Tusk kunktator
Czwartek, 16 sierpnia 2012 (06:32)Tysiące osób nie może odzyskać swoich pieniędzy od firmy Amber Gold, tymczasem Donald Tusk deklaruje, że służby państwowe zadziałały w tej sprawie jak należy. Premier wziął także w obronę swojego syna, mówiąc, że ma do niego pełne zaufanie. Zaufanie, które wyraził po kilku dniach milczenia.
- Premier zastosował stare, sprawdzone prawo Donalda Tuska mówiące, że jeżeli dzieje się coś dla Donalda Tuska niedobrego i niewygodnego, trzeba się ukryć i schować, co sam zresztą doradzał także swojemu synowi, aby się nie wypowiadał, aż sprawa przyschnie - komentuje poseł Marcin Mastalerek (PiS), który od kilku tygodni bada sprawę.
Jak podkreśla, aż 17 dni minęło od momentu, gdy wyszło na jaw, że w państwowo-samorządowej spółce, a więc gdańskim porcie lotniczym, pracuje syn premiera, a 9 dni od momentu, gdy ujawniona została jego współpraca z OLT Express, kiedy premier Tusk wreszcie zabrał głos w sprawie afery.
Afery wywołanej upadkiem piramidy finansowej Amber Gold. W trakcie ujawniania jej kulis okazało się, że jego syn Michał był zatrudniony w liniach lotniczych OLT Express. I jak zawsze w takiej sytuacji Tusk udawał, że nic złego się nie stało, a nakaz wycofania się syna ze współpracy z przewoźnikiem miał być tylko jego ojcowską poradą. Mastalerek nie ma wątpliwości: Donald Tusk chce za wszelką cenę chronić syna. - To była próba opowiedzenia łzawej historii o dzieciach - dodaje.
Wersja premiera
Wersja premiera jest taka: "Mówiłem mu: uważaj, chłopie, to nie jest dobry pomysł, aby wchodzić w kontakty z takimi ludźmi, którzy mieli kłopoty z prawem". Według słów Tuska, o pracy w OLT Express rozmawiał z synem dwa razy.
- Pierwszy raz, gdy pojawił się pomysł, że mój syn rezygnuje z pracy w gazecie i przenosi się na lotnisko. Wtedy nie miał powodów, aby sądzić cokolwiek złego o firmie OLT. Oczywiście ze względu na reputację rodziny i dla jego własnego bezpieczeństwa uznałem za stosowne powiedzieć mu, że nie robiłbym tego na jego miejscu - tłumaczył premier.
O tym, że jego syn, pracując na lotnisku w Gdańsku, jednak współpracuje z liniami OLT, Donald Tusk miał dowiedzieć się w czerwcu. Miał wówczas powtórzyć przestrogę, bo jak podkreślił: "W międzyczasie pojawiło się kilkadziesiąt artykułów pokazujących przeszłość i niepewności wokół przedsięwzięć związanych z OLT Express i Amber Gold". Syn jednak nie posłuchał.
Łzawa historia
Jak oceniać te wyjaśnienia?
- To łzawa historia o premierze i jego synu, któremu - jak zapewnia - bezgranicznie ufa. Zastanawiam się tylko, któremu z nich ufa, temu, który mówi dziś, czy temu, który relacjonował tydzień temu, bo są to dwie różne wersje, a może bardziej ufa "Józefowi Bąkowi", bo takim nazwiskiem podpisywał się Michał Tusk? - komentuje poseł PiS.
W ocenie Mastalerka, obaj Tuskowie mówią co innego.
- Gdy premier mówił, że jego ostrzeżenie było nieskuteczne, kłamał. To nieprawda. Sam Michał Tusk przyznał się, że po rozmowie z ojcem poszedł do OLT Exspress "rozluźnić współpracę". W mojej ocenie, afera Donalda i Michała Tusków to afera rozwojowa, o której dowiemy się z czasem znacznie więcej - ocenia poseł Mastalerek.
Szef rządu poinformował we wtorek o działaniach, jakie nakazał w związku z upadkiem spółki Amber Gold i obawami klientów o swoje pieniądze. Jeszcze tydzień temu właściciel firmy Marcin Plichta po kilkudniowej zwłoce zwołał konferencję prasową, podczas której zapewniał, że spółka posiada niezbędne środki finansowe na wypłatę pieniędzy należących do jej klientów.
Jednak po kilku dniach firma ogłosiła likwidację i zamknęła wszystkie swoje oddziały rozsiane po całej Polsce. Dlatego szef rządu zwrócił się do ministra finansów o zwołanie Komitetu Stabilności Finansowej.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku poinformowała, że w prowadzonym postępowaniu dotyczącym spółki na razie nie stwierdziła przestępstwa. Komitet ma się zebrać dzisiaj, wezmą w nim udział przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego, NBP, ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, szefowej UOKiK i rzecznika praw obywatelskich. Tusk mówił, że podczas spotkania KSF chce się dowiedzieć, jak reagują sądy i prokuratura w sytuacji, gdy wychodzi na jaw, że instytucje parabankowe narażają na szwank lokaty klientów.
- Chodzi o to, na ile prokuratura i sądy mogą być elementem zapobiegającym takim nieszczęściom, a nie tylko tym elementem państwa, które ściga, gdy już wszystko jest z punktu widzenia obywateli w dramatycznym stanie - powiedział premier.
Uczestnicy spotkania mają ocenić, czy istnieją obecnie przepisy i instytucje chroniące przed naciągaczami. To dość dziwna zapowiedź, bo jak wskazuje Mariusz Błaszczak, szef Klubu Parlamentarnego PiS, to właśnie koalicja PO - PSL usunęła z kodeksu spółek handlowych przepis o działalności na szkodę spółki, czemu przeciwne było PiS.
- Świadczy to o podejściu obecnej władzy do spraw związanych z obrotem gospodarczym. Za to wszystko płacą obywatele, którzy w dobrej wierze składali pieniądze w tej instytucji - dodaje Błaszczak. Co więcej, szef rządu oświadczył, że w przypadku Amber Gold służby państwowe, w tym KNF, zadziałały zgodnie z procedurami, donosząc do prokuratury o zagrożeniach i przede wszystkim informując opinię publiczną o dużym ryzyku związanym z lokowaniem pieniędzy w tej spółce.
- To, co jest bezpośrednio zależne od instytucji rządowych, działało sprawnie. Co nie znaczy, że mogło zapobiec temu procederowi, póki nie ma twardego przekonania, że mamy do czynienia z przestępstwem - dodał premier.
Innego zdania jest szef Klubu Parlamentarnego PiS, którego zdaniem to raczej kolejny przykład atrofii instytucji państwowych.
- Prokuratura mimo informacji przekazanych przez KNF nie podjęła żadnych działań w tej sprawie. Sam fakt, że człowiek, na którym ciążyły liczne wyroki, otrzymał możliwość prowadzenia dalszej działalności, jest dowodem tego, że państwo pod rządami Donalda Tuska jest w zaniku - dodaje poseł Błaszczak.
Zawinił kurator?
Premier zapowiedział również, że zwróci się do prokuratora generalnego o szczegółową informację dotyczącą postępowania i tempa pracy prokuratury po zawiadomieniu przez KNF o problemach firmy Amber Gold. Powiedział też, że według ministra sprawiedliwości kurator sądowy, który zajmował się sprawą właściciela Amber Gold, nie dopełnił swoich obowiązków.
Jednak zdaniem posła Mastalerka, najistotniejsze w wystąpieniu premiera Tuska jest wzięcie w obronę syna. W jego ocenie, jest to równoznaczne z wysłaniem do prokuratury i służb badających sprawę czytelnego sygnału: "Mój syn jest czysty i nie powinniście go ruszać".
- W mojej ocenie, wielu prokuratorów może tak to odebrać - podkreśla Mastalerek. Jego zdaniem, to, co ujawnił Marcin Plichta, prezes Amber Gold, na temat współpracy Michała Tuska z OLT Express to jedynie część informacji.
- On swoją wiedzę traktuje teraz jako swoistą polisę ubezpieczeniową. Może ją ujawnić w wypadku, gdy będzie działa mu się krzywda, a organy państwa będą go ścigały. Wówczas może jej użyć - dodaje.
Maciej Walaszczyk