszą naszym postanowieniom dobre pragnienia i intencje, ale czy jest w tym również modlitwa? Czy modlę się w doświadczeniu? Cierpię, mam pretensje do Boga, a czy zwracam się do Niego w pokornej modlitwie? Co czuje matka, widząc cierpiące dziecko w sytuacji zagrożenia, które nie zwraca się do niej o pomoc, a jeszcze ją samą obwinia o doświadczane zło? Czyż miecz boleści nie przeszywa matczynego serca? Niepokalana Matko, ileż to zatem razy przeszył miecz boleści Twoje Serce z powodu nas wszystkich, Twoich dzieci?
Jakże musisz nas kochać, skoro nie chcesz nam niczego wyliczać i wypominać, a jedynie prosisz, byśmy przyjęli sercem słowa Jezusa: „Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!” – tak Matko, to jest o wiele ważniejsze! Nie wiem wszystkiego, nie znam przyszłości, a często pragnę, by działa się moja, a nie Twoja wola. Niczym syn marnotrawny domagam się swojego, bo to uznaję za słuszne w danej sytuacji. Czy mogę jednak obwiniać ojca i matkę za niepowodzenie, które mnie spotyka z własnego wyboru? Czyż nie tak jest w naszym życiu, że kiedy usilnie o coś prosimy Boga, a tego nie otrzymujemy, to mamy do Niego pretensje i żal? Miałby je z pewnością syn marnotrawny, gdyby nie otrzymał części majątku. A przecież takich decyzji istotnych dla naszego życia nie podejmujemy tylko raz, lecz bardzo często; a zatem czy serce Matki nie jest wielokrotnie doświadczane, gdy za wszelką cenę obstajemy przy swoim i nie akceptujemy woli Bożej?
„Niech się stanie wola Twoja” – powiedział Jezus w chwili, kiedy „doświadczył końcowej samotności i całej nędzy egzystencji człowieka. Tutaj przepastna otchłań grzechu i wszelkiego zła przeniknęła do najgłębszego wnętrza Jego duszy. Tutaj przeżył wstrząs bliskiej śmierci. Tutaj pocałował Go zdrajca. Tutaj opuścili Go wszyscy uczniowie. Tutaj walczył także o mnie” (Jezus z Nazaretu, kard. J. Ratzinger). Zło zawsze atakuje, nawet wówczas, gdy jest świadome porażki, potrafi bowiem tylko jedno: nienawidzić. Jezus doświadcza strasznej trwogi, kuszenia. Nawet On zostaje poddany tak strasznej próbie, czy więc ja mogę się łudzić, iż mnie to nie dotyczy lub unikać problemu, twierdząc, iż mnie to nie interesuje i w ten sposób usuwam problem? Czy nie jest to chodzenie nad przepaścią, gdy twierdzę: mnie to nie interesuje? Papież Franciszek przypomniał, iż jeśli nie modlisz się do Boga w Trójcy Świętej Jedynego, wówczas zawsze modlisz się do szatana. Nie ma bowiem jakiejś szarej strefy, próżni; jeśli świadomie nie oddajesz się w ręce Boga, wówczas nawet, gdy nie czynisz tego świadomie, wychodzisz naprzeciw złu, które nigdy nie szanuje ludzkiej wolności. Co czuje Matka, gdy jej dzieci nie są świadome tego zagrożenia, lekceważą je, ignorują? Jak bardzo musisz boleć, Matko, jeśli największą troską Twego Niepokalanego Serca jest wieczne zbawienie wszystkich Twoich dzieci?
Niech moja wdzięczność za dostrzeżenie tej prawdy będzie Tobie pociechą. Amen.
Ks. dr Krzysztof Czapla SAC