Sejm przeciw demoralizowaniu dzieci
Piątek, 25 kwietnia 2014 (20:50)Posłowie odrzucili projekt ustawy wprowadzający obowiązkową edukację seksualną w szkołach.
Sejm przychylił się tym samym do wniosku sejmowej Komisji Edukacji i Młodzieży, która rekomendowała odrzucenie projektu w całości. Zgłosiła go wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka (niezsz.). Za jego odrzuceniem głosowało 368 posłów (PO, PSL, SP i PiS), przeciw było 64 – przede wszystkim posłowie z Twojego Ruchu oraz SLD. Tylko czterech posłów wstrzymało się od głosu, w tym m.in. Rafał Grupiński i Grzegorz Schetyna z PO. Taki rozkład głosów nie dziwi – pod projektem podpisali się bowiem właśnie posłowie SLD i Twojego Ruchu.
Przewidywał on wprowadzenie do szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych obowiązkowego przedmiotu wiedza o seksualności człowieka w wymiarze jednej godziny tygodniowo.
Przedstawiając projekt, Nowicka (jak to często robi w podobnych sytuacjach) powoływała się na dane – nie precyzując jednak, skąd je ma – według których spora część, bo aż 30 proc., nastolatków w wieku 13-14 podejmuje współżycie seksualne. A ponad 40 procent nieletnich dziewcząt przeprowadza nielegalne aborcje. To zdaniem Nowickiej, pokłosie braku wiedzy na temat ludzkiej seksualności.
– Dlatego musimy młodzież jej nauczyć. Nie tylko antykoncepcji, ale także odpowiedzialności za siebie. Trzeba uświadomić im, że seks jest nie tylko przyjemnością, ale niesie ze sobą też potencjalne konsekwencje na całe życie. O skutkach braku takich informacji rząd dobrze wie. I nie robi nic – argumentowała Nowicka. Nie zabrakło – to też stały element w wystapieniach Wandy Nowickiej na temat seksedukacji – argumentów o polskiej zaściankowości, na którą są narażone dzieci i młodzież, czy o zacofaniu Polski w porównaniu z innymi krajami europejskimi, które już dawno edukację seksualną w szkołach promują.
Posłowie tej argumentacji nie ulegli, przypomnieli, że z badań naukowych wynika, iż to własnie sekseduakcja powoduje skutki, o których wspominała wicemarszałek. – Ależ to właśnie efekt seksedukacji, która propaguje rozpasanie, zwalnia z odpowiedzialności, z miłości, z kierowania się dobrem innego człowieka. A pragnę przypomnieć, że zgodnie z polskim prawem współżycie z osobą nieletnią jest przestępstwem, jest karalne. Wiedza przekazywana w szkole powinna być dostosowana do dojrzałości intelektualnej i emocjonalnej dziecka. To, co proponujecie, nijak się ma do tych wymogów. To nie jest żadna edukacja, to jest propozycja demoralizacji naszych dzieci – mówiła Marzena Wróbel (SP).
– Przymusowa edukacja seksualna nie jest lekiem na całe zło. Wprost przeciwnie – jej efekty to zwiększenie liczby dzieci, które rozpoczynają wczesne współżycie, zwiększa się liczba ciąż i chorób wenerycznych u nieletnich. Jest zupełnie odwrotnie niż to, co państwo uważają: wprowadzenie przymusowej edukacji seksualnej doprowadzi wprost do oderwania sfery cielesnej od miłości i odpowiedzialności. Na ten przymus edukacyjny nie godzą się rodzice. Nie zabierajcie im prawa decydowania o własnych dzieciach! – apelował Dariusz Piontkowski (PiS).
Przeciw ustawie była też większość koalicji rządowej. Zasadniczym argumentem z ich strony było to, że w szkole jest już przedmiot odnoszący się do płciowości człowieka – to wychowanie do życia w rodzinie. Jego nauka zaczyna się w V klasie szkoły podstawowej, czyli w wieku 11 lat. Obecność na tych zajęciach jest nieobowiązkowa. Odwoływano się też do zapisów Konstytucji RP, według których to rodzice, którzy dobrze znają stopień dojrzałości swego dziecka, powinni decydować o jego edukacji i wychowaniu.
Anna Ambroziak