• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Polska oczami Rosjan

Poniedziałek, 14 kwietnia 2014 (13:46)

Instytut Pamięci Narodowej uważa, że Rosjanie będą chcieli wykorzystać organizowany Rok Polski w Rosji do celów propagandowych, dlatego nie weźmie w nim udziału. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz uspokaja, że kulturalny wymiar imprezy będzie realizowany, natomiast wymiar polityczny będzie ograniczony ze względu na sytuację ukraińską.

Moim zdaniem, bardzo trudno będzie oddzielić sferę kultury od sfery polityki. Należy sobie postawić kluczowe pytanie – jaki cel miałby przyświecać tym wydarzeniom? Według mnie, powinny one nie tyle koncentrować się na zapoznawaniu z dorobkiem jednej czy drugiej kultury, a raczej na pokazaniu istoty łacińskości kultury zachodniej. Uważam, że to jest kluczowa rzecz, którą Polska powinna starać się pokazać.

Natomiast polskie ministerstwo kultury w swoich działaniach nie tyle akcentuje łacińskość i katolickość polskiej kultury, co w wielu wypadkach pokazuje wymiar współczesnego postmodernizmu zachodniego. Nawet jeżeli występuje on w polskim wydaniu, to jest obecnie traktowany przez Rosję jako destrukcja kulturowa. Dzieje się tak dlatego, że Rosjanie stoją na bazie imperializmu rosyjskiego, który opiera się na zredukowanym do wymiaru politycznego prawosławiu.

Jeszcze raz podkreślę, że zasadność organizacji Roku Polski w Rosji zależy od tego, w jakim kierunku chcemy pójść i co chcemy zaprezentować. Gdybyśmy poszli tropem łacińskości, pokazywania naszego dorobku m.in. w sferze praw narodów od Pawła Włodkowica począwszy, obywatelskości i praw człowieka, praw osoby ludzkiej w tym wymiarze, miejsca religii w państwie i moralności w polityce, to nawet w tak skomplikowanej sytuacji, jaka obecnie zaistniała, uda się oddzielić kulturę od polityki. Wówczas będziemy mogli pokazać Rosjanom, na czym polega istota kultury zachodniej, która ostatecznie sprowadza się do personalizmu łacińskiego.

Natomiast jeśli będziemy epatować postmodernizmem, czyli tak naprawdę głupotą, a z drugiej strony relatywizować w dziedzinie politycznej, to wydaje mi się, że będzie to z mety przegrane. Patrząc na to, jakie są kierunki polskiej polityki kulturalnej, śmiem wątpić, żebyśmy byli w stanie wystąpić w tej relacji na gruncie racjonalnym, czyli tym, co jest najgłębiej polskie i najgłębiej łacińskie.

 


Autor jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL, wykładowcą w WSKSiM w Toruniu.

Prof. Mieczysław Ryba