Szydząc z cierpienia
Poniedziałek, 14 kwietnia 2014 (20:25)W męce Jezusa Chrystusa jest taki wątek, który szczególnie mnie porusza i dotyka. Mało powiedziane – on wręcz poraża swoją intensywnością i brutalnością. Jest to tragedia, którą właściwie trudno jest ukazać, czy to na drodze krzyżowej, czy na filmie, a także słowem. Jest nim podeptanie duchowe, nie tyle Boga-Jezusa, co Jezusa-Człowieka.
Konkretnie chodzi mi tu o wysoki stopień pragnienia upokorzenia bezbronnej ofiary, gwałtowną nikczemność prześladowców, szyderców, oprawców rzucających obelgi, drwiny pod adresem konającego, osoby przecież w danym momencie przegranej. Przecież „oni” wygrali, wydawać by się mogło, że osiągnęli wszystko, co w swej nienawiści zaplanowali.
Mogliby siedzieć przy stołach, rozkoszować się zwycięstwem, spędzać z rodziną spokojne święta, pełne satysfakcji z mistrzowsko przeprowadzonej akcji zamordowania swego wroga, „nie kalając” się przy okazji tą zbrodnią.
Skazali na śmierć nieprzyjaciela, pognębili Go, odarli ze wszystkiego. Z Jego wielkości, dumy, szlachetności nie zostało nic. Zabili w „czysty” sposób („nam nie wolno nikogo zabijać”), rękami pogan głównego adwersarza, zlikwidowali opór, głoszone nauki, zemścili się za sugestywne oskarżenia kierowane pod ich adresem przez tego burzyciela z Nazaretu.
Przecierpiał męki, tortury, teraz kona. Wydaje się więc, że sprawa jest zamknięta. No właśnie, i tu zaczyna się koszmar kondycji ludzkiej, wywołujący we mnie za każdym razem, gdy o tym czytam lub słyszę, wewnętrzny opór, przerażenie, zdumienie. Lżenie z przegranego, plucie, naśmiewanie się z fizycznej męki. Dodatkowo wybałuszanie ciekawskich oczu przez zbiegowisko sępów żądnych sensacji, poniżanie słowem, ostrym, wulgarnym językiem. Jak nisko trzeba upaść, żeby jeszcze poniżać człowieka podczas jego fizycznej męki?
Lżenie spod krzyża trwa
W moim odczuciu jest jeszcze jeden „mały” problem. Wydawałoby się, że sprawa Jezusa z Nazaretu powinna dotyczyć tamtych historycznych „ich”. A przecież sprawa Jezusa z Nazaretu trwa. Kim trzeba być i co sobą reprezentować, żeby naśmiewać się z męki Jezusa? Wciąż. Z męki człowieka, który był dobry. Jeżeli ktoś nie widzi w Nim Boga, Mesjasza, to nie można w Nim nie dojrzeć człowieka. Jego delikatności, dobroci, szlachetności, miłości.
Ba, nawet gdyby szlachetny i dobry nie był, to każdemu człowiekowi należy się szacunek. Także historycznemu.
Wyszydzanie Jezusa i Jego męki w dowcipach, karykaturach, fotomontażach, talk-show, w radiu, telewizji, w magazynach (pamiętam, jak w magazynie „Focus” mieniącym się poważnym tytułem dołączono do jednego z wydań obrazki: „Ubierz Jezusa”, gdzie były stroje od hawajskich, po sadomaso, które można było nakładać na wiszącego na krzyżu Jezusa, a zamiast skrótu INRI widniał inny: TGIF („Thank God It’s Friday” – „Dzięki Bogu już piątek”).
Wyszydzanie krzyża i męki Chrystusa jest domeną przede wszystkim lewackich, lewicowych i ateistycznych środowisk (tych wojujących), jeśli przypomnimy sobie wydarzenia z sierpnia spod Pałacu Prezydenckiego, gdzie krzyż stał się przedmiotem drwin, szyderstw i happeningów.
Nie chodzi mi tu zatem o obrazę uczuć religijnych chrześcijan, ale o obrażanie męki człowieka na krzyżu, za sprawą tej wyrafinowanej tortury, którą przeszedł Jezus z Nazaretu, człowiek.
Zdehumanizowane hordy neopogan zapomniały o swojej i Jego godności, a lżąc Jezusa, wyszydziły cierpienie człowieka jako takie. Tragedia upadku człowieka tak zwanego cywilizowanego trwa.
W tym szczególnym czasie Wielkiego Tygodnia zachęcam do refleksji nad tymi wydarzeniami, aby skupić się na tym konkretnym przypadku, którym jest wyszydzanie i naśmiewanie się z cierpiącego człowieka.
Mt 27, 27-31: „Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: »Witaj, Królu Żydowski!« Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie”.
Mt 27, 39-44: „Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: »Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!« Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: »Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: ’Jestem Synem Bożym’«. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani”.
Cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia.
dr Tomasz M. Korczyński