• Środa, 22 kwietnia 2026

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

Jak PO rządzi w stolicy

Środa, 23 kwietnia 2014 (02:00)

Jarosław Dąbrowski nie jest już wiceprezydentem Warszawy. – To początek odkrywania nieprawidłowości pod rządami prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz – twierdzą opozycyjni radni z PiS.

Dąbrowski, który jest jednym z głównych współpracowników prezydent stolicy, złożył dymisję ze stanowiska wiceprezydenta Warszawy. Dymisja ma związek z oskarżeniami o nieprawidłowości w dzielnicy Bemowo, gdzie Jarosław Dąbrowski był wcześniej burmistrzem i jako wiceprezydent zachował tam duże wpływy. Obowiązki Dąbrowskiego przejęli inni zastępcy prezydent Warszawy: Włodzimierz Paszyński, Michał Olszewski, Jacek Wojciechowicz, oraz sekretarz miasta Marcin Wojdat.

Pierwszy akord

Zdaniem Jarosława Krajewskiego (PiS), radnego Warszawy, to tylko wierzchołek góry lodowej i początek odkrywania kulis działań warszawskiego samorządu pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz. – Ta dymisja nie jest zakończeniem bemowskiej afery, ale jesteśmy na początku wyjaśniania nieprawidłowości, jakie opisał w swoim liście były wiceburmistrz dzielnicy Paweł Bujski – mówi Krajewski.

Wczoraj w oświadczeniu Gronkiewicz-Waltz przyznała, że „wstępne informacje zebrane podczas prowadzonej w urzędzie dzielnicy Bemowo kontroli wskazują na możliwość działania niezgodnego ze standardami obowiązującymi w Urzędzie m.st. Warszawy”. Czy były jednak przestępstwa, czy przekroczenia uprawnień przez urzędników – nie poinformowała. Nie ujawniła też, o jakie dokładnie nieprawidłowości i standardy chodzi.

W warszawskim ratuszu Jarosław Dąbrowski nadzorował Biuro Gospodarki Odpadami Komunalnymi, Biuro Infrastruktury, Biuro Ochrony Środowiska. Wiceprezydentem stolicy został nieoczekiwanie rok temu, po tym jak do dymisji podał się Jarosław Kochaniak, który stracił stanowisko z powodu skandalu, jaki wybuchł przy wprowadzeniu ustawy śmieciowej. Choć Dąbrowski na temacie się nie znał, to funkcję chętnie objął. W tle oczywiście była regionalna polityka Platformy Obywatelskiej.

Dąbrowski chciał wystartować na przewodniczącego warszawskiej PO, ale Donald Tusk zdecydował, że mimo śmieciowego blamażu i słabnącego poparcia stanowisko obejmie Hanna Gronkiewicz-Waltz. Dąbrowski jako reprezentant frakcji „schetynowców” i bliski współpracownik posła Andrzeja Halickiego wycofał się ze swoich politycznych planów, ale dzięki temu awansował w ratuszu bardzo wysoko. Jednocześnie Dąbrowski był burmistrzem Bemowa. Wcześniej pracował w ministerstwie rolnictwa, gdzie był szefem gabinetu politycznego szefa resortu. Był też członkiem władz przedsiębiorstwa zarządzającego nieruchomościami.

Wiceprezydent się kaja

Wczoraj Jarosław Dąbrowski wystosował oświadczenie, w którym napisał, że „wobec wytworzonego obecnie klimatu medialnego, opartego na insynuacjach jednego człowieka” nie chciałby być „jakimkolwiek obciążeniem” dla prezydent miasta. Zaznaczył, że umożliwił wdrożenie reformy śmieciowej w Warszawie, a tym samym wykonał podstawowe zadanie, jakie zostało mu powierzone. Jest też przekonany, że zarzuty kierowane wobec niego się nie potwierdzą.

Za sprawą radnych PiS sprawa nieprawidłowości w dzielnicy Bemowo trafiła też do prokuratury, która do końca miesiąca ma podjąć decyzję, czy zostanie wszczęte śledztwo. Radny Krajewski zwraca uwagę, że najciekawsze jest to, jaką rolę we wszystkim odegrała Hanna Gronkiewicz-Waltz.

– Wiedziała wcześniej, że są takie zarzuty, i powinna niezwłocznie zgłosić sprawę do prokuratury, ale pracowników biura kontroli wysłała do urzędu dzielnicy po upublicznieniu sprawy w mediach. Być może bez nagłaśniania sprawy nic by w tym kierunku nie zrobiła – zastanawia się Krajewski.

Podkreśla, że sprawa jest niebagatelna, bo dotyczy nie tylko władz stolicy, ale także otoczenia wiceprzewodniczącej PO. – Jeśli śledztwo zostanie wszczęte przez prokuraturę, być może powinna być ona nadzorowana przez prokuratora generalnego, by uniknąć politycznych nacisków. By nie wyglądało to tak, jak w przypadku afery Amber Gold – dodaje radny PiS.

Opozycja przekonuje, że dymisja Dąbrowskiego to swoista ucieczka do przodu PO. Chodzi bowiem o to, aby afera nie rozlała się szerzej i nie zaszkodziła Hannie Gronkiewicz-Waltz i całej Platformie Obywatelskiej przed jesiennymi wyborami samorządowymi.

Co powiedział Bujski

Pozycja byłego już wiceprezydenta była zagrożona po tym, jak były wiceburmistrz Bemowa Paweł Bujski ujawnił nieprawidłowości w dzielnicy, do których miało dojść, kiedy Dąbrowski był tam burmistrzem. „Sytuacja jest wysoce alarmująca i wymaga natychmiastowej interwencji ze strony Radnych Dzielnicy Bemowo” – pisał dwa tygodnie temu w liście do radnych dzielnicy.

Bujski i Dąbrowski współpracowali w dzielnicy i w PO przez ponad dwa lata. Dwa tygodnie temu Platforma Obywatelska postanowiła odwołać Bujskiego z zajmowanej funkcji. Oficjalnie powodem miała być kompromitacja przy obchodach 166. rocznicy rewolucji i walki o wolność na Węgrzech. Nieoficjalnie mówiło się, że Bujski chciał wyjaśnić sprawę nieprawidłowości w dzielnicy, o których donosili mu pracownicy. Rozesłał więc do radnych list, w którym opisał kulisy rządów PO w dzielnicy. Zarzucił wtedy Jarosławowi Dąbrowskiemu mobbing i tolerowanie mobbingu, zatrudnienie narzeczonej w podległym urzędowi Centrum Promocji Zdrowia – pobierała za to 5 tys. zł netto, ale nawet nie stawiała się do pracy, podpisując jedynie listę obecności.

W 2010 r. media pisały, że jej matka – poza kolejnością – dostała na Bemowie mieszkanie komunalne. Burmistrzem był wówczas też Dąbrowski. Wiceprezydent miał także wykorzystywać prywatnie służbowy samochód burmistrza, choć miał już auto z kierowcą z ratusza. Pracownik jednego z wydziałów miał zawierać dodatkowe umowy-zlecenia z Bemowskim Centrum Kultury i dzielnicowym Biurem Finansów Oświaty. Jeden z radnych dzielnicy miał korzystać z telefonu komórkowego opłacanego przez urząd, a jego żona podpisywać umowy-zlecenia z centrum kultury. Zdaniem Bujskiego, sprzęt elektroniczny zakupiony przez wydział informatyki miał być wypożyczany radnym, pracownikom urzędu i ich rodzinom. Na Bemowie miały kwitnąć też inne partyjne i prywatne interesy. Na przykład miało powstać przedszkole w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Jego udziałowcami byli pracownik centrum kultury i urzędu dzielnicy.

Maciej Walaszczyk