Uderz w Pasterza…
Piątek, 11 kwietnia 2014 (15:20)W zalewie informacji medialnych, często zaśmiecających nasz stan umysłu i pamięć, trudno się przebić z informacją naprawdę ważną. Hałas i zgiełk internetowy, telewizyjny, radiowy uniemożliwiają dostrzeżenie najważniejszych wydarzeń. Męczeńska śmierć katolickiego kapłana Fransa van der Lugta w syryjskim mieście Homs jest właśnie taką wiadomością. Sprawia, że należy się na chwilę zatrzymać, oddać hołd, podarować swoją modlitwę.
Holenderski jezuita o. Frans van der Lugt ofiarował swoje życie dla Syryjczyków. Piszę tu z pełną premedytacją Syryjczyków, nie dzieląc ich na muzułmanów czy chrześcijan, ponieważ katolik dążący do świętości, wzorem Boga, który jest źródłem wiedzy, prawdy, mądrości i dnia codziennego, nie ma względu na osoby. Jest jak dobry Samarytanin. Pomocny i chętny w dawaniu, bez oglądania się na koszty, nawet jeśli dotyczy to największej ofiary.
W pierwszym momencie z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci kolejnego świadka Chrystusa w XXI wieku, o którym jeszcze nie tak dawno pisałem na portalu NaszDziennik.pl (zob. tutaj).
Wspominałem m.in., jak wielką nadzieję niesie on prześladowanym chrześcijanom w Syrii, nie patrząc, że w każdej chwili może zostać zabity przez wrogów światłości. Jeden z jego przyjaciół i współtowarzysz trudów w Syrii, także jezuita, o. Ziad powiedział o zamordowanym, że był on znakiem nadziei dla ludzi w Homs. Jednak już wtedy zakonnik wypowiedział się z troską, ponieważ martwił o ks. Fransa, który przebywał w okupowanej, czyli najbardziej niebezpiecznej części miasta.
Zastanowiłem się następnie nad moimi uczuciami. Czy w kontekście wieczności „wypada” katolikowi się smucić z powodu śmierci innego chrześcijanina? Oczywiście, że tak. Jezus także zapłakał nad śmiercią swego przyjaciela Łazarza. Nikt nam nie może odmówić prawa do godnego przeżywania żałoby. Jednak tragiczna wiadomość, trudne doświadczenie, co jest właśnie pięknym paradoksem katolicyzmu i jego tajemniczą, niepojętą siłą, nie powinny nas przygniatać, zabierając nadzieję, gdyż my, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei, nie ulegamy rozpaczy. Nasza perspektywa jest inna niż ludzi, którzy odrzucili Boga, odwrócili się od Niego i od bliźnich, decydując się na kierowanie w swoim życiu żądzami.
Wierzę, że odwaga i męstwo dane przez Ducha Świętego holenderskiemu o. Fransowi zaowocuje wielkim cudem w tym kraju, umęczonym trwającą już trzy lata krwawą wojną. Kapłani, tak dzisiaj wyszydzani, lekceważeni, ośmieszani, atakowani w mediach, ale i na ulicach, również polskich miast, niosą nadzieję umęczonemu światu. Są naśladowcami Chrystusa złożonymi niejako na ołtarzu miłości. Są bezbronni i łatwo ich skrzywdzić.
Na pewno Czytelnicy „Naszego Dziennika” pamiętają o wielkiej odwadze polskich kapucynów, którzy z pełną świadomością grożącemu im niebezpieczeństwu utraty zdrowia lub życia nie wsiedli do samolotu i nie wrócili do bezpiecznego domu, ale wytrwali i pozostali ze swoimi wiernymi w Republice Środkowoafrykańskiej, chociaż milicje nienawiści szalały pragnieniem dokonania na nich mordu. Kapłani to skarb. Nie przestawajmy się za nich modlić, bo są wielkim darem dla nas od Boga.
Dr Tomasz M. Korczyński