• Środa, 22 kwietnia 2026

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

Cisza, która krzyczy najgłośniej

Niedziela, 13 kwietnia 2014 (07:01)

Z Tomaszem Karasińskim, komendantem Grupy Historycznej „Zgrupowanie Radosław” – organizatorem VII Katyńskiego Marszu Cieni, rozmawia Marta Milczarska

Dzisiaj o godz. 15.00 spod Muzeum Wojska Polskiego wyruszy VII Katyński Marsz Cieni. Cieszy się on ogromnym zainteresowaniem mieszkańców Warszawy. W czym Pan upatruje źródło tego sukcesu?

- Sukcesem dla nas jest fakt, że coraz więcej młodych Polaków pamięta o tej potwornej zbrodni wojennej popełnionej na polskim narodzie przez Sowiety. Co więcej, podobne inicjatywy są podejmowane w innych rejonach Polski. Silą marszu jest to, że przemierza on Warszawę w ciszy i skupieniu, niosąc dramatyzm, który towarzyszył polskim jeńcom wojennym.

Idziemy bardzo często w swoich własnych intencjach: modlitwy i pamięci o zamordowanych na wschodzie, o osobach z naszych rodzin. Sowietom mimo całej machiny zbrodni nie udało się wyeliminować wszystkich, zostały rodziny, choć i te przez dziesiątki lat czerwonej nocy były poniżane i niszczone. Zwyciężyły jednak słowa wielkiego Polaka – bł. ks. Jerzego Popiełuszki; „Zło dobrem zwyciężaj” i … zwyciężyło dobro.

Dziś otwarcie możemy mówić, że tego czynu dopuściła się Rosja sowiecka. Brak tylko jeszcze informacji o wszystkich miejscach tej ponurej zbrodni, skrzętnie skrywanych do dziś przez Rosję.  

Zauważa Pan, że młodzi ludzie coraz chętnie angażują się w inicjatywy patriotyczne?

- Tak. Ok. 80 proc. uczestników marszu to ludzie młodzi. W marszu biorą udział stowarzyszenia z całej Polski, które aby się do niego przyłączyć podróżują często 300-400 i więcej kilometrów. To jest wyzwanie, a dla nich wszystkich jest to bardzo ważne. Nikt z nich nie patrzy na koszty. Chcą po prostu być tego dnia w Warszawie. Ich postawa napawa nadzieją na przyszłość.

Marsz cieszy się coraz większym zainteresowaniem ze strony pań rekonstruktorek . Czy pod tym względem tegoroczny marsz będzie inny od poprzednich? Czy zostanie podkreślona rola i uczucia matek, sióstr i żon żołnierzy, które czekały na swoich najbliższych?

- W marszu biorą też udział panie. Jedna z nich wcieli się w rolę ppor. pilot Janiny Lewandowskiej córki generała Józefa Dowbór-Muśnickiego – jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu. Mundur dla koleżanki, która wciela się w rolę porucznik Lewandowskiej został ufundowany i wykonany przez Wojskowe Przedsiębiorstwo Handlowe. Rola pań jest zawsze nieoceniona. Grają role żon, narzeczonych czy sióstr.  Staramy się podkreślić uczucia tych które czekały, nie wiedząc, że sowiecka niewola równa była śmierci.

Marsz ma także bardzo ciekawą oprawę...

- Zaczynamy jak co roku pod Muzeum Wojska Polskiego idziemy Al. Jerozolimskimi, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem do placu Zamkowego, uliczkami i przez Rynek Starego Miasta, ul. Długą, Bonifraterską do pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie. Po drodze zatrzymujemy się w kilku miejscach nazywamy to naszą Drogą Krzyżową. Pod bazyliką Św. Krzyża czytane są pamiętniki znalezione w Katyńskim Lesie, przed Pałacem Prezydenckim oddajemy symboliczny salut poległym w katastrofie w Smoleńsku. Na placu Zamkowym są wyczytywane przez NKWD listy do transportu i zapalane są przez wyczytywanych pod Kamieniem Katyńskim – światła pamięci w intencjach osób im bliskich, na Długiej pod katedrą Wojska Polskiego szczególnie czcimy pamięć kapelanów WP zamordowanych na wschodzie. Na Pomniku przy ul. Muranowskiej zaciągany jest na wojskową kolumnę żałobny kir, zapalamy światła w intencji wszystkich zamordowanych i śpiewany jest hymn. Symbolem ostatniego akordu jest fakt zdjęcia kiru przez młodzież, która pamięta i przekazuje pamięć kolejnym pokoleniom.

W tym roku Katyński Marsz Cieni przejdzie ulicami Warszawy po raz siódmy. Czy pamięta Pan jak zrodził się pomysł na to, by właśnie w ten sposób upamiętnić ofiary Katynia?

– Pomysł powstał wiele lat temu. Pierwszy marsz też był nieco inny od dotychczasowego. Zaczynaliśmy pod cerkwią prawosławną na al. Solidarności przy pomniku Braterstwa Broni, który do dziś dla Warszawiaków jest symbolem hańby. Tam też została zainscenizowana scena IV rozbioru Rzeczypospolitej przez sowiecką Rosję i hitlerowskie Niemcy. Marsz miał być i jest symbolem niezłomności, wielkiego patriotyzmu, honoru II Rzeczypospolitej. Pokazuje największe poświęcenie dla naszego kraju. Cisza, która towarzyszy marszowi jest głośniejsza od armat sowieckich – rzekomych wyzwolicieli, którzy przynieśli naszej Ojczyźnie hańbę i zniewolenie na kolejne lata. 

Czy był taki marsz, który szczególnie zapisał się w pańskiej pamięci?

– Każdy marsz jest szczególny. Każdy zawiera w sobie olbrzymie emocje. Na pewno największym wyzwaniem był marsz w 2010 roku. Szliśmy parę dni po katastrofie w Smoleńsku, trasą którą miał przejechać kondukt żałobny wiozący ciała pary prezydenckiej. Ludzie płakali. Do dziś nie mogę zapomnieć dźwięku tulipanów rzucanych przez warszawiaków i trzaskających pod butami. Pamiętam dyskusję dzień przed: Czy idziemy? I decyzję, która wtedy zapadła. I co było powodem, że marsz nie został odwołany. Myślami byliśmy z naszymi przyjaciółmi, którzy zginęli w katastrofie Czesławem Cywińskim, Katarzyną Piskorską, Stefanem Melakiem. Oni obiecali być tego dnia z nami … i wierzę, że byli.   

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska