• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Modlitewny maraton

Piątek, 25 kwietnia 2014 (21:39)

Dziśprzed południem polski ultramaratończyk Piotr Kuryło dotarł do Watykanu, aby w niedzielę wziąć udział w uroczystościach kanonizacyjnych Papieży Jana XXIII i Jana Pawła II. Wyruszył w połowie marca ze Studzienicznej i mimo kłopotów z kolanem i wózkiem, wyposażonym w ekwipunek, pokonał ponad 2 tys. km w hołdzie Janowi Pawłowi II.

Do Watykanu nadciągają rzesze pielgrzymów – tych z autokarów, pociągów, motorów  i samolotów. Ale jest wśród nich także pielgrzym-maratończyk, który pokonał trasę na własnych nogach, a wygodne łóżko przez ponad miesiąc zastąpił specjalnym wózkiem.

- Życzliwość i szacunek dla Papieża Jana Pawła II przejawiany przez ludzi napotkanych po drodze spowodował, że czułem się na trasie bardzo wspierany.  Wizerunek Jana Pawła II mam cały czas na koszulce i na wózku, a ludzie bardzo doceniają naszego Polaka, więcprzekładało się to na ogromną życzliwość i pomoc dla mnie w trasie. Nie było żadnego problemu nawet z policją: byłem przecież trochę na autostradzie, ale wszystko było załatwionepolubownie – opowiada Piotr Kuryło portalowi NaszDziennik.pl.

Sam Piotr Kuryło pobiegł w intencji pokoju na Ukrainie. Ale zabrał ze sobą również intencje przyjaciół, a nawet osób, których nie zna, a które przekazały mu swoje intencje modlitewne poprzez Facebooka. W swoich listach prosili Jana Pawła II o zdrowie, powodzenie operacji, zgodę w rodzinie czy zdanie egzaminów.

- Lista osób, które prosiły o zawiezienie do Rzymu ich intencji, liczy około tysiąca osób. Było setki SMS-ów, dużo karteczek, które mam w wózku i oficjalnie złożę w sobotę, kiedy będę miał dzień dla siebie, taki wyciszony, aby można było to wszystko przemodlić i przeżyć tak jak należy, bo oczywiście dzisiaj mam tu w Rzymie urwanie głowy – dodaje pielgrzym Piotr Kuryło.

Nie obyło się bez problemów na trasie. Już na Słowacji Piotr musiał reperować swój wózek, gdy przetarły się aluminiowe obręcze kół. Codzienne pokonywanie kilkudziesięciu kilometrów, zwłaszcza tych przez Alpy, źle zniosło kolano biegacza, więc musiał je ratować doraźnymi środkami. Dotarł do celu kulejący, ale szczęśliwy.

- Doskwiera mi lewe kolano, trzeba będzie je leczyć, jak wrócę do Polski. W przyszłym tygodniu w czwartek lub piątek będę już w domu. Ale ogromnie się cieszę się, że mimo bólu udało mi się dotrzeć na kanonizację – podkreśla Piotr Kuryło.

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz