OFE czy ZUS – oto jest pytanie
Wtorek, 1 kwietnia 2014 (14:25)Od dzisiaj przez cztery najbliższe miesiące, czyli do 31 lipca br., Polacy mają możliwość wyboru, czy chcą przekazywać całość swojej składki emerytalnej do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), czy chcą pozostawić przynajmniej jej część w otwartym funduszu emerytalnym (OFE). Chodzi wprawdzie „tylko” o mniej więcej 15 proc. naszej składki emerytalnej (cała składka stanowi 19,52 proc. wynagrodzenia brutto), ale decyzja może być brzemienna w skutki.
OFE, po przeprowadzonych przez koalicję PO – PSL zmianach, stały się funduszami wysokiego ryzyka. W tym roku mają obowiązek utrzymywania aż 75 proc. swoich aktywów w akcjach. Przy tak ogromnej niepewności na giełdzie, związanej z kryzysem europejskim i wydarzeniami na Ukrainie, sytuacja jest niezwykle zmienna. Przy spadku wartości akcji ci, którzy zostawią swoje pieniądze w OFE, mogą sporo stracić. Co prawda w następnych latach wielkość aktywów, które muszą być ulokowane w akcjach, będzie maleć o 20 proc., ale ten rok jest niezwykle drażliwy. Dlatego też zalecam ubezpieczonym w OFE przeniesienie się do ZUS.
Wprawdzie mówi się, że w ZUS są wirtualne pieniądze, istotnie są tam zapisy na indywidualnych rachunkach ubezpieczonych, ale mimo wszystko ta instytucja ma gwarancję budżetu państwa. I dopóki będziemy uchwalali co roku budżet, dopóty będziemy przewidywać dotacje Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). W związku z tym ZUS, który nim zawiaduje, będzie wypłacalny.
Podstawą tego wszystkiego jest oczywiście liczba osób pracujących, bo to z obecnie wpłacanych składek, niezależnie od systemu, wypłacane są świadczenia dla obecnych emerytów. Jeżeli liczba pracujących będzie się utrzymywała albo rosła, wtedy wypłacalność ZUS nie powinna być kwestionowana. Natomiast w sytuacji, kiedy liczba osób pracujących w Polsce będzie się zmniejszać, to wydolność FUS stanie pod znakiem zapytania. Jednak i tak ubezpieczenia kapitałowe nie mają przewagi, ponieważ OFE inwestują w papiery wartościowe, a ich wartość jest związana z rozwojem gospodarki. Jeżeli polska gospodarka nie będzie się rozwijać, to także wartość tych papierów nie będzie rosła. A OFE staną się w ten sposób bardzo iluzoryczne.
Z nowelizacji ustawy o funduszach emerytalnych była zadowolona większość koalicyjna Platformy i PSL, rząd Donalda Tuska, prezydent Komorowski, a także same fundusze. Koalicja i rząd cieszyli się, bo dzięki przechwyceniu około 150 mld zł aktywów OFE zmniejszyli wydatki budżetu państwa na 2014 r. o 23 mld zł (o 8 mld zł mniejsze wydatki na obsługę części krajowej długu publicznego i o ponad 15 mld zł zmniejszone dotacje do FUS) i w związku z tym deficyt budżetu państwa wynosi „tylko” 47,7 mld zł. Ponadto zmniejszenie na papierze długu publicznego o ponad 150 mld zł, wynikające z umorzenia obligacji skarbowych będących w posiadaniu OFE na taką sumę, spowoduje obniżenie długu publicznego minimum o 8 proc. PKB. Pozwoli to obecnie rządzącej koalicji uniknąć konieczności wykreślenia z ustawy o finansach publicznych II progu ostrożnościowego (przekroczenia przez dług publiczny wartości 55 proc. PKB). Uchroni ich także od zarzutu zdemolowania finansów publicznych w ciągu 6 lat rządzenia.
Gdyby nie ta operacja, nie udałoby się przygotować budżetu państwa na 2014 r. w sposób odpowiedzialny i rząd Donalda Tuska musiałby się przyznać do klęski, a nie chciał tego zrobić. Koalicja zdecydowała się na taki ruch z chęci utrzymania się przy władzy, a nie pomocy ubezpieczonym w OFE.
Deklarując, że ludzie mają wybór pomiędzy ZUS a OFE, odsyła się ludzi do funduszu ogromnego ryzyka. Nie ma takich funduszy emerytalnych na świecie, które nakazywałyby inwestycje 75 proc. w akcje, bo wówczas jest to fundusz wysokiego ryzyka. Osobom, które zostaną w OFE, każe się w tym roku grać na giełdzie o część swojej emerytury. Żadne odpowiedzialne państwo nie przymusza swoich obywateli do takiego ryzyka. A jednak rząd PO i PSL to zrobił.
Autor jest posłem PiS, członekiem sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
dr Zbigniew Kuźmiuk