Nie wytrzymał nagonki
Piątek, 4 kwietnia 2014 (13:45)Brendan Eich nie wytrzymał presji i nasilonej krytyki kierowanej pod jego adresem. Był szefem Mozilli zaledwie dwa tygodnie. Wzmożony atak przeciwko Eichowi skierowały środowiska homoseksualne.
Były już prezes Mozilli zrezygnował także z udziału w zarządzie Fundacji Mozilla, która jest organizacją non-profit – podaje brytyjska telewizja BBC. W przeszłości Eich był nie tylko współtwórcą firmy, ale także autorem języka skryptowego JavaScript.
Medialna burza wybuchła wokół Eicha po tym jak ujawniono informacje, że w 2008 roku wsparł fundację, która działała na rzecz wprowadzenia w amerykańskim stanie Kalifornia tzw. Propozycji 8. Zakłada ona odebranie parom tej samej płci prawa do zawierania związków małżeńskich. Propozycję 8. poparła większość mieszkańców stanu, ale w ubiegłym roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych ostatecznie odrzucił nowe prawo i orzekł, że jest niezgodne z amerykańską konstytucją.
O sprawie informowalismy w artykule „Atak za poglądy”. Dopóki Eich był jedynie dyrektorem technicznym zajmującym się rzeczami, których większość osób nawet nie chce rozumieć, nikt o tym nie wiedział.
Zaledwie kilkanaście godzin po ogłoszeniu jego nominacji o darowiźnie wiedziała już cała społeczność Mozilli i spora część świata IT. Reakcja środowisk homoseksualnych była natychmiastowa. Sytuację podgrzewał fakt, że nowy dyrektor Mozilli nie zamierzał przepraszać ani za swoje poglądy na naturę małżeństwa, ani za tysiąc dolarów, jakie na swoje poglądy postawił.
Amerykańskie media społecznościowe zawrzały. Pod adresem nowego szefa Mozilli kierowano oburaźliwe komentarze i żądania natychmiastowego jego ustąpienia. Ponadto internauci próbowali szantażować Mozillę, deklarując, że zaczną korzystać z Google Chrome czy Internet Explorera – produktów firm, które otwarcie prowadzą politykę przychylności wobec społeczności LGBT. Sama Mozilla nie wiedziała, co zrobić, jej pracownicy zaczęli na własną rękę publikować bardzo zróżnicowane opinie o nominacji.
BBC podaje, że przeciwko Eichowi protestowali przede wszystkim pracownicy Mozilli z najwyższych szczebli. Część z nich zrezygnowała nawet ze swoich funkcji. Ponadto z korporacji odeszło trzech członków zarządu.
Eich nie chciał komentować swojego dawnego wsparcia dla fundacji walczącej o zakaz małżeństw jednopłciowych. Przekonywał natomiast, że nie zamierza zmieniać obowiązujących w Mozilli zasad dotyczących równości, wolności słowa oraz przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, wyznanie oraz orientację seksualną.
MPA