Hodowla do prywatyzacji
Środa, 30 kwietnia 2014 (16:14)Rząd planuje prywatyzację części spółek rolnych zajmujących się uprawą roślin i hodowlą zwierząt. Nie wiadomo jeszcze, które podmioty pójdą pod młotek.
Podlegająca ministerstwu rolnictwa Agencja Nieruchomości Rolnych jest właścicielem 43 spółek: osiem zajmuje się uprawą roślin (głównie zboża i ziemniaki), a 35 hodowlą zwierząt (konie, bydło, trzoda chewna, owce). Ich głównym zadaniem jest praca nad unowocześnianiem istniejących odmian roślin i gatunków zwierząt lub tworzenie nowych dzięki badaniom genetycznym. W posiadaniu tych firm jest 110 tys. ha ziemi (głównie to grunty państwowe pozostające w dzierżawie) i zatrudniają 4,6 tys. ludzi. Wartość udziałów ANR w tych spółkach jest szacowana na 625 mln zł, a jej majątek ma wartość prawie 1,9 mld złotych.
Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke poinformował, że w resorcie został powołany specjalny zespół, którego zadaniem jest analiza sytuacji spółek hodowlanych. Eksperci będą analizować ich działalność, a potem część spółek zostanie zakwalifikowana do – będącego w planach ministerstwa rolnictwa – strategicznego sektora naukowo-badawczego. Te jednostki mają stworzyć genetyczny bank odmian roślin i zwierząt, uzyskają też możliwość (dzięki prawnym zmianom organizacyjnym) korzystania z unijnych funduszy na badania i rozwój technologiczny. Spółki, które nie zostaną zakwalifikowane do tego programu, zostaną sprzedane. – Nie wiadomo,które spółki będą prywatyzaowane – zastrzega Kazimierz Plocke. Wiceminister podkreśla, że konycja finansowa wielu stacji hodowli roslin i zwierząt jest kiepska i prywatyzacja ma im pomóc wyjść na prostą.
Plany rządu zaskoczyły posłów z sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Gabriela Masłowska (PiS) zastanawiała się, czy zarządy spółek nie prowadzą celowej dzałalności, zmeirzającej do zmniejszenia wartości ich firm. Po to, aby potem sprzedać ich majątek za bezcen. A spółki oprócz ziemi mają też często inne atrakcyjne nieruchomości, jak pałace. – Nie wszystko musi przynosić zysk, postęp biologiczny kosztuje i do tego postępu warto dopłacać – apelowała Masłowska.
Romuald Ajchler (SLD) uznał, że prywatyzacja ma jeden podstawowy cel: chodzi o to, aby ANR wywiąząła się z planu wpłat środków do budżetu państwa ze sprzedaży państwowych spółek. – Wiele gruntów ANR nie może sprzedać, to szukacie możliwości, żeby budżet państwa zabezpieczyć – mówił do przedstawicieli rządu poseł Ajchler. I ostrzegał, że prywatyzacja może spowodować zwolnienia ludzi. Podkreślił, że większość tych gospodarstw świetnie sobie radzi. – Tu tylko idzie o pieniądze, tu nie idzie o te gospodarstwa – podkreślił Romulad Ajchler.
Posłowie generalnie prezentowali stanowisko, że prawie wszystkie spółki (z wyjątkiem kilku), powinny pozostać w rękach państwa, bo chodzi o utrzymanie w nich hodowli roślin i zwierząt. A to, że część z nich ma słabe wyniki ekonomiczne wynika z tego, że słaby jest państwowy nadzór właścicelski nad tymi gospodarstwami. Stanowiska ministerstwa bronił Leszek Korzeniowski (PO), który argumentował, że spółki działają słabo i gdyby nie dopłaty bezpośrednie, jakie otrzymują (90 mln zł), to prawie wszystkie notowałyby straty.
Utrzymaniem tego sektora zainteresowani są rolnicy. Leszek Hądzlik, prezydent Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, podkreślił, że trzeba rozwijać współpracę rolników ze spółkami hodowlanymi w kwestii genetyki. Przypomniał też ministrowi Plocke, że negatywne skutki dla rolników przyniosła prywatyzacja spółek inseminacyjnych. – Wynik finansowy jest drugorzędny. Ważny jest rozwój rolnictwa – powiedział Hądzlik. I wyraził obawy, że prywatyzowanych gospodarstw hodowlanych nie kupią polscy rolnicy, tylko „ktoś z zagranicy”.
Kazimierz Plocke zapewniał, że ministerstwu rolnictwa zależy na wypracowaniu jak najlepszego modelu finansowego wsparcia hodowli roślin i zwierząt i dlatego szykowane są te zmiany. – Od 2004 r. ANR nie ma możliwości wsparcia finansowego dla swoich spółek. To największy problem – wyjaśniał Plocke. – Mamy za mało pieniędzy, aby polska hodowla była konkurencyjna wobec innych krajów. Wyhodowanie jednej odmiany roślin to kilka lat, a zwierząt jeszcze więcej – dodał wiceminister. Okazuje się, że budżet państwa przeznacza na postęp biologiczny 100 mln zł rocznie, ale jednostki hodowlane należace do ANR nie mogą z tych funduszy skorzystać. Po zmianach organizacyjnych będzie to już możliwe. Wkrótce resort rolnictwa przedstawi projekt swojego programu.
Krzysztof Losz