Krok we właściwym kierunku?
Wtorek, 1 kwietnia 2014 (02:03)Na obraz Boży go stworzył (Rdz 1, 27)
Święto Zwiastowania Pańskiego, Dzień Świętości Życia stał się okazją do wielorakiego przypomnienia świętości daru Bożego przez modlitwę, spotkania liturgiczne i marsze w obronie życia. Pojawiły się także dyskusje w mediach, zwłaszcza katolickich. Dodatkową okazją do dyskusji była kolejna próba uściślenia prawa chroniącego człowieka od momentu jego poczęcia. Tym razem troska projektodawców odnosiła się do sposobu dokumentowania diagnozy badań prenatalnych. Wyniki tych badań miałyby usprawiedliwić zabicie dziecka, czyli dokonanie aborcji. Nazwano tę próbę „krokiem we właściwym kierunku.”
Nie jest to ochrona prawna człowieka niewinnego przed agresją ze strony osób najbliższych, przed opinią, która pozwala na zabijanie nienarodzonych. Jest to tylko próba stworzenia dodatkowych wymagań formalnych, które ostatecznie można wypełnić i zabić niewinnego człowieka. Jest to próba zmniejszenia ilości zabójstw przez dodatkowe obostrzenia proceduralne. To nazywa się „krokiem we właściwym kierunku”. Sam fakt, że zabijanie człowieka będzie obwarowane dodatkowymi utrudnieniami, ma być niby postępem w rozwoju moralności społecznej. Tak jakby ktoś stawiał wymagania: możesz strzelać do drugiego człowieka, ale musisz mieć broń wyjątkowo kosztowną.
To jest sposób uspokajania sumienia, natomiast ta próba nie załatwia sprawy istotnej, nie pokazuje pełnego obrazu zła moralnego, które legalizujemy. Nie zmienia też oceny kompetencji Sejmu, uznając, że prawodawca i lekarz specjalista otrzymują upoważnienie do podejmowania i wykonania wyroku śmierci. Jakie są skutki takiej niby aktywności? Pozostaje zawsze możliwość zabicia, czyli pozostaje wąska szczelina, przez którą szybko, jak przez otwarte wrota, bez żadnych przeszkód, wchodzi procedura uzbrojona w takie słownictwo i w takie kompetencje parlamentarno-medyczne, które faktycznie pozwalają swobodnie zabić każde dziecko.
Ten mechanizm obserwujemy od początku, sięgając do historii w Polsce, od 1956 roku, czyli od pierwszej komunistycznej ustawy, która w istocie nie zmieniła się do dzisiaj. To jest pomnik zła moralnego, przywieziony z Moskwy, pomnik, którego troskliwe odnawianie przejęli na siebie liberałowie z Zachodu.
W polskim parlamencie, począwszy od Sejmu kontraktowego, podjęto próbę ustanowienia prawa, które w pełni zabezpieczy każdego człowieka. Nie podaję ani opcji politycznych przedstawicieli parlamentu, tym bardziej nazwisk, żeby tego głosu nie włączano w próbę kampanii wyborczej. Obserwuję te próby bardzo szczegółowo z osobistą rozmową w zespołach parlamentarnych.
W komisji nadzwyczajnej powstał projekt, który leży do dzisiaj w archiwum Sejmu i który językiem prawa stanowionego powtarza to, co zabezpieczył Stwórca, posyłając człowieka jako gospodarza na ziemię. Niestety, zawsze znalazła się jakaś grupa posłów – do dzisiaj ta opcja nie tylko funkcjonuje na terenie parlamentu, ale przez różne sposoby działania ma bardzo znaczący wpływ – która zawsze znalazła jakiś powód, aby zamącić jasną wodę. Zagubione umysły posłów podejmowały decyzje błędne, tzn. wprowadziły wyjątki. I tu jest źródło wszelkiego zła. Także dzisiaj mówi się powszechnie: jeśli masz pieniądze, możesz załatwić sobie „zabieg”. Formalności wymagane wyspecjalizowani lekarze zawsze potwierdzą. Wraca jak echo ta formuła: dopracowaliśmy się kompromisu, na który godzi się też strona kościelna.
Ks. bp Stanisław Stefanek TChr