Elektrownia tylko na papierze
Czwartek, 16 sierpnia 2012 (10:35)By uzyskać wyższe limity CO2, Polska próbowała wprowadzić w błąd Komisję Europejską (KE), wpisując elektrownię Łęczna na listę inwestycji objętych zwolnieniami z opłat za emisję dwutlenku węgla. Warunkiem ulgi w wysokości 33 mln euro było uruchomienie procesu inwestycyjnego do końca 2008 r. Do dziś w miejscu, gdzie według polskiego rządu powstaje elektrownia, rolnicy uprawiają pola.
Ciężki zarzut o okłamywaniu KE postawił opiniotwórczy portal EurActiv.com informujący o sprawach związanych z UE, piszący w 15 językach – podaje „Rzeczpospolita”.
Portal zaznacza, że na budowę elektrowni, której inwestorem jest francuski koncern GDF SUEZ Energia Polska, nie uzyskano jeszcze nawet stosownego pozwolenia. Komisja Europejska zadecydowała, że elektrownia w Łęcznej powinna być wykreślona z Krajowego Planu Inwestycyjnego, gdyż nie kwalifikuje się do rozliczenia bezpłatnie przyznanych uprawnień. W związku z tym ulga w wysokości 33 mln euro przepadnie.
Dokument dla KE, według którego budowa elektrowni ruszyła cztery lata temu, przygotowało Ministerstwo Środowiska na podstawie danych dostarczonych przez Ministerstwo Gospodarki. To ostatnie zapewnia, że inwestorzy dostarczyli polskiemu rządowi dowody świadczące o rozpoczęciu procesu inwestycyjnego zgodnie z polskim prawem i we właściwym czasie.
Sęk w tym, że wniosek do Komisji powstawał w 2011 roku. W Łęcznej wówczas obowiązywał już od roku zmieniony plan zagospodarowania przestrzennego, a do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wpłynął wniosek o wydanie decyzji o oddziaływaniu inwestycji na środowisko. Jednak przed końcem 2008 roku, czyli terminu, który KE uznała za graniczny, określono jedynie lokalizację inwestycji, a GDF Suez ruszył z wykupem 30 ha gruntów. Ziemia, na której ma powstać elektrownia, nie jest do dziś odrolniona.
Jak mówi „Rzeczpospolitej" prezes koncernu Grzegorz Górski, fizycznym rozpoczęciem inwestycji były oprócz zakupu terenu pod inwestycję prace geodezyjne, prace geologiczne wraz z odwiertami. – Ich zakres był dwukrotnie weryfikowany przez Ministerstwo Gospodarki – podkreśla.
Zaistniałą sytuacją oburzony jest Ryszard Czarnecki, europoseł PiS. Zwraca jednak uwagę, że „takie naciąganie rzeczywistości nie jest niczym nadzwyczajnym w Unii".
- Były już hektary nieistniejących plantacji oliwek w Grecji, ale przecież my nie chcemy równać do Grecji w jakimkolwiek wymiarze. W wypadku Łęcznej mamy do czynienia nie tylko z kreatywnymi inwestycjami, ale też głupotą polegającą na łapance na tę listę, by poprawić sprawozdawczość – wyjaśnia poseł.
Monika Niżnik