Bezkarna agresja
Środa, 16 kwietnia 2014 (19:49)Po ostatnich wydarzeniach na Krymie ciężko jest cokolwiek wyrokować w kwestii Ukrainy. Obserwowanym przeze mnie komentatorom wydawało się, że Rosja nie posunie się do jawnej i bezpośredniej aneksji Krymu. Obstawiali oni, że Rosjanie będą optować za autonomią Krymu w ramach Ukrainy. Mimo wszystko rosyjskie władze na czele z Putinem zdecydowały się na bezpośrednie przejęcie Krymu do Federacji Rosyjskiej. Wobec takich faktów tym bardziej trudno teraz przewidywać, co może się stać z obwodami wschodnimi Ukrainy kontynentalnej.
Na pewno trzeba zwrócić uwagę na to, że w tych obwodach Rosjanie już nie stanowią większości, jak to było w przypadku Krymu. Być może tym razem władze Rosji grają na autonomię tych rejonów w ramach Ukrainy. Taka autonomia de facto pozwoliłaby kontrolować tamte obszary i bezpośrednio wywierać wpływać na władze centralne w Kijowie. Taki, według mnie, scenariusz jest realny.
Służby Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowały, iż dysponują nagraniami potwierdzającymi, że za zamieszkami w ich kraju stoją żołnierze rosyjscy. W zasadzie to nie są jedyne dowody, które o tym świadczą. Logicznie myśląc, każdy może wywnioskować, że działania na wschodniej Ukrainie są sterowane przez rosyjskie służby specjalne. To jest fakt, który właściwie każdy przyjmuje do wiadomości, ale niestety nikt z tym nic nie robi. Państwa zachodnie, poza werbalnymi ostrzeżeniami, nie będą walczyły za Ukrainę.
Również sama postawa Ukraińców nie sprzyja przywrócenia spokoju w ich kraju. Od jakiegoś czasu mają oni problemy z dyscypliną w armii i służbach specjalnych, co powoduje jeszcze większy chaos. Tym bardziej sprzyja to planom Rosji. Wydaje mi się, że Federacja Rosyjska zrobi wszystko, by ten ukraiński chaos wykorzystać i maksymalnie wiele uszczknąć z tej sytuacji, by dzięki temu wzmocnić swoją pozycję na wschodnich terenach Ukrainy.
Przemysław Wójtowicz