• Środa, 22 kwietnia 2026

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

Wybiórcza troska Sawickiego

Środa, 30 kwietnia 2014 (21:29)

Rychłe rozwiązanie problemów producentów wędlin wędzonych tradycyjnie, w związku z nowymi, rygorystycznymi przepisami unijnymi zapowiedział dziś na Podkarpaciu minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Marek Sawicki. Rękę wyciąga jednak tylko dla wyrobów z ministerialnej listy produktów tradycyjnych. Co z pozostałymi…?

Od 1 września mają zacząć obowiązywać nowe rygorystyczne unijne normy dotyczące zawartości substancji smolistych w wyrobach wędzonych tradycyjnymi metodami. Zgodnie z tym zawartość benzo(a)pirenu w wędlinach nie będzie mogła przekroczyć 2 mikrogramów na kilogram, zamiast obowiązujących obecnie 5 mikrogramów. Producenci tradycyjnych wędlin obawiają się, że nie będą w stanie spełnić tych wymogów, a to oznacza likwidację wielu masarni i zakładów przetwórstwa mięsnego.

Tylko na Podkarpaciu i w Małopolsce problem dotyczy ok. tysiąca firm. Do problemu, o którym głośno od dawna, odniósł się dzisiaj podczas spotkania z rolnikami w Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Boguchwale szef resortu rolnictwa Marek Sawicki. – Nie mam zamiaru, jako minister rolnictwa podtrzymywać sytuacji, w której konsumenci mieliby jakiekolwiek poczucie, że dobry polski produkt może nie być w pełni bezpieczny zdrowotnie – zaznaczył Sawicki.

Dodał też, że za pośrednictwem ministra zdrowia zwrócił się do Komisji Europejskiej, aby dla produktów tradycyjnych, produktów regionalnych zachować dotychczasowe normy. Zaznaczył, że jego resort nie będzie zabiegał o złagodzenie norm dla wszystkich produktów wędliniarskich, bo jak stwierdził 99 proc. prób jakie zostały wykonane w zakładach mięsnych spełnia nowe, podwyższone normy unijne. Podkreślił, że kwestie związane ze złagodzeniem norm dla wyrobów tradycyjnych będą dyskutowane z Tonio Borgiem, unijnym komisarzem ds. zdrowia i ochrony konsumentów już w najbliższy wtorek.

Wędzarniczy totolotek

Takie postawienie sprawy oznacza ni mniej ni więcej, że polski rząd stanie w obronie tylko wyrobów wpisanych na ministerialną listę produktów tradycyjnych. Pozostałe wyroby będą musiały spełnić nowe wyśrubowane unijne normy. Również wyniki badań właścicielskich dotyczących zawartości substancji smolistych, jakie wykonują producenci na własną rękę nie są tak oczywiste jak dla ministra Sawickiego. Nowe unijne normy są nieosiągalne nawet przy zastosowaniu zaleceń dotyczących wędzenia zaleconych przez ministerialnych ekspertów. – Tak naprawdę jest to totolotek, uda się albo nie uda uzyskać normę, ale bardzo rzadko. Brakuje powtarzalności, na co nie można sobie pozwolić przy masowej produkcji – uważa Jan Fołta, producent tradycyjnych wędlin, właściciel Zakładu Uboju i Przerobu Mięsa z Markowej k. Łańcuta, u którego 80 proc. badanych próbek ma przekroczenia.

Choć minister Sawicki podjął w końcu temat tradycyjnych wędzonek, to jego deklaracje nie rozwiązują problemu polskich wędliniarzy. Jak podkreśla w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl Fryderyk Kapinos, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie nie wszystkie wyroby produkowane tradycyjnymi metodami są na ministerialnej liście. – Nam zależy żeby odstępstwem od nowych unijnych norm zostały objęte wyroby tradycyjne to znaczy te, które są wędzone nad paleniskiem przy użyciu drewna drzew liściastych. Nie wszystkie jednak są na liście ministerialnej, co oznacza, że tylko niektóre zakłady zostaną objęte ochroną, a pozostałe będą miały kłopot. Jeżeli minister tak rozumie pomoc producentom wędlin, to znaczy, że wciąż nie rozumie problemu i zamiast pomóc, robi naszej branży krzywdę – uważa przewodniczący Kapinos.

Dodaje, że wszyscy, którzy nie tylko z nazwy, ale w rzeczywistości produkują wędliny w sposób tradycyjny powinni być traktowani jednakowo a nie wybiórczo. – Jutro w Tarnowie mamy zaplanowane spotkanie z ministrem Sawickim i z pewnością przedstawimy mu swoje racje raz jeszcze. Będziemy też chcieli usłyszeć więcej konkretów – wskazuje przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie.

Producenci mają nadzieję, że do 1 września uda się wypracować kompromis, który umożliwi złagodzenie norm dla wszystkich wyrobów wędzonych. Pozwoliłoby to na dalsze funkcjonowanie setkom producentów, a konsumentom na dalsze delektowanie się tradycyjnymi wędzonymi, a nie jedynie malowanymi preparatem dymu wędzarniczego kiełbasami, boczkami czy szynkami.

8 maja przedstawiciele firm zrzeszonych w Polskim Stowarzyszeniu Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie planują happening pd Sejmem, który ma pokazać, ze wbrew unijnym zakazom polskie wyroby produkowane tradycyjnymi metodami są polskim dziedzictwem narodowym, i że  są nie tylko smaczne, ale i zdrowe. 

                                                  

Mariusz Kamieniecki