Wcześniaki bez szans na pomoc
Środa, 23 kwietnia 2014 (14:45)Szpital Southend w Essex w Wielkiej Brytanii przeprosił matkę za nieratowanie jej przedwcześnie narodzonego dziecka mimo jej usilnych próśb o pomoc. Według polityki szpitala dzieci urodzone poniżej 23. tygodnia ciąży nie są ratowane, ale pozostawiane matce, by umarły.
Tom, syn Tracy Godwin, urodził się w 22. tygodniu ciąży. Chłopiec zmarł w ramionach matki w ciągu godziny od narodzin – informuje portal Life Site News. Tracy – zdziwiona, że nie ma dla jej dziecka inkubatora, wielokrotnie prosiła położne o pomoc.
– Dali mi go w ramiona, a on płakał i kręcił się. Czułam jego oddech i oglądałam jego brwi i paluszki – wspomina. – Nie urodził się martwy, starał się żyć – dodaje. Kobieta zarzuca personelowi szpitala, że nie poinformował jej o polityce nieratowania dzieci urodzonych przed 23. tygodniem ciąży. Gdyby dowiedziała się o tym wcześniej, wybrałaby inną placówkę. – Gdyby próbowano go ratować przez godzinę i powiedziano, że nic więcej nie da się dla niego zrobić, bo zbyt poważnie został uszkodzony mózg, byłoby inaczej, ale nie dano mu żadnej szansy – podkreśla Godwin.
Choć mowa jest o prawie z 2010 roku, to obecnie brytyjskie wytyczne dotyczące etycznych kwestii opieki neonatologicznej dla szpitali także mówią o nieratowaniu dzieci urodzonych do 22. tygodnia ciąży, a także tych, których waga nie osiągnęła 500 gramów. Te zasady są stosowane w wielu szpitalach w Wielkiej Brytanii.
2 lata temu głośny był przypadek dziewczynki, której ratowania podjęto się tylko dlatego, że przez pomyłkę zważono ją razem z nożyczkami i waga wskazała wynik ponad 500 gramów. Pomyłka uratowała życie dziecku.
Tracy Godwin podkreśla, że podjęła walkę z taką polityką placówek medycznych po to, aby jej doświadczanie przyniosło istotne zmiany w podejściu szpitali do skrajnych wcześniaków, a także by żadna matka nie musiała przechodzić przez to, co ona.
W przypadku małego Toma lekarz medycyny sądowej orzekł, że dziecko zmarło z przyczyn naturalnych. Wskazał jednak szereg błędów, do których doszło w Szpitalu Southend, wśród nich wymienił słabą komunikację, brak wykwalifikowanego personelu pozostającego z Godwin po porodzie i niedostateczne wsparcie po śmierci dziecka.
MMP