Polko: To mglista propozycja
Czwartek, 16 sierpnia 2012 (15:17)Generał Roman Polko, były zastępca szefa BBN, były dowódca GROM
Z projektem budowy w Polsce tarczy antyrakietowej (systemu obrony przeciwrakietowej) mieliśmy do czynienia kilka lat temu, gdy negocjowaliśmy z USA rozmieszczenie jego komponentów na terytorium naszego kraju. Doszliśmy do etapu podpisania porozumienia, którego realizację odłożyła w czasie, faktycznie zawiesiła, strona amerykańska, uznając, że jej na budowę takiego systemu po prostu nie stać.
Przykładanie tych samych pojęć do mglistej propozycji, jaką usłyszeliśmy w ostatnich dniach, jest nieporozumieniem: nie mamy takich możliwości, zarówno po stronie technologicznej, jak i finansowej. Przypominam, że do działania „prawdziwej” tarczy potrzeba np. satelitów. To, co być może będziemy realizować, to reforma obecnego przestarzałego i dziurawego systemu obrony powietrznej tworzonego jeszcze w czasie Układu Warszawskiego, ale nie budowa tarczy antyrakietowej. Mówienie o tarczy jest więc takim samym nadużyciem, jak nazywanie trabanta mercedesem.
Całe zamieszanie z tarczą odbieram jako PR-owski zabieg mający wzmocnić twórców pomysłu i odwrócić uwagę od realnych problemów związanych z bezpieczeństwem kraju, w tym ze stanem wojska. Chodzi o to, by nie mówić, że Marynarka Wojenna jest na skraju zapaści, a siły specjalne, po wprowadzeniu właśnie proponowanej reformy dowodzenia, stracą impet i skuteczność działania, którym się obecnie wykazują.
Rozumiem, że takie mocarstwowe plany polepszają niektórym samopoczucie, ale wśród ekspertów, a zwłaszcza zagranicznych analityków znających się na temacie, budzą po prostu śmiech.
not. MM