• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Francuzi odporni na kosmetyczne triki Hollande’a

Wtorek, 1 kwietnia 2014 (12:29)

Kompromitacja francuskich socjalistów w wyborach samorządowych jest sroga. Takiej porażki prezydent François Hollande nie wyśnił nawet w najczarniejszym koszmarze. Miał, rzecz jasna, świadomość, że jest źle, ale wyniki przerosły jego obawy, bo skończyło się katastrofą. Porażka widoczna jest szczególnie w Limoges, w dużym mieście stanowiącym od przeszło stu lat bastion lewicy. W dziesięciu miastach powyżej 100 tys. mieszkańców Partia Socjalistyczna straciła władzę na rzecz konserwatystów z Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP). W sumie 155 miast powyżej 9 tys. mieszkańców należy teraz do prawicy.

Nie wygląda to na nieszczęśliwy przypadek, ale na stałą tendencję, tym bardziej że obywatele mieli dopiero teraz po raz pierwszy możliwość wyładowania swojej złości na władzy socjalistów i warto dodać, że nawet przy skompromitowanym Sarkozym, w 2008 roku prawica straciła mniej, bo tylko 90 miast na rzecz lewicy. A wybory do Parlamentu Europejskiego już w maju.

Coś należało zatem z tym zrobić. Polityczna decyzja była jednak chybiona, bo przyjęcie dymisji premiera Jean-Marc Ayrault i jego rządu nikogo nie usatysfakcjonuje ani nie uspokoi fatalnych nastrojów obywateli V Republiki. „Zrozumiałem jego decyzję″, stwierdził beztrosko Hollande, uwzględniając wyniki wyborów, tak jak gdyby to Ayrault był odpowiedzialny za tę dotkliwą porażkę. Wiadomo jednak, że jakiś kozioł ofiarny musiał się znaleźć, ale doprawdy, nie poprawi to humorów po lewej stronie sceny politycznej.

Jedyne, co by teraz uradowało Francuzów, ba, wywołało ich euforię, to podanie się do dymisji głównego sprawcy wszelkich kompromitacji Francji, czyli prezydenta Hollande’a, i rozpisanie nowych wyborów prezydenckich. Socjaliści nie byli jednak nigdy ludźmi honoru i zrozumiałe jest, że czerpanie korzyści z faktu urzędowania na najwyższym stanowisku państwowym będzie trwało nadal, aż do całkowitego wyczerpania, czyli do pełnej utraty władzy wraz z wygaśnięciem kadencji. A nastąpi to dopiero w maju 2017 roku.

Hollande tak łatwo nie zrezygnuje, nawet jeśli poziom poparcia spadłby poniżej 10 proc., co wcale nie jest nierealne. Dzisiejsze wyniki wyborów samorządowych to pierwszy wstrząs wulkanu zagłady dla lewicy francuskiej. Z każdym miesiącem socjaliści tracą, za co odpowiada nieudolny prezydent, który znalazł się w tym miejscu wyłącznie za sprawą kompromitacji swojego bezpośredniego poprzednika Nicolasa Sarkozy’ego, który znowu zyskuje w oczach Francuzów, gdy porównują go do aktualnego gospodarza Pałacu Elizejskiego. Ten zresztą nie ukrywa powrotu do „gry o tron″.

Dotychczasowy minister spraw wewnętrznych 51-letni Manuel Valls na czele nowego rządu to zabieg kosmetyczny i propagandowy zarazem. Jak zauważają eksperci, wybór pupilka Hollande’a, ministra Vallsa to symboliczna decyzja odchodzenia od ideałów lewicowych, bo jest on utożsamiany z prawicowym myśleniem i nie podoba się socjalistycznemu betonowi. Zaś trik PR-owski dlatego, ponieważ jest on dobrze oceniany przez francuską opinię publiczną.

W nieodległej przyszłości miejsca socjalistów, co jeszcze bardziej ich przeraża, wcale nie musi zająć „odwieczny” rywal UMP, ale Front Narodowy, skrajna prawica wnuczki Le Pena, Marine, dziś wprawdzie trzecia siła polityczna Francji, ale prezydent Hollande zdaje się we wszystkim, co robi, łącznie ze swoimi obyczajowymi skandalami, pracować na jej sukces.

Dr Tomasz M. Korczyński