• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Marszałek tłumaczy się z absencji

Piątek, 17 sierpnia 2012 (06:10)

Rocznica Cudu nad Wisłą jest w Radzyminie obchodzona zawsze w sposób szczególny. To właśnie tu 15 sierpnia 1920 roku przełamano sowiecki kontratak. Prezydent i marszałek Sejmu ograniczyli się do przesłania sztampowych listów.

Ceremonię rozpoczął apel przy pomniku Wincentego Witosa. Centralny punkt obchodów 92. rocznicy Bitwy Warszawskiej stanowiła jednak uroczysta Msza św. pod przewodnictwem ordynariusza diecezji warszawsko-praskiej ks. abp. Henryka Hosera i Apel Poległych na cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 roku.

Hierarcha akcentował w homilii, że rocznica zwycięskiej bitwy jest szczególnie związana z datą 15 sierpnia. W Kościele wiąże się ona z uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w wymiarze państwowym ze Świętem Wojska Polskiego.

- Na tle wydarzeń sprzed 92 lat, znając skutki zwycięskiej Bitwy Warszawskiej dla Polski i dla Europy, można postawić sobie pytanie: Czy Bóg jest obecny w historii ludzkości, w historii ludów i narodów i wreszcie w życiu każdego człowieka? - mówił ksiądz biskup.

Ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej przywołał spisane fragmenty wspomnień uciekających w popłochu sowieckich żołnierzy, dotyczących niezwykłego zdarzenia w okolicach wsi Mostki Wólczańskie i Wólka Radzymińska.

- Około godziny pierwszej w nocy 15 sierpnia 1920 roku uciekinierzy i jeńcy wycofujący się w popłochu mówili - według jednej z relacji - że niespodziewanie ujrzeli na ciemnym niebie ogromną, potężną i pełną mocy kobiecą postać, od której biło światło. Nie był to ani duch, ani zjawa. Bolszewicy wyraźnie widzieli świętą postać jako żywą osobę. Wokół Jej głowy jaśniała świetlista aureola. W jednej ręce coś trzymała, jakby tarczę, od której odbijały się wystrzeliwane w kierunku Polaków pociski, po czym powracały, by eksplodować na pozycjach atakującej armii. Wyraźnie widzieli, jak poły Jej szerokiego, granatowego płaszcza unosiły się i falowały na wietrze, zasłaniając Warszawę - podkreślił ksiądz arcybiskup.


Miały wystarczyć listy

Na uroczystości w Radzyminie nie przybył ani prezydent Bronisław Komorowski, ani premier Donald Tusk czy minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Nie było też marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Stronę rządową reprezentował wicepremier Waldemar Pawlak.

Oprócz licznych kombatantów, sybiraków i wojskowych, w tym gen. bryg. Jana Dziedzica, szefa Zarządu Planowania Logistyki Sztabu Generalnego WP, płk. Adama Wroneckiego, zastępcy dowódcy Garnizonu Warszawa, płk. Wiesława Mruka, szefa Sztabu Dowódcy Garnizonu Warszawa, gen. dyw. Jan Klejszmita (w latach 2004-2006 pełnił obowiązki dowódcy Garnizonu Warszawa) czy płk. Tadeusza Szczurka, zastępcy rektora Wojskowej Akademii Technicznej, do Radzymina przyjechał też dyrektor generalny Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Andrzej Bida.

Obecna była również rodzina gen. Kazimierza Gilarskiego, dowódcy Garnizonu Warszawa, który zginął w katastrofie smoleńskiej, a także posłowie: Janusz Piechociński i Jacek Sasin.

Porywające wystąpienie miał burmistrz Radzymina Zbigniew Piotrowski, który powiedział, że to właśnie w tym mieście bije serce Narodu.

- Bitwa Warszawska, wpisana jako 18. bitwa w dziejach świata, dała Radzyminowi zobowiązanie do bycia kustoszem tego narodowego sanktuarium. Piszemy każdego dnia w sercach i pamięci to wydarzenie; w marszu pokoleń po raz 92. spotykamy się na tym miejscu uświęconym wielką ofiarą. Bo nie ma większej ofiary, niż położyć swoje życie na ołtarzu Ojczyzny - mówił Piotrowski.

Burmistrz zaznaczył także, że wiktoria radzymińska to wielkie zwycięstwo wiary nad siłą.

- Bo Ojczyzna to nasza ojcowizna, z domu rodzinnego zabraliśmy w swoje życie, wiarę i miłość do Ojczyzny. I bez względu na to, czy jesteśmy diasporą na świecie, czy jesteśmy rodakami u siebie, każdego dnia musimy pamiętać, że Ojczyzna zaczyna się w domu rodzinnym, że niesiemy z sobą Ojczyznę każdego dnia - wskazał Piotrowski.


Szczególnie blado na tym tle wypadły listy. Pierwszy, od Bronisława Komorowskiego, przeczytał minister Waldemar Strzałkowski z jego kancelarii. Prezydent w telegraficznym skrócie przypominał epizody z 1920 roku.

Drugi list - od marszałek Sejmu Ewy Kopacz, przeczytała poseł PO Alicja Olechowska. Jego większą część stanowiło tłumaczenie pani marszałek, dlaczego - mimo zaproszenia - nie mogła dojechać na uroczystości do Radzymina.

 

Piotr Czartoryski-Sziler, Radzymin