Mikroskopijne wsparcie
Czwartek, 24 kwietnia 2014 (20:08)Na lotnisku w Świdwinie wylądowali wczoraj amerykańscy spadochroniarze z Grupy Bojowej 173. Brygady Powietrznodesantowej, która jest wydzielonym oddziałem armii Stanów Zjednoczonych w Europie.
Obecność kompanii amerykańskiej – około 150 żołnierzy – na terytorium naszego kraju jest jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem, jednak w znaczeniu jedynie symbolicznym. W sensie operacyjnym czy obronnym wysłana do nas kompania nie stanowi żadnej siły.
Wysłanie tej kompanii należy odbierać jako niezwykle ważny w sensie politycznym gest ze strony Stanów Zjednoczonych. Natomiast już w znaczeniu militarnym ma on mikroskopijne znaczenie.
Ciśnie się na usta pytanie, dlaczego to jest tylko jedna kompania? Pamiętamy, że minister Sikorski mówił o dwóch brygadach i to nawet ciężkich, co w nomenklaturze amerykańskiej oznacza brygadę z ciężkim sprzętem przeciwpancernym. Otóż szkopuł w tym, że Amerykanie obecnie nie mają tego typu jednostek na terenie Europy, ponieważ jakiś czas temu te wojska wycofano za Ocean. Zakładając, że ta deklaracja ministra była oparta na jakichś poważnych przesłankach, najpierw trzeba byłoby wydzielić delegowane do nas siły wojskowe, a później przewieźć je z USA, co oczywiście nie stanie się z dnia na dzień. Jeżeli ta kompania ma być zapowiedzią rzeczywistego pojawienia się większych lądowych sił amerykańskich, to jak najbadziej należy temu przyklasnąć.
Zadziwia mnie uroczysta ceremonia powitania przysłanych żołnierzy. Minister i premier nie powinni witać kompanii, nawet amerykańskiej. Tego typu zdarzenia zarezerwowałbym na jakąś poważniejszą okazję. Jeszcze raz podkreślę, że to nie jest dobra taktyka. Co prawda wiem, że obawialiśmy się tego, że Ameryka ewakuuje się z Europy. A przecież my tak bardzo chcemy ich obecności po nieudanym przedsięwzięciu, jakim jest amerykańska tarcza antyrakietowa w Polsce. Zatem każda oznaka nawet minimalnej obecności wojsk amerykańskich na naszym terytorium niezmiernie nas cieszy. Oby ta radość nie przesłoniła nam rzeczywistego problemu.
W chwili pojawienia się rzeczywistego zapotrzebowania na pomoc wojskową ze strony USA, musielibyśmy na nią zaczekać. Od momentu podjęcia decyzji do faktycznego stawienia się amerykańskich sił w Polsce minie trzy miesiące. To dość długi czas, zwłaszcza że nasi europejscy sojusznicy nie mają specjalnie czym nas wesprzeć, może poza Brytyjczykami. Chociażby Niemcy mocno zredukowali swoje siły, obecnie mają mniej czołgów niż Polska. Zatem tak naprawdę liczą się tylko Stany Zjednoczone.
Fragment wypowiedzi Romualda Szeremietiewa dla dzisiejszych „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.
Romuald Szeremietiew