• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Zachęcał nas do życia zakonnego

Poniedziałek, 28 kwietnia 2014 (18:02)

Wspomnienia s. Mieczysławy ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej z audiencji generalnej u Ojca Świętego Jana Pawła II

 

Wybór naszego kardynała Karola Wojtyły na Papieża w 1978 roku w moim życiu obudził potrzebę częstszej modlitwy za Ojca Świętego i zarazem pragnienie, żeby kiedyś móc Go zobaczyć. Tym bardziej że przecież to nasz Papież – Polak. Z tym pragnieniem długo chodziłam. Myślałam, czy będzie kiedyś taka okazja, czy się nadarzy, abym mogła spotkać osobiście Jana Pawła II. Taka okazja faktycznie nadeszła 25 maja 1996 roku.

Moja kuzynka wstąpiła do Zgromadzenia Misjonarek Miłości Matki Teresy z Kalkuty. Po kilku latach zaprosiła mnie na śluby wieczyste. Siostry Misjonarki Miłości co roku składają śluby w innym miejscu. Jej akurat wypadły w Watykanie. Miałam okazję uczestniczyć w tych ślubach. Jednocześnie spełniły się moje marzenia wyjazdu do Rzymu.

Następnego dnia po przeżyciu ślubów, w Zesłanie Ducha Świętego miałyśmy prywatną audiencję u Ojca Świętego. Grupa była maleńka, bo wtedy nikt się nie spodziewał, że wizyta będzie możliwa, ze względu na intensywny czas obchodów świątecznych dla Papieża. Ale tym razem audiencja się odbyła. Ojciec Święty przyszedł uśmiechnięty i zadowolony. Miał czas podejść do każdego, uścisnąć rękę i porozmawiać.

Wspominam wesołą sytuację. Moja kuzynka przyszła na audiencję z girlandą ze sztucznych kwiatów. Zasugerowałam jej, że nie wypada sztucznych kwiatów nałożyć na szyję Ojcu Świętemu. Po chwili namysłu kuzynka postanowiła, że będzie kwiaty trzymać w ręku. Gdy Ojciec Święty doszedł do nas, miałam wrażenie, że nie trzeba Mu nic mówić, że On wszystko wie. Z ogromną życzliwością popatrzył na nas, a moja siostrzyczka zaczęła na mnie „skarżyć”. – Chciałam Ojcu Świętemu wręczyć te kwiaty, a ciocia mówi, że nie wypada – powiedziała. Jan Paweł II roześmiał się serdecznie, wziął girlandę i założył na szyję mojej kuzynce, rozwiewając w ten sposób wszystkie obawy i rozbrajając sytuację.

Trudno nawet wypowiedzieć wszystkie wrażenia z tamtego czasu. Z wielkim zainteresowaniem rozmawiał z nami o życiu zakonnym, a przecież miał tyle swoich spraw i kłopotów. Pamiętam jednak, że wtedy w sposób naturalny minął lęk. Byłyśmy w bezpośredniej relacji z Ojcem Świętym, który zachęcał nas do życia zakonnego.

Wdzięczność po tych kilku minutach spotkania z Ojcem Świętym pozostaje na długie lata. Bardzo mi to pomogło w jeszcze większej modlitwie za Ojca Świętego – nie tylko za naszego z Polski, ale i za następnych. Często wracałam pamięcią do tego wydarzenia nie tylko z powodu procesu kanonizacyjnego.

W momencie, kiedy przychodził jakiś trud, to stawał przed oczami obraz z audiencji i uświadamiałam sobie, że Ojciec Święty ma przecież więcej trudów. Mówiłam sobie wtedy: „Ojcze Święty, w Twojej intencji oddaję te moje »troszeczkę«, może ono Tobie pomoże, niech będzie umocnieniem Twoich wysiłków dla dobra Kościoła i dla dobra zakonów”.

W czasie audiencji poczułam też bardzo mocno jedność w różnorodności. Jako siostry zakonne przebywamy ciągle w swoich zakonach, mamy swoją regułę, ale różnorodność zakonów jest cenna, bo ubogaca Kościół. Kuzynka ma inne zadania w swoim zgromadzeniu, a ja inne w swoim. Ale niezależnie od tego, w którym zgromadzeniu jesteśmy, to i tak służymy tej samej Ewangelii. Ojciec Święty nie robił różnicy między nami. Wtedy właśnie wyraźnie odkryłam, że każdy zakon jest tak samo istotny w służbie temu samemu Panu Bogu.

Siostra Mieczysława ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie-Rembertowie