• Wtorek, 21 kwietnia 2026

    imieniny: Anzelma, Feliksa, Zelmiry

Szanujmy historię Ojczyzny

Niedziela, 6 kwietnia 2014 (17:42)

Aktorzy „Naszego Teatru” biorący udział w spektaklu pt. „Z Katynia do Smoleńska – Prawda, Pamięć, Przebaczenie”, dzielą się z nami swoimi przeżyciami i wrażeniami.

 

Barbara Dobrzyńska

Rozemocjonowani byli widzowie, ale również aktorzy – bo to emanuje. Jeżeli my, aktorzy, czujemy, że to, co mówimy ze sceny, jest ważne, to wtedy mamy do tego też inny stosunek. Bardzo współczuję kolegom aktorom, którzy są skazani na granie ról przeciwko sobie w różnych teatrach w Polsce. Trwa sabotaż kultury i trzeba być tego zjawiska świadomym. Gdy aktor ma do zagrania głupią rolę w głupiej sztuce i gra ją, aby nie stracić angażu, to jest po prostu poniżany.

Tymczasem ja mam w „Naszym Teatrze” wspaniałych młodych ludzi ze świetną formacją duchową, moralną i patriotyczną. Wszystko, co potrzeba, mają w  sercu. Praca nad nimi to tylko kwestia techniki, czyli np. poprawienia dykcji. Ale po za tym są gotowi, bo mają bogate wnętrze. Nie muszę mieć w zespole magistra artysty, który coś na scenie udaje. Moi aktorzy są mi potrzebni właśnie tacy, jacy są: wrażliwi, piękni i szlachetni. Moja rola sprowadza się do pomocy w lepszym wyrazie artystycznym, ale to są dosłownie drobiazgi.

Oni, chodząc w Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę, wiedzą, co to jest Ojczyzna i Bóg. Dlatego nie mam żadnego problemu we współpracy z naszymi aktorami. Tymczasem magistra pseudoartystę musiałabym dopiero uczyć, że Ojczyznę się kocha. On by zapytał: „A co to jest?”. Musiałabym dopiero tłumaczyć, że chodzi o Polskę. Odpowiedziałby: „Przesadzasz z patriotyzmem, ja jestem teraz Europejczykiem”. Zapytałabym: „A gdzie leży Polska? W Australii? W Afryce? Przecież w Europie. Tu jesteśmy Europejczykami od początku, a nie dopiero od teraz. Polska leży w Europie.  Zadeptywali ją za jej katolicyzm i wspaniałą kulturę i tylko dlatego Polska nie istniała na arenie europejskiej  w wielu momentach historycznych, jak choćby podczas rozbiorów”.

 

Anna Jasiukiewicz

Wzruszający był dla mnie finał spektaklu „Z Katynia do Smoleńska – Prawda, Pamięć, Przebaczenie”, kiedy wszyscy wstali, aby wspólnie odśpiewać pieśń patriotyczną. W trakcie spektaklu bałam się zagłębiać w żywe reakcje z widowni, aby nie ulec zbyt mocnym emocjom, bo przecież nie gramy sztuki fantastycznej, gdzie opowiada się o rzeczach, których tak naprawdę nie było.

Tutaj człowiek ma świadomość, że może na sali siedzi ktoś, kto przeżył to, o czym opowiadamy ze sceny, ludzie z tamtych czasów. Po pierwsze, czuję się wtedy bardzo malutka. I zawsze sobie w takich momentach myślę: czym są moje doświadczenia?  Często narzekamy, że jest nam źle, że przeżywamy takie straszne momenty w życiu. A przecież moi rodzice wspominali wojnę i kiedy mi o niej opowiadali, jeszcze jak byłam dzieckiem, to mi się wydawało, że mówią o sprawach z zamierzchłych czasów. Jednak  nagle zdałam sobie sprawę, że teraz moje wspomnienia sprzed dziesięciu, dwudziestu lat wydają mi się takie bliskie…

I teraz im człowiek jest starszy, tym bardziej dotyka przeszłości i zdaje sobie sprawę, jak krótki jest dystans między tymi strasznymi wydarzeniami a życiem teraz. I jak pomyślałam, że ci ludzie, którzy zostawili w Katyniu swoich bliskich, mogą być dziś na spektaklu i dla nich wszystko jest nadal takie świeże, to zastanawiam się też, jak oni żyją z tym ciężarem, z takim balastem makabrycznych wspomnień. To jest dla mnie heroiczność ludzi, którzy przeżyli wojnę, stratę kogoś bliskiego. Dlatego uważam, że ci ludzie powinni być przez nas bardzo szanowani, nie powinni martwić się, czy będą mieli na lekarstwa, czy będą mieli co zjeść. Idąc do przodu, zbyt łatwo zapominamy o świadkach tamtych czasów. A przecież to pokolenie odchodzi. I to jest właśnie bolesne, że jak już nikogo nie będzie, to zostaną tylko wspomnienia spisane na kartkach…

 

Witold Bieliński

Udział w spektaklu znaczy dla mnie bardzo wiele. Stan emocji, jaki się pojawia w trakcie grania tego spektaklu, teraz już rzadko się zdarza u aktorów. Są to emocje nie takie pompowane czy sztuczne, nie takie jak podczas zawodów sportowych, gdzie liczy się przede wszystkim współzawodnictwo. I również nie wynikające z jakichś niskich instynktów, ale wręcz przeciwnie. Tu emocje są poruszane poprzez coś, co jest na najwyższym diapazonie moralnym. Ze sceny mówimy o sprawach tak ważnych i tak potrzebnych, tak szlachetne są intencje spektaklu, że zaprzeczają współczesnym tendencjom protestowania przeciwko czemuś z nienawiścią i złością. W naszym spektaklu jest przebaczenie, poczucie odpowiedzialności, miłość, a najbardziej poczucie stania na straży prawdy. Żyjemy w świecie tak zakłamanym i tak nienawistnym, że wszędzie tam, gdzie jest prawda i gdzie jest przebaczenie, warto być.

Piotr Senatorski

W spektaklu występowałem pierwszy raz, więc miałem tremę. Bardzo jest dla mnie cenne móc zobaczyć pracę aktorów profesjonalnych od podszewki. Dużo można się nauczyć, dużo podpatrzeć. Uczestnictwo w tego rodzaju  spektaklu jest dla mnie spełnieniem marzeń i ogromnym wyróżnieniem. Mój tata prowadzi Krucjatę Różańcową za Ojczyznę i na jednym z marszów tej Krucjaty spotkał panią Barbarę Dobrzyńską, która zaprosiła go do uczestnictwa w spektaklu. Tak się również złożyło, że prowadzimy Stowarzyszenie Ułanów Jazłowieckich i dzięki temu mogliśmy użyczyć mundurów na spektakl. Uczestniczyłem w przedstawieniu w zastępstwie za tatę.  I uważam to za dar pięknego doświadczenia.

Not. APW