• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Tradycyjne wędzonki znikną z rynku?

Środa, 23 kwietnia 2014 (21:23)

Producenci wędlin tradycyjnie wędzonych, którzy spotkali się dziś w Boguchwale obawiają się, że jeżeli rząd nie podejmie działań w zakresie złagodzenia nowych norm zawartości substancji smolistych w wyrobach wędzonych, to oznaczać to będzie ich klęskę, ale także problemy ze zbytem producentów trzody chlewnej.

W Podkarpackim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Boguchwale spotkali się przedstawiciele firm wędliniarskich z Podkarpacia i Małopolski, naukowcy oraz przedstawiciele inspekcji weterynaryjnej. Ci ostatni studzili nastroje zaniepokojonych producentów wędlin, twierdząc, że wyniki badań wędzonych wędlin są coraz lepsze.

Z kolei po szkoleniach, które wymyślili eksperci resortu rolnictwa, dotyczących zmiany sposobów wędzenia wszyscy dostosują się do nowych norm zawartości benzo(a)pirenu, którego dopuszczalna zawartość w wyrobach wędzonych nie może przekroczyć 2 mikrogramów na kilogram wędzonego produktu zamiast obowiązujących 5.

– Szkolenia i doskonalenie techniki wędzenia pozwolą osiągnąć coraz lepsze wyniki – zapewniał Mirosław Welz, podkarpacki wojewódzki lekarz weterynarii. Tego optymizmu nie podzielają wędliniarze z Podkarpacia i Małopolski, gdzie produkuje się najwięcej tradycyjnych wędlin. Są oburzeni, że zmiany norm nikt z nimi wcześniej nie konsultował, a nowe przepisy są niemożliwe do spełnienia. Niepokoi ich również fakt, że te same próbki dają różne wyniki w różnych laboratoriach.

Deklarują, że owszem są w stanie dotrzymać obecnych norm, ale o spełnieniu nowych nie ma mowy. Jako przykład podają wyniki badań sfinansowanych przez Podkarpacki Urząd Marszałkowski w Rzeszowie, gdzie na 150 próbek większość nie mieściła się w nowych normach. To oznacza, że od września, a więc od momentu wejścia w życie nowych unijnych przepisów nie będą mogli sprzedawać swoich wyrobów. Grozi to zamykaniem firm, a także kłopotami producentów trzody chlewnej.

Nie wolno ingerować w tradycję

Producenci wędlin, a także eksperci w dziedzinie żywności tradycyjnej przekonują, że zmiana receptur, w tym także metod wędzenia nad ogniem stosowanych od dawna, sprawi, iż wędliny określane mianem tradycyjnych de facto przestaną nimi być.

– Zmiana technologii wędzenia wpłynie niekorzystnie na produkt, który w nowej postaci nie zostanie zaakceptowany przez konsumentów – zauważa prof. Władysław Migdał z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Jego zdaniem wiadomo, że substancje smoliste są szkodliwe w każdej postaci, ale do tej pory nie ma badań, które jednoznacznie wskazywałyby, że wędzonki są aż tak złe. Choć głośno jest o wędlinach czy mięsie, to są badania, które pokazują, że węglowodory aromatyczne znajdują się w wielu produktach np. zbożowych, mlecznych, warzywach i owocach.

– Byliśmy w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, problem wyartykułowaliśmy także posłom i senatorom podczas spotkania w Sejmie, zostaliśmy także przyjęci przez unijnego komisarza ds. zdrowia i ochrony konsumentów w Strasburgu, który obiecał nam pomoc. Tylko polski rząd jest głuchy na nasze monity i nie robi nic, żeby nam pomóc – podkreśla Fryderyk Kapinos, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie. Dodaje, że przed dwoma tygodniami wędliniarze usłyszeli od ministra Sawickiego o staraniach, aby wędliny tradycyjnie wędzone zakwalifikować jako grillowane, dzięki czemu obowiązywałyby je wyższe normy. Jednak poza deklaracjami wciąż nie ma żadnych konkretów.

Według nieoficjalnych informacji w przyszłym tygodniu z rolnikami i producentami wędlin tradycyjnie wędzonych ma się spotkać minister rolnictwa Marek Sawicki, który ma gościć na Podkarpaciu.  

Mariusz Kamieniecki