Negocjacje nad cukrem
Poniedziałek, 14 kwietnia 2014 (19:11)Ministerstwo Skarbu Państwa jest gotowe zmienić część zapisów w projekcie prywatyzacji Krajowej Spółki Cukrowej, które zakwestionowali pracownicy i plantatorzy buraków cukrowych.
Akcje Polskiego Cukru ma kupić 18 tysięcy pracowników spółki i rolników dostarczających buraki do cukrowni. Ministerstwo skarbu podtrzymało podstawowe założenia prywatyzacji, która zakłada, że państwo pozbędzie się prawie 80 proc. udziałów, jakie ma teraz w KSC (resztę wcześniej otrzymali rolnicy i pracownicy). Osoby uprawnione do ich nabycia będą mogli zapłacić za akcje jednorazowo lub skorzystać z płatności na raty (rozłożone by one były na siedem lat). Będą oni mogli też korzystać z pożyczek udzielanych przez Polski Cukier, ale przy regulowaniu pierwszej raty będzie potrzebny wkład własny (minimum 20 proc.).
Duże zastrzeżenia strony społecznej wzbudzają jednak zapisy, które mogą wywrócić do góry nogami proces prywatyzacji KSC. Otóż resort skarbu zakłada, że sprzeda przynajmniej 90 proc. pakietu akcji, jakie w swoich rękach ma rząd. Reszta mogłaby być umorzona i wówczas pracownicy i rolnicy staliby się jedynymi właścicielami jedynej polskiej spółki cukrowej. Może jednak dojść do takiej sytuacji, że uprawnieni kupią duży pakiet akcji, ale mniejszy, niż zakłada ministerstwo. Wtedy Skarb Państwa stałby się mniejszościowym udziałowcem Polskiego Cukru, a na to rząd nie chce się zgodzić. Żeby tego uniknąć, resort skarbu proponuje, że wówczas zostanie rozważone przeprowadzenie redukcji zapisów złożonych na akcje. Tak aby państwo pozostało właścicielem większości akcji – 50 proc. + 1 akcja.
Pracownicy i plantatorzy niechętnie patrzą na taką ewentualność. Ta propozycja dziwi też byłego posła AWS Gabriela Janowskiego, jednego ze współautorów ustawy o powołaniu Krajowej Spółki Cukrowej. Teraz Janowski doradza stronie społecznej podczas rozmów z ministerstwem skarbu. – Przecież zostawienie państwu pakietu 50 proc. plus jedna akcja to nie będzie żadna prywatyzacja. Jej celem jest przecież to, żeby to rolnicy i pracownicy stali się właścicielami spółki – podkreśla Gabriel Janowski. – Przecież prywatyzacja może być kilkuetapowa. Jeśli rządowi zostaną tzw. resztówki akcji Polskiego Cukru, to może je zbyć w późniejszym terminie. Nic złego się nie stanie, choć wiem, że ministerstwo skarbu jest niechętne trzymaniu „resztówek” – wyjaśnia Janowski. I ma nadzieję, że resort zmieni zdanie i z tych zapisów zrezygnuje.
Urszula Pasławska, wiceminister skarbu, zaznacza, że państwo jest otwarte na dyskusję z rolnikami i pracownikami. Tym samym nie wykluczyła, że kwestionowane przez stronę społeczną zapisy mogą zostać zmienione. Bo pozostałe kwestie dotyczące zasad nabywania akcji są raczej dogadane. Chodzi choćby o to, aby nie doszło do koncentracji dużych pakietów akcji w rękach wąskiej grupy właścicieli. Ma być też ograniczony obrót wtórny akcjami KSC – będą je mogli kupować tylko osoby mające teraz prawo do nabywania udziałów spółki i ich spadkobiercy.
Negocjacje prywatyzacyjne będą kontynuowane jutro. Strona społeczna liczy, że być może wtedy zostanie podana wycena Polskiego Cukru, od której zależy cena jednej akcji KSC. Krajowy Związek Plantatorów Buraka Cukrowego i związki zawodowe reprezentujące pracowników cukrowni ostrzegają, że jeśli rząd ustali zbyt wysoką cenę akcji, uprawnieni mogą zrezygnować z ich zakupu i wtedy prywatyzacja zakończy się kompletnym fiaskiem. – Nie wyobrażam sobie, aby cena jednej akcji wynosiła prawie 2,50 zł, tak jak to było podczas ostatniej wyceny. Od tamtej pory bowiem wiele się zmieniło. Przede wszystkim sytuacja na światowym rynku cukru nie jest tak dobra jak wcześniej, co oznacza mniejsze przychody producentów. Poza tym rząd nakazał wypłatę ponad 600 mln zł z zysków spółki jako dywidendy dla akcjonariuszy – argumentuje Gabriel Janowski.
Krzysztof Losz