Szpital pozywa za prawdę o aborcji
Środa, 16 kwietnia 2014 (11:37)Z Jackiem Kotulą, obrońcą życia z Rzeszowa, szefem Fundacji PRO – Prawo do życia na Podkarpaciu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie rozpoczyna się dzisiaj proces sądowy przeciwko Panu i koledze z fundacji Przemkowi Syczowi. Pozew złożyła dyrekcja Szpitala Pro-Familia w Rzeszowie, twierdząc, że organizując pikiety, naruszyliście dobre imię szpitala. Proszę przypomnieć, jaki był powód organizowania pikiet?
– Pikiety organizujemy od czasu ujawnienia przez położną z tego prywatnego szpitala, że dokonywane są tam aborcje na chorych dzieciach. Jest to wyraz naszego oburzenia, że w stolicy Podkarpacia funkcjonuje szpital, który zamiast ratować, zabija niewinne dzieci. Poza tym pikiety są wyrazem naszej solidarności z położnymi z tego szpitala, które wszystkie podpisały się w proteście przeciwko tego typu procederom, powołując się na klauzulę sumienia.
Zdaniem dyrekcji, bannery towarzyszące pikietom zawierały nieprawdziwe informacje. Proszę powiedzieć, co było na tych bannerach?
– Te bannery przedstawiały zdjęcia dzieci nienarodzonych zabitych w wyniku aborcji, zdjęcia dwóch prominentnych lekarzy z tego szpitala oraz napisy: „W szpitalu Pro-Familia zabijają chore dzieci”, „Jak zabija się chore dzieci w szpitalu Pro-Familia ordynatorze Janeczko?”, „Aborcja powinna być w każdym szpitalu – twierdzi Janusz Kidacki, dyrektor ds. medycznych szpitala Pro-Familia”, „W Pro-Familii zabijają dzieci z Zespołem Downa?”. Policja na wniosek szpitala aresztowała w lutym nasze bannery. Byłem też przesłuchiwany na policji. Policjant wypytywał mnie m.in. o to: kto ustalał treść bannerów antyaborcyjnych, ile osób uczestniczyło w pikiecie, czyim samochodem przywoziliśmy te plakaty, czy osoby biorące udział w pikiecie były tam z własnej woli, czy osoby podczas pikiety pobierały wynagrodzenie…
Cała linia ataku szpitala zbudowana jest na zaprzeczaniu, że w szpitalu zabija się chore dzieci. Jednak słownik języka polskiego jasno określa, że zabić oznacza „w gwałtowny sposób pozbawić życia” lub „stać się przyczyną śmierci”. Prowadzone w szpitalu tzw. terminacje właśnie do tego prowadzą. Co więcej, również ginekolog i ordynator Pro-Familii Jarosław Janeczko wyjaśnił w wywiadzie telewizyjnym, że jedna z tzw. terminacji dotyczyła dziecka z zespołem Edwardsa.
Skąd Fundacja Pro – Prawo do życia otrzymała informację, że w szpitalu przeprowadzane są aborcje?
– Poinformowała nas o tym dzielna położna Agata Rejman, która znalazła do mnie telefon w internecie na stronie www.stopaborcji.pl Potem nawiązaliśmy kontakt jeszcze z sześcioma innymi położnymi z tego szpitala. Prosiły o pomoc, bo nie chcą uczestniczyć w zabijaniu nienarodzonych. Nasza Fundacja Pro – Prawo do życia ma dużą grupę współpracowników, prawników, lekarzy, autorytety, którzy opracowali plan pomoc tym położnym. Nasz plan jest szczegółowo rozpisany i jestem przekonany, że z pomocą ludzi dobrej woli i modlitwą pokonamy cywilizację śmierci w tym szpitalu, a potem w całej Polsce.
Ile odbyło się pikiet i jaki był ich odbiór społeczny?
– Zorganizowaliśmy osiem pikiet. Brało w nich udział nawet po kilkadziesiąt osób. Pikietowaliśmy pod szpitalem Pro-Familia, na ruchliwych skrzyżowaniach ulic, pod galeriami handlowymi Rzeszowa. Będziemy pikietować pod rzeszowskimi kościołami, pod innymi szpitalami, a nawet pod domami ginekologów Pro-Familii, bo mamy informacje od położnych, gdzie oni mieszkają. Poza tym we wszystkich parafiach diecezji rzeszowskiej odczytany został komunikat kurii rzeszowskiej przeciwko aborcji dokonywanej w tym szpitalu. Jednocześnie zbierane są na stolikach we wszystkich kościołach podpisy w tej sprawie.
Także kuria przemyska, zamojska, sandomierska, rzeszowska i tarnowska wystosowały oficjalne pisma z protestem przeciw aborcji do dyrekcji tego szpitala. Coraz więcej środowisk (Akcja Katolicka, Ruch Światło-Życie, KSM) wysyłają oficjalne listy poparcia do tego szpitala. Cała akcja się rozszerza. Informujemy o tym na stronie internetowej stop aborcji.pl oraz na Facebooku: stop aborcji podkarpacie. We wszystkich kościołach województwa podkarpackiego (nie tylko diecezji rzeszowskiej) rozprowadzonych zostało 70 tysięcy bezpłatnych gazet „Solidarni z Agatą”, w której jest opisany problem aborcji w szpitalu Pro-Familia i wywiad z położną Agatą Rejman.
Zgłaszają się też prawnicy, którzy oferują bezpłatną obronę położnej Agaty w razie procesu ze strony szpitala. W niedzielę w kaplicy w szpitalu Pro-Familia został odczytany list biskupa seniora Kazimierza Górnego z Rzeszowa w obronie położnych i wzywający szpital do zaprzestania dokonywania aborcji. Mogę zadeklarować, że się nie poddamy. Będziemy walczyć do zwycięstwa, do zaprzestania zabijania w tym szpitalu nienarodzonych dzieci.
Jest Pan zaskoczony sądowym pozwem?
– Szpital popełnił kolejny błąd. Szpital ma leczyć, a nie zabijać chore dzieci. Tym bardziej niegodziwe jest czerpanie z tego powodu profitów z publicznych pieniędzy, bo za każdą aborcję placówka otrzymuje z NFZ ponad 1300 złotych. Ten spór faktycznie będzie się toczył o to, czy aborcja jest zabijaniem. Pro-Familia musi zrozumieć, że nie wolno zabijać ludzi. Dla tego szpitala najpierw problemem stała się położna Agata Rejman, która ujawniła fakt aborcji, a teraz problemem jesteśmy my – obrońcy życia. Problem zniknie, gdy szpital zrezygnuje z haniebnego procederu aborcji, który zniszczył ich reputację. Jestem przekonany, że wygramy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki