Zdrojewski prawi sobie komplementy
Czwartek, 24 kwietnia 2014 (12:20)Minister Bogdan Zdrojewski zasłynął właściwie jednym w historii polskiej polityki. Sprawowany przez niego urząd to najdłuższa kadencja ministra kultury po 1989 roku. Tym samym jest to najdłuższy okres dewastacji kultury narodowej i poniżania dziedzictwa narodowego w historii Polski od momentu uzyskania niepodległości i zrzucenia jarzma sowieckiej niewoli.
Dotąd ministra Zdrojewskiego nazywałem dewastatorem kultury i dziedzictwa narodowego. To się wprawdzie nie zmieniło, jednak od wczorajszego wywiadu udzielonego na antenie Programu Drugiego Polskiego Radia można nazywać byłego prezydenta Wrocławia odpływającym w galaktykę samochwalstwa astronautą cynizmu.
Minister ozdabiał ponad pół godziny rozmowy istnymi samopochlebstwami, zaprzeczając co rusz twardym faktom. Przy okazji robił z poważnych dziennikarzy i poważnych słuchaczy głuptasków. Tylko kultura osobista prowadzących rozmowę z niszczycielem sztuki uratowała poziom tej audycji. To, że Polska na obszarze kultury jest liderem absorpcji funduszy unijnych, nie powinno być nazywane sukcesem, ale standardem. Poza tym europejskie fundusze może i do nas płyną, ale w tym samym czasie polskie środki odpływają do Brukseli. Zaś projekty sygnowane przez ministra Zdrojewskiego przeznaczane są na „właściwe” i „nowoczesne” eksperymenty. Stwierdzenie, że „cała Europa nam zazdrości”, jest jakimś kompletnym absurdem i nieporozumieniem. Na jakiej podstawie pan Zdrojewski wyciąga tak daleko idące wnioski? Chyba że powinniśmy to odczytywać jako ukrytą sugestię, że „cała Europa nam zazdrości ministra Zdrojewskiego”.
Pochlebstw i komplementów Zdrojewski prawił sobie całkiem sporo. To akurat mnie bawiło, ale w pewnym momencie przestałem się śmiać.
Dla ministra Zdrojewskiego protest przeciwko bluźnierczej instalacji w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie był aktem politycznym. Aktem politycznym było także oburzenie wiernych i stałych (oczywiście przed epoką dyrektora Jana Klaty) miłośników repertuaru i stylu zarządzania Narodowym Starym Teatrem w Krakowie. To zaklinanie rzeczywistości przez Zdrojewskiego jest, mówiąc delikatnie, mijaniem się z prawdą.
Miałem tę nieprzyjemność oglądać w tym roku na żywo dwa spektakle w reżyserii pseudoartysty Jana Klaty („Do Damaszku” oraz „Król Edyp” – z oryginałami mającymi niewiele wspólnego) i było to dla mnie oraz dla wielu widzów, którzy opuszczali razem ze mną salę, przykre i bolesne doświadczenie.
Minister, jak sam twierdzi, jest otwarty na eksperymenty, nie widzi niczego złego w wyczynach artystycznych, o ile nie pogwałcają one Konstytucji. Ta wypowiedź powinna wystarczyć do dymisji człowieka, który albo nie był nigdy na sztuce „Do Damaszku” w reżyserii Jana Klaty, albo nie widzi problemu, gdy z ust głównego bohatera padają m.in. słowa: „Fuck you Jesus!”. Bowiem oprócz kiczu, obsceny, słabej gry aktorów spektakl zanurzony był nie tylko w postmodernistycznym chaosie nieprzemyślanych dialogów, wulgarnych gestów czy prymitywnych zachowań, ale przede wszystkim szokującego bluźnierstwa.
W należącej do teatru galerii uderzyła mnie także potężna swastyka wisząca na jednej z głównych jej ścian. Jeżeli Zdrojewski toleruje tego typu „eksperymenty”, promujące pod hasłami jakiejś postmodernistycznej ideologii znaki, które swego czasu szpeciły i raniły Kraków pod okupacją niemieckich nazistów, to gratuluję smaku i wysokiego stopnia estetyki, niemniej to nie jest mój poziom kulturalny, a jednoznacznie raniące przestrzeń publiczną obrazy są antysztuką i tanią prowokacją. Ideologią postmodernistyczną wszystko można wytłumaczyć, a gwarantuje to i legitymizuje nie kto inny, tylko pan Zdrojewski.
Okres sprawowania urzędu przez tego nieudolnego polityka Platformy Obywatelskiej to czas głębokiego, nieskrępowanego i bezkarnego upolitycznienia polskiej kultury, rozkładu sztuki, otworzenia drzwi instytucji narodowych dla barbarzyńców, ekstremistów lewackiej i gejowskiej deprawacji, zaproszenie pseudoartystów z zagranicy, którzy stoją na czele opłacanych przez podatników stanowisk kulturalnych, deptanych tymczasem przez współczesnych Hunów. Promując antykatolickie „eksperymenty”, Zdrojewski pohańbił świętości ważne dla większości Polaków i jeszcze śmiał opowiadać o pasmie sukcesów pod swoimi rządami. Przyznam, że po pierwsze – zasmuciła mnie ta bezkarność i arogancja, po drugie – takiego spektaklu cynizmu dawno nie słyszałem.
Słuchaczy o mocnych nerwach zachęcam do wysłuchania całej rozmowy z ministrem Zdrojewskim: TUTAJ.
Dr Tomasz M. Korczyński