Łzy zambijskich dzieci
Wtorek, 8 kwietnia 2014 (19:56)Zambia zaliczana jest do najbiedniejszych krajów świata. Po 50 latach od uzyskania niepodległości jak nigdy wcześniej potrzebuje naszej uwagi. Oasis Forum, organizacja zrzeszająca chrześcijańskie Kościoły i wspólnoty, wydała komunikat z okazji tej ważnej rocznicy.
W swoim oświadczeniu, oprócz uczczenia ofiar walk o niepodległość oraz radości związanej z wyzwoleniem spod represji kolonialnych sygnatariusze Forum, w tym konferencja Episkopatu Zambii, stwierdzili, że ci wielcy patrioci, którzy oddali swe życie za wolność, dążyli nie tylko do zrzucenia kajdan niewoli, ale złożyli swoje życie w ofierze, aby wyzwolić naród od głodu, chorób, niesprawiedliwości społecznej.
Niestety, Zambia to kraj łez. Bieda i nędza są wszechogarniające. Analfabetyzm, głód, choroby niszczą społeczeństwo. Rocznica niepodległości ma gorzki posmak. Nie jest łatwo ją radośnie przeżywać, stwierdzają zaniepokojeni rozwojem sytuacji w swej ojczyźnie katolicy i protestanci. Tym bardziej że wielu bohaterów walk o wolność żyje dziś w nędzy i jest zastraszanych przez rząd.
Cześć wobec ofiar i bohaterów niesie za sobą konieczność przypominania o aktualnej sytuacji w kraju, głosi komunikat Oasis Forum. Jednym z rozwiązań aktualnego i dramatycznego stanu jest powołanie nowej konstytucji, która zapewni wszystkim obywatelom wolność, dostatek, demokrację.
Inną tragedią Zambii jest plaga malarii, która dziesiątkuje naród, a ofiarami chorób padają głównie małe dzieci. Dane dla Zambii są porażające. Przyczyną śmierci małych dzieci w 40 proc. jest właśnie malaria.
Powołana przez międzynarodowe dzieło katolickie, Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, Fundacja im. Ojca Werenfrieda udziela pomocy dzieciom z Zambii przez posługujących tam katolików.
Sierociniec został założony w październiku 2001 roku. Wkrótce po otwarciu domu zaczęły przybywać pierwsze dzieci – niektóre zostały zabrane z ulicy, inne od krewnych, u których nie znalazły opieki po stracie rodziców. Większość z nich była niedożywiona, nie uczęszczała do szkoły, a ich stan zdrowia pozostawiał wiele do życzenia. Opiekę nad dziećmi sprawuje siostra ze Zgromadzenia Służebnic Ducha Świętego oraz kilkanaście świeckich osób, które starają się stworzyć im prawdziwie domową atmosferę, pomagają w nauce i codziennych domowych pracach. Nie brakuje tu również wolontariuszy oferujących swój czas i umiejętności.
Pomysłodawczyni projektu, z którym współpracuje Fundacja im. Ojca Werenfrieda, siostra Ewa Piegdon SSpS, napisała w liście o historii niektórych dzieci uratowanych przed złem:
„Jednym z naszych wychowanków jest John, 19-letni dziś chłopak, który urodził się jako najmłodsze dziecko w ubogiej rodzinie. Po śmierci ojca sytuacja rodziny jeszcze bardziej się pogorszyła. Krewni zmarłego ojca ograbili wdowę z czworgiem dzieci ze wszystkiego, co było w domu i na zewnątrz, zostawiając ich w świecącym pustkami domu. W tradycji zambijskiej, a także wielu innych afrykańskich krajów, krewni zmarłej żony lub męża zabierają z domu to, co rzekomo należało do nich: talerze, garnki, koce, meble lub inne rzeczy. Czasem tej grabieży nie ma końca, dopóki krewni nie zabiorą wszystkiego. I chociaż według prawa ta grabież jest zabroniona i podlega karze, to wciąż wiele rodzin cierpi z powodu tej praktyki. W takiej właśnie sytuacji znalazła się matka Janka z jej czworgiem dzieci. Nie była w stanie zapewnić dzieciom należytej opieki, tym bardziej edukacji. Starsi bracia Janka dołączyli do grona złodziei awanturników. Nie takiej przyszłości chciała dla swych dzieci. Matka, obawiając się, że 7-letni wtedy Janek pójdzie w ślady starszych braci, przyprowadziła go do sierocińca zwanego Lubasi Home. W tym właśnie domu Janek spędził ostatnich 12 lat i jak sam wyznaje, znalazł tam rodzinę w pełnym tego słowa znaczeniu. W ubiegłym roku ukończył szkołę średnią z najlepszymi wynikami i jego marzeniem są studia medycyny”.
Dwie inne dziewczynki o imieniu Marta i Grace zostały zabrane do sierocińca z domu swojego wujka i ciotki, z którymi zamieszkały po śmierci swoich rodziców. W domu wujostwa nie były traktowane dobrze, często bite, do szkoły przychodziły brudne i głodne.
Czasem nauczycielka przynosiła im do szkoły trochę jedzenia. W sierocińcu mieszkają już od kilku lat. Starsza siostra kończy szkołę średnią i marzy o dalszej edukacji. 10-letni chłopiec o imieniu Tom trafił do Lubasi z domu rodzinnego, gdzie mieszkał razem z ojcem. Matka zmarła już dawno temu. Ojciec nie tylko nie zajmował się chłopcem, ale też wykorzystywał go seksualnie. Każde z tych dzieci ma za sobą smutną historię, pisze siostra Ewa Piegdon SSpS.
Lubasi Home utrzymuje się tylko i wyłącznie dzięki ofiarności ludzi dobrej woli. Dom nie ma żadnego stałego dobroczyńcy. Często ci, którzy wspierają Lubasi Home, dowiadują się o nim z internetu albo przez swoich znajomych, którzy sierociniec odwiedzają. Miesięczne utrzymanie jednego dziecka wynosi około 100 dolarów: opieka medyczna, edukacja (wszystkie szkoły są płatne), wyżywienie oraz inne podstawowe potrzeby dzieci.
Więcej informacji o fundacji oraz możliwościach pomocy dla Zambii zainteresowane osoby znajdą tutaj.
dr Tomasz M. Korczyński