Ustanowienie Eucharystii
Sobota, 5 kwietnia 2014 (02:06)Matko, oto jestem!
Jestem, moja Niepokalana Matko, przy Twoim Sercu w kolejną pierwszą sobotę, by Cię pocieszyć, by współczuć razem z Twym Bolejącym Sercem. Pamiętam prośbę Twojego Syna, który mówił: „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.
Matko, kocham Cię i dlatego nie wyobrażam sobie, bym mógł obojętnie patrzeć na ciernie w Twoim Sercu. Wiem, że cierpisz z powodu naszych grzechów; nieposłuszeństwo, ułuda grzechu i świata wdziera się w ludzkie serca, przez co grozi nam wieczne potępienie. Jako Matka, choć bolejesz, to jednak czekasz na zmianę naszego życia i wyciągasz ku nam pomocną dłoń. Wskazujesz drogę przemiany, podpowiadasz, co mam uczynić we własnym życiu, ale również jak pomóc innym, którzy trwają w grzechu. Pragniesz z naszej strony nie słów współczucia, lecz czynów pokuty i nawrócenia, gdyż one to przynoszą ukojenie Twemu Sercu. Dlatego też wzbudzam w swoim sercu intencję wynagradzającą i z tą intencją idę do spowiedzi, z wiarą przyjmuję Twojego Syna w Komunii Świętej, odmawiam jedną część Różańca św. oraz przez 15 minut pragnę być przy Tobie, rozmyślając o treści tajemnic różańcowych.
Idąc za Tobą, Matko, przez kolejne pierwsze soboty, jestem dziś świadkiem ustanowienia Eucharystii. Oto przed pojmaniem i męką Twój Syn Jezus Chrystus pragnie spożyć Paschę ze swoimi uczniami; kiedy zatem zbliżał się jej czas, apostołowie zwrócili się do Niego z zapytaniem: „’Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyś mógł spożyć Paschę?’ I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: ’Idźcie do miasta, a spotka was człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: Gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas’. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę” (Mk 14, 12-16).
Można zatem sądzić, że wszystko było już dokładnie zaplanowane, Jezus od dawna przygotowywał się do tego wydarzenia, które tak opisał św. Łukasz Ewangelista. „A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. Wtedy rzekł do nich: ’Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał. Albowiem powiadam wam: Już jej spożywać nie będę, aż się spełni w królestwie Bożym’. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, rzekł: ’Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże’. Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie, połamał go i podał, mówiąc: ’To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!’. Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: ’Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana’” (Łk 22, 14-20).
Ustanowienie Eucharystii – oto największa tajemnica wiary i miłości. Bóg pragnie pozostać z nami aż do skończenia świata. Oto cud miłości Boga do swego ludu, cud, który w kategoriach ludzkich jest niczym szaleństwo. Bóg przyjmuje ciało z Maryi Dziewicy i staje się człowiekiem; składa całego siebie: daje ciało i krew na ofiarę Ojcu za nasze grzechy. I choć ludzie wołali: „Na krzyż z Nim!”, to On jednak dalej kocha. Jak zwykli mówić niektórzy święci: Bóg wręcz oszalał z miłości do człowieka. Prowadzony na krzyż był niczym cichy baranek prowadzony na rzeź, a oto pragnie być jeszcze bardziej bezbronny w rękach człowieka, ukryty pod postacią chleba i wina. Pragnie pozostać, a raczej oddać się w ludzkie ręce, by, będąc całkowicie bezbronnym, ukazać, jak wielka jest Jego miłość. Czyż nie staje się On rzeczywiście w ten sposób żebrakiem ludzkiej miłości?
Czy może w jakikolwiek sposób bezdomny żebrak zagrażać potężnemu władcy? Podobnie i Chrystus staje wobec wolnej woli człowieka i prosi, by Go przyjął; jego bezbronność potwierdza całkowitą szczerość i bezinteresowność Jego prośby. Człowiek nie musi się niczego lękać. Miał rację św. Jan Maria Vianey, gdy twierdził, iż gdyby człowiek zrozumiał tę tajemnicę, to by umarł; umarł nie ze strachu, lecz z miłości, gdyż wówczas serce by pękło wobec tak nieskończonej Miłości.
Matko, jak wielka musi być Twa boleść, kiedy widzisz, że ludzkie serce, choć spragnione miłości, ciągle zamyka się na przyjęcie Nieskończonej Miłości Boga i nie dostrzega Jej w sakramencie Eucharystii. Ciągle bowiem odzywa się racjonalność ludzkiej natury, która stawia pytanie: jak to możliwe, by cały Bóg był obecny w małej hostii? Pobrzmiewają wciąż wątpliwości: „Jak On może nam dać na pokarm swoje ciało do spożycia?” (J 6, 52). Wielu spośród Żydów, ale również spośród słuchających i uczniów Jezusa, było nawet zgorszonych i zszokowanych tym, że może On dać na pokarm swe Ciało i Krew. „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” – czytamy w Ewangelii wg św. Jana. Chrystus jednak nie wyjaśnia tej tajemnicy, lecz stawia retoryczne pytanie: „To was gorszy?” (J 6, 61).
To pytanie musi postawić sobie dziś każdy z nas. Czy gorszy nas obecność Jezusa w Kanie Galilejskiej, gdy przemienił wodę w wino? Czy może człowiek w jednej chwili na oczach wielu osób sprawić, by woda, którą przed chwilą wlano do stągwi, stała się wybornym winem ku radości gości weselnych? Czy gorszy nas, gdy na pustkowiu Jezus nakarmił tysiące, mając jedynie kilka chlebów i ryb? Uczniowie byli bezradni wobec wyzwania, aby nakarmić takie tłumy, a oto w jednej chwili wszyscy stali się świadkami cudu rozmnożenia chleba. Zgorszeniem jest raczej to, iż pomimo takich znaków trwamy w wątpliwościach. Świadkami przywołanych wydarzeń było tak wiele osób, które na własne oczy widziały dziejące się cuda, które – widząc takie znaki – chciały nawet obwołać Chrystusa królem. Czyż taka postawa nieufności wobec słów Jezusa, Twego Syna, nie jest niczym cierń wbijający się głęboko w Serce Matki?
Grzech prowadzi nas ku wiecznemu potępieniu, jeśli w nim trwamy i nie chcemy z nim zerwać. Nasze zagubienie, lekceważenie grzechu, brak wiary w realną obecność Jezusa w Komunii Świętej jest przedmiotem Twej troski i bólu, Matko. Dlatego wyciągasz ku nam nieustannie swą pomocną dłoń. Ukazujesz nam, jak ważna i konieczna dla naszego zbawienia jest Eucharystia. Anioł w Fatimie przypomina nam, iż Msza św. jest ofiarą, w czasie której składamy Ciało i Krew Jezusa na przebłaganie za grzechy świata.
Człowiek bowiem sam nie może wynagrodzić Bogu za swoje grzechy, jeśli zranił nieskończoną miłość Boga. Może to uczynić jedynie Jezus Chrystus – Syn Boży, który z miłości do każdego z nas przyjął ludzkie ciało z Maryi Dziewicy i złożył je w ofierze na ołtarzu krzyża. Ten cud dokonuje się w sposób bezkrwawy w czasie każdej Eucharystii i nie jest to jedynie symbol, przypomnienie historycznego wydarzenia, lecz uobecnienie, na nowo bowiem staje się to, co dokonało się na Kalwarii. Czy można przejść obojętnie wobec tej tajemnicy, wobec dokonującej się na naszych oczach ofiary, jaką składa Bóg z miłości do każdego z nas? Czy można? Odpowiedzią niech będzie inne pytanie: kiedy ostatnio byłem na adoracji Najświętszego Sakramentu?
Matko, czyż serce nie może „pęknąć” z bólu, gdy widzi się, jak Nieskończona Miłość nie jest kochana? Czy Twoje Serce nie cierpi, gdy widzisz, że Twe dzieci nie wierzą w realną obecność Twego Syna w Komunii Świętej, czy też przyjmują Go, będąc w grzechu ciężkim? A czyż tak się czasem nie dzieje? Nie zawsze uczestniczymy we Mszy św. niedzielnej, nie zawsze w pełnym skupieniu, czasem zbyt wiele w naszym sercu przyzwyczajenia, rutyny, znudzenia.
Matko ukochana, rozumiem teraz głębiej, dlaczego prowadzisz mnie w pierwsze soboty do spowiedzi i do Komunii Świętej. Dziękuję Ci za to, iż otwierasz mi oczy, że pomagasz mi dostrzec Jezusa, który jest tak blisko.
Ufam, iż choć trochę ulżę Twemu cierpieniu, jeśli wyznam, iż wierzę, że Jezus Chrystus jest obecny w Eucharystii, a Ty jesteś Jego Matką – Matką Boga!
Ks. dr Krzysztof Czapla SAC