• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Totus Tuus – papieska droga do świętości

Środa, 30 kwietnia 2014 (02:00)

W kanonizacji Jana Pawła II pojawił się dodatkowy znak. Obok daty zamknięcia oktawy uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego i Święta Bożego Miłosierdzia jest jeszcze wspomnienie św. Ludwika Grigniona de Montfort, które przypada w następny dzień po kanonizacji. Jakby Bóg chciał przypomnieć, że to właśnie ten bretoński mistyk postawił Karola Wojtyłę na drodze do świętości.

Wszystko zaczęło się z końcem 1940 roku, kiedy do rąk Karola Wojtyły trafił „Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Ta „mała książeczka w niebieskiej okładce” zmieniła Jego życie.

Traktat dla dotkniętych łaską

Gdy ten napisany językiem tradycyjnej pobożności „Traktat” pojawił się w rękach Karola Wojtyły, po raz pierwszy ujawnił się Jego maryjny geniusz: człowiek ten umiał przedrzeć się przez szatę niedzisiejszych słów i dotknąć swym sercem, rozumem i wolą – całym sobą – tej ponadczasowej prawdy, jaką przekazywał Mu św. Ludwik. Potem tłumaczył: „Dostrzegłem, że poza barokowym stylem tej książki jest w niej coś zasadniczego. I do tego właśnie powracałem po kilka razy”.

Była to prawda czytelna tylko dla nielicznych. Tylu przed Nim i po Nim czytało „Traktat”. Jest wśród nich wielu z nas. Otworzyliśmy jego stronice, ale lektura okazała się dla nas zbyt trudna. Przeszkadzał stary język, barokowe figury, dewocyjna i nieco fanatyczna forma, przywoływanie dawnych, nic nam niemówiących nazwisk i słów. Na pewno nie wracaliśmy do tej książki tysiące razy. Czy zmieniła ona nasze życie? Nie.

U Karola Wojtyły było inaczej. Zdecydowanie inaczej.

Dla niego lektura „Traktatu” była jak objawienie. Czytającego dotknęła jakaś szczególna łaska. Inaczej trudno wytłumaczyć wpływ tej książki na człowieka, który był tak bardzo wyczulony na piękno języka i który już wtedy wyróżniał się niezwykłą inteligencją i zmysłem krytycznym.

Podczas lektury „małej niebieskiej książeczki” Karol Wojtyła po raz pierwszy został dotknięty przez „łaskę graniczną” – taką, która w życiu zmienia wszystko. Książka zawładnęła jego duszą. Wracał do niej setki, tysiące razy. Znalazł w niej coś więcej niż inni. Coś niezwykłego. Co takiego? Otrzymał łaskę zrozumienia Prawdy.

Pierwsze odkrycie – naśladowanie Chrystusa

Karol Wojtyła usłyszał pytanie. „Ile lat żył Jezus na ziemi?” – pytał autor „Traktatu”. Znamy odpowiedź: „Trzydzieści trzy”. „Ile lat żył w Nazarecie?” Wiemy: „Trzydzieści”. W tym miejscu Grignion de Montfort stawia wniosek, który dla Karola Wojtyły był jak objawienie. Trzydzieści lat Jezus żył „z” Maryją i „jak” Maryja, trzydzieści lat był Jej poddany! A przecież my jako chrześcijanie mamy naśladować Chrystusa! Całego Chrystusa! Nie zaledwie 10 procent Jego życia, czyli czas Jego publicznej działalności, ale całość: 100 procent, w którym ponad 90 procent to życie z Maryją – w posłuszeństwie Maryi.

Już nie mówmy o tym, że trudno nam naśladować Jezusa nauczającego i czyniącego cuda, większość z nas nie ma bowiem apostolskiego powołania. Mamy naśladować szare życie w Nazarecie. Jezus podporządkował się Maryi. Zaś lata spędzone w ukryciu Nazaretu – dodaje św. Ludwik – były bardziej owocne niż publiczne nauczanie Zbawiciela. Inaczej proporcje byłyby zupełnie inne! To było wielkie odkrycie św. Ludwika Grigniona de Montfort, a za nim Karola Wojtyły. Dlatego w imię naśladowania Chrystusa wybrał Maryję. Wybrał posłuszeństwo Matce Zbawiciela. Odłożył na bok wszystkie plany. I stało się. Karol Wojtyła, tak jak tego żądał św. Ludwik Grignion de Montfort, został niewolnikiem Maryi.

To był koniec jego własnych planów: marzeń o byciu aktorem, poetą. Całkowicie podporządkował się planom Maryi. I niebawem przyjął Jej pierwszy dar: powołanie do kapłaństwa. By być cały Jej.

Drugie odkrycie – zjednoczenie z Maryją

Tak pojawia się wśród nas człowiek „Totus Tuus”. Pojawia się jako student, kleryk, kapłan, biskup, kardynał, wreszcie Papież. Już na początku drogi Jego zawołaniem staje się „Totus Tuus”, czemu później dał wyraz w swym herbie biskupim i papieskim. Ale choć przed jego nazwiskiem zmienia się wiele – jest kleryk, jest ksiądz, jest doktor, jest biskup, jest profesor, jest kardynał, jest nawet Papież – w jego wnętrzu nie zmienia się nic. To zawsze ten sam Karol Wojtyła: sługa Maryi, całkowicie Jej oddany. „Totus Tuus”.

Spoglądamy na człowieka, który stał się świętym nie tyle przez bycie kapłanem, biskupem, kardynałem czy Papieżem, ale przez bycie „Totus Tuus”. Dlatego jest wzorem nie tylko dla kapłanów, biskupów, kardynałów i Papieży. Jest nim dla każdego z nas. Ta droga w punkcie wyjścia nosi imię TOTUS TUUS. Ale gdzieś, za którymś z zakrętów, otrzyma nową nazwę. Staje się drogą TOTA TUA. Dla Karola Wojtyły było to drugie niezwykłe odkrycie. Zrozumiał, że gdy cały odda się Maryi, gdy zawierzy Jej wszystko bez reszty, a jego słowa okażą się nie tylko słowami, bowiem przekute zostaną na codzienne życie, wówczas Ona odda się też cała Jemu i zawierzy Mu do końca. Ona będzie wszystkim. TOTA TUA. Cała dla Niego. Karol Wojtyła pojął, że Maryja daje Mu wszystko, co do Niej należy. Kiedy TOTUS TUUS zaczęło być życiem i rzeczywiście cały należał do Niej, wówczas zaczął się proces przemiany. Karol Wojtyła usłyszał słowa Maryi, które u Niej zawsze pozostają tożsame z Jej życiem: TOTA TUA EGO SUM – cała jestem Twoja!

Jest o co zabiegać. Owoce tego wzajemnego oddania są wielkie. Jan Paweł II poznał ich smak. Dusza Maryi mieszkała w Nim, Jej duch przenikał Jego ducha, Jej Niepokalane Serce nakładało się na Jego serce. Jej udział w łasce staje się jego udziałem. To jest świętość.

Mistrz Ludwik

Inaczej niż my, Karol Wojtyła wracał do „Traktatu”. Czytał go każdego dnia. Jako robotnik Solvayu, potem kleryk, ksiądz, biskup, kardynał, Papież.

Wspominał pierwszą fascynację „małą książeczką w niebieskiej okładce”. Znamy jego słowa: „Jako robotnik Solvayu brałem ją ze sobą wraz z kromką chleba na popołudniową albo na nocną zmianę, na rannej trudniej było czytać. (…) Mała książeczka w niebieskiej okładce, podobna do modlitewnika, była wtedy przeze mnie czytana w ciągu wielu dni i tygodni. Nie tylko w ten sposób, żeby ją raz przeczytać i odłożyć. Czytałem ją, jeśli tak można powiedzieć, tam i z powrotem. (…) Tak bardzo ją czytałem, że cała była poplamiona sodą, i na okładkach, i w środku. Pamiętam dobrze tę plamę sody, bo te plamy sody są właśnie jakimś ważnym elementem całego mojego życia wewnętrznego”.

Przez lata nie zmieniło się nic. W kaplicy papieskiej w Watykanie, na klęczniku Ojca Świętego leżała zawsze mała niebieska książeczka. Jan Paweł II otwierał ją codziennie, by modlić się do Matki Najświętszej, by odnawiać i pogłębiać swoje „Totus Tuus”. Zabierał tę książeczkę ze sobą na apostolskie pielgrzymki.

Nic dziwnego, że gdy przyjrzymy się nauczaniu św. Ludwika i nauczaniu Jana Pawła II, kiedy zastanowimy się nad duchowością Ludwika Grigniona de Montfort i Papieża, zauważymy, że drogi tych dwóch apostołów biegną w tym samym kierunku, mimo że dzielą ich dwa wieki.

Znak dla nas?

Pierwsze wspomnienie po kanonizacji to wspomnienie św. Ludwika. Może to jakiś znak, zaproszenie, by poznać duchowość świętego z Francji, która stała się drogą do świętości Jana Pawła II. Czas na odkrycie, że gdy jesteś TOTUS TUUS, Ona jest cała Twoja. Jesteś bezpieczny. Jesteś zbawiony. Jej dary i łaski znalazły się w Twoich rękach. Miłość otwiera serce na oścież, na zawsze. Nie jesteś sam, a siła zła nie ma do Ciebie dostępu. Nigdy. Bo ciepła matczyna dłoń zawsze spoczywa na Twoim ramieniu, a drogę rozjaśnia Ci światło. Bo Ona jest utkana cała z niego. A ono jest Bogiem samym.

Wincenty Łaszewski