Papież pokoju
Wtorek, 15 kwietnia 2014 (19:48)Dla bł. Jana Pawła II, który pochodził z Narodu rozdartego cierpieniem wojennym, okupowanego przez dwa antykatolickie mocarstwa, które były wyposażone w totalitarne narzędzia siania terroru, oczywisty zdawał się fakt, że „wojna powinna należeć do tragicznej przeszłości, do historii, nie powinno być dla niej miejsca w planach ludzkości dotyczących przyszłości”.
A co obserwujemy dzisiaj za naszą wschodnią granicą? Terror, zastraszanie, kłamstwo propagandy, wieści wojenne, dążenie do rozbicia integralności terytorialnej, wreszcie rozgrabianie własności suwerennego narodu ukraińskiego przez rosyjskiego imperatora. Mamy XXI wiek i wojna co najmniej w Europie miała być przeszłością, bolesną, tragiczną, okupioną wielką ofiarą, ale przeszłością. Dziś pansłowiańskie ambicje garstki fanatyków stają się zaczątkiem nowego totalitaryzmu.
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam″
Obrona i utrzymanie pokoju jest jednym z najważniejszych celów Kościoła katolickiego, co oczywiście znajduje swój stały udział w dziejach Kościoła Chrystusowego na ziemi. Jan Paweł II za swój obowiązek uznawał działanie w budowanie pokoju na świecie, naśladując w tym swoich poprzedników, Papieży pokoju - Benedykta XV, Jana XXIII oraz Pawła VI.
Jan XXIII postawił pokój obok działań na rzecz ekumenizmu w centrum swojego posługiwania, a najpełniejszy tego wyraz dał w ostatniej swojej encyklice „Pacem in terris” z 11 kwietnia 1963 roku. Jednak od samego początku był on przewodnim motywem działań papieskich. 29 października w swoim pierwszym „Urbi et Orbi” w 1958 roku bł. Jan XXIII, zwracając się do przywódców wszystkich państw, powiedział: „Spójrzcie na powierzone wam ludy i słuchajcie ich głosu: czego oczekują i czego wymagają od was. Nie nowych potwornych broni, które wynajduje nasz wiek i które stać się mogą narzędziem braterskich mordów i powszechnego zniszczenia, lecz pokoju – pokoju, powtarzamy, w którym odetchnęłaby swobodnie cała ludzka rodzina, wzmacniałaby się i rozwijała”.
Z kolei Paweł VI zaproponował 8 grudnia 1967 roku, aby pierwszy dzień kalendarzowy w roku stał się Międzynarodowym Dniem Pokoju. Nie była to pierwsza inicjatywa tego Papieża na rzecz pokoju. 5 października 1965 roku Papież zaapelował w nowojorskiej siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych o pokój w Wietnamie. Paweł VI nie tylko wykorzystał ważne ośrodki międzynarodowe, jak ONZ, ale po raz pierwszy na szeroką skalę mógł wykorzystać media i opinię publiczną do prowadzenia mediacji pokojowej z mocarstwami.
Czas historyczny, w którym Jan Paweł II obejmował swój urząd duszpasterski, nazwany jest za amerykańskim dziennikarzem Walterem Lippmanem okresem „zimnej wojny” (the cold war), trwającej właściwie do 1989 roku i w sposób spektakularny zakończonej obaleniem komunizmu i rozpadem Związku Sowieckiego.
Wszyscy zapewne pamiętamy ten dramatyczny w swej wymowie apel Jana Pawła II o pokój w Iraku w 2003 roku. Ten prorok naszych dziejów wiedział, do czego doprowadzi szaleńcza i imperialna wojna USA, do której niestety dołączyła także Polska. Dziś w Iraku nie ma już właściwie kolebki chrześcijaństwa. Z ponadmilionowej populacji w wyniku krwawej wojny religijnej, która wybuchła po obaleniu dyktatora Husseina i trwa do dziś między sunnitami a szyitami, z Babilonii zniknęło 800 tys. chrześcijan, a ci, którzy zostali, i tak chcą uciekać, bo terror nadal się szerzy.
Każdego roku 1 stycznia, począwszy od przemówienia z 1979 roku pod tytułem „Osiągniemy pokój, wychowując do pokoju”, po słowa zawarte w orędziu „Zawsze aktualne zadanie: wychowywać do pokoju” z 2004 roku, przez wszystkie lata pontyfikatu Papież jako namiestnik Chrystusa głosił wolę Bożą: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 9). Jego słowa oznajmiały wszystkim narodom i krajom, że wysiłki tworzenia sprawiedliwego świata, współtworzenia cywilizacji życia są warte każdego trudu i każdego wyrzeczenia.
Tych działań Jana Pawła Wielkiego na rzecz pokoju można podać wiele, ale na koniec wspomnę jedno, nieco odległe, ale ukazujące skuteczność dyplomacji watykańskiej pod przewodnictwem naszego rodaka. Jan Paweł II we właściwy dla siebie sposób zapobiegł wojnie w Ameryce Południowej. Pomiędzy dwoma reżimami, argentyńskim (generała Jorge’a R. Videla) a chilijskim (dyktatora A. Pinocheta), doszło do poważnego kryzysu w kwestii spornych wysp w kanale Beagle: Lennox, Picton i Nueva. Dzień przed planowanym atakiem wojsk argentyńskich na Chile, 22 grudnia 1978 roku doszło do obustronnych rozmów. Jako mediator wkroczył Papież, poproszony o pomoc w rozwiązaniu sporu terytorialnego przez prezydenta USA Jimma Cartera. Długotrwałe negocjacje skończyły się sukcesem watykańskiej dyplomacji i pięć lat później, 23 stycznia 1984 roku doszło do podpisania w Watykanie wspólnej deklaracji chilijsko-argentyńskiej o pokoju. Chile otrzymało sporne wyspy, kosztem zawężenia pasa wód terytorialnych wokół nich. Salomonowe rozwiązanie, możliwe, o ile strony konfliktu mają dobrą wolę. Czy w poczynaniach rosyjskiego najeźdźcy można dostrzec dobrą wolę? Śmiem wątpić.
Dr Tomasz M. Korczyński