• Wtorek, 21 kwietnia 2026

    imieniny: Anzelma, Feliksa, Zelmiry

Pustki przy łóżku chorego

Wtorek, 1 kwietnia 2014 (02:10)

Będzie mniej pielęgniarek w szpitalach i przychodniach, co spowoduje pogorszenie warunków opieki nad pacjentami i zagrozi bezpieczeństwu chorych – tak samorząd pielęgniarski ocenia rozporządzenie ministra zdrowia o normach zatrudnienia sióstr, które wejdzie w życie 1 kwietnia.

Rozporządzenie ministra Bartosza Arłukowicza nie określa, jaka powinna być minimalna obsada pielęgniarska na oddziałach szpitalnych w stosunku do liczby chorych czy specyfiki leczenia. Resort zdrowia uznał, że będą decydowali o tym dyrektorzy placówek, zwalniając z tego ministra. A dyrektorzy z powodu oszczędności mogą ograniczać liczbę etatów. – Jest to w gestii pracodawcy, który działa w porozumieniu z samorządami i związkami zawodowymi. Według przeprowadzonych przez nas ankiet jedne zakłady twierdzą, że jest potrzeba zatrudnienia większej ilości pielęgniarek, inne, że takiej potrzeby nie ma – stwierdził podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia Aleksander Sopliński, wiceminister zdrowia. Nie sprecyzował jednak, kto te ankiety przeprowadził i jakiego algorytmu używano przy liczeniu personelu niezbędnego na oddziałach szpitalnych.

Rada krytykuje ministra

Wprowadzone rozwiązania spotkały się z krytyką Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Głównym zastrzeżeniem ze strony Rady jest to, że co innego minister zdrowia konsultował z samorządem zawodowym, a co innego napisał w swoim rozporządzeniu. NRPiP przypomina, że celem tych przepisów miało być zapewnienie właściwej jakości opieki nad chorymi, a tymczasem nowe prawo może skutkować w praktyce zmniejszeniem liczby pielęgniarek i położnych zarówno na oddziałach szpitalnych, jak i w przychodniach. Skutkiem tego będą zaś problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa pacjentom oraz przestrzeganiem zasad bezpieczeństwa pracy pielęgniarek i położnych.

– W rozporządzeniu nie ma w ogóle wartości czasowych, jeśli chodzi o pracę białego personelu w lecznictwie otwartym. Kto więc i jak policzy czas jego pracy? Oczywiście można wskazać, że ten czas policzą pielęgniarki. Ale to nie gwarantuje obiektywizmu w stosunku do pracodawcy – zaznaczyła Grażyna Rogala-Pawelczyk, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Kolejnym zastrzeżeniem ze strony samorządu jest obniżenie czasu tzw. pielęgnacji pośredniej (obserwacja monitorów, przygotowanie materiału do sterylizacji, prowadzenie dokumentacji medycznej, transport pacjentów) do 25 procent czasu pracy białego personelu – projekt pierwotny uzgadniany z samorządem pielęgniarskim zakładał, że będzie to od 25 do 50 procent. – Z badań w niektórych zakładach wynika, że ten czas sięga czasem nawet 80 procent. Tak jest na przykład na oddziałach intensywnej terapii – mówiła Rogala-Pawelczyk. Ponadto z rozporządzenia zniknął konsultowany z pielęgniarkami zapis o tym, że na jednej zmianie mają być co najmniej dwie pielęgniarki. Według rozporządzenia – może być tylko jedna.

Pielęgniarki są rozczarowane ministerialnym rozporządzeniem. Wskazują na to, że wiele ich koleżanek jest skłanianych do przechodzenia na kontrakty. Wtedy pracują w kilku placówkach i co miesiąc mają przepracowanych nawet po 300 godzin. Oznacza to przemęczenie i gorszą jakość pracy, co nieuchronnie też odbija się na bezpieczeństwie pacjenta i poziomie opieki nad nim. Dlatego potrzeba norm, które określą, ile pielęgniarek powinno być na oddziałach w placówkach korzystających z publicznych pieniędzy. Pielęgniarki domagają się więc nowelizacji istniejących przepisów. – Obiecywali nam to i były wiceminister zdrowia Krzysztof Chlebus i wiceminister Sławomir Neumann – mówiła Rogala-Pawelczyk.

Za mało pielęgniarek

Jej argumentację wsparła opozycja, która wskazuje, że rząd powinien poprawiać, a nie pogarszać warunki pracy pielęgniarek, bo to mogłoby spowodować zwiększenie zainteresowania młodych ludzi tym zawodem. – Sytuacja jest patowa. Dziś więcej pielęgniarek odchodzi z zawodu, niż go podejmuje. Średnia wieku pielęgniarki to 47 lat. Mamy jeden z najniższych wskaźników w UE, jeśli chodzi o opiekę pielęgniarską: na tysiąc mieszkańców przypada zaledwie 7,3 pielęgniarki, podczas gdy na przykład w Danii aż 15,4. I jakie rząd na to przygotował rozwiązanie? Otóż takie, że normy zatrudnienia będą dowolne, będzie je kształtował dyrektor lecznicy. I po drugie, że ta pielęgniarka ma pracować do 67. roku życia. To nonsens. Jak ministerstwo wyobraża sobie pracę jednej 66-letniej pielęgniarki na nocnym dyżurze opiekującej się 20 chorymi? – dopytywał poseł Czesław Hoc (PiS). – Wygląda na to, że ministerstwo szykuje gorzki i niesmaczny prezent dla środowiska pielęgniarek i położnych na prima aprilis. Jeżeli to zestawimy z tym skracaniem kolejek, to proszę wybaczyć: trudno nie być w najwyższym stopniu zbulwersowanym – kwitował Tomasz Latos (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.

Ministerstwo Zdrowia deklaruje, że jest gotowe do wprowadzenia korekt do rozporządzenia. Potrwa to jednak kilka tygodni.

Anna Ambroziak