Biznes ważniejszy od praw człowieka
Poniedziałek, 31 marca 2014 (19:44)Prezydent Obama nie miał czasu na rozmowy o prawach człowieka w Arabii Saudyjskiej. Tak jak przypuszczałem, prezydentowi Stanów Zjednoczonych, który sporo ostatnio podróżował po świecie, zabrakło czasu na uprawianie polityki wartości. Podczas piątkowej wizyty w Arabii Saudyjskiej nie udało mu się podjąć rozmów z królem Abd Allah ibn Abd al-Aziz Al Su’udem o sytuacji praw człowieka w surowym i totalitarnym królestwie wahabitów. Zabrakło czasu, bo wizyta była dość krótka.
Araba Saudyjska, ziemia Mahometa to ważny gracz i strategiczny partner dla USA w walce ze światowym terroryzmem, więc lepiej nie podejmować delikatnych wątków, mogących urazić monarchę.
Podtrzymanie dobrych, ba, przyjacielskich relacji z najważniejszym eksporterem ropy naftowej, oto cel sam w sobie tych dwóch godzin wymiany grzeczności. Demontaż syryjskich sił al-Asada i budowanie opozycji wobec Iranu, współpraca gospodarcza i polityczna nie pozostawiły miejsca na pomniejsze sprawy. Rzeczywiście powszechne łamanie praw człowieka, brak wolności religijnej, swobód obywatelskich w Arabii Saudyjskiej nie jest w końcu sprawą priorytetową. W królestwie można otwarcie i bezkarnie ścinać ludzi za konwersję z islamu na chrześcijaństwo, dokonywać obław na katakumbowych wyznawców Chrystusa w ich prywatnych domach przez milicję religijną, muttawę, w więzieniach torturować więźniów sumienia, prowadzić politykę uprzedmiatawiania kobiet, tolerować handel ludźmi, przymykać oczy na finansowanie przez Abdullaha ruchów fanatycznych, montowanie instytucji muzułmańskich w USA i Unii Europejskiej, w tym w Polsce, budowę meczetów, przy jednoczesnym braku pozwolenia na budowę kościołów w samej Arabii Saudyjskiej.
To, że Barack Obama nie znalazł czasu na poruszenie spraw związanych z deptaniem wolności religijnej czy zwrócenie uwagi na fakt prześladowania chrześcijan przez Rijad, nie dziwi. Trudno tego wymagać od socjalisty, ale na pewno feministki są zagniewane na swojego prezydenta, bo w ogóle nie zająknął się słowem o łamaniu praw kobiet.
W Arabii Saudyjskiej mieszkają i pracują miliony chrześcijan, głównie katolików, którzy przyjeżdżają przede wszystkim z Azji i Afryki do tego królestwa. Są traktowani haniebnie, niczym niewolnicy, a przy okazji zmuszani do przechodzenia na islam (na najradykalniejszą jego formę, czyli wahabizm).
System prawny, gdzie nie funkcjonuje żadna konstytucja, jest oparty na Koranie, zgodnie z którym zmiana islamu na jakiekolwiek inne wyznanie jest karana śmiercią. Nielegalne jest ewangelizowanie muzułmanów i rozpowszechnianie Biblii oraz chrześcijańskiej literatury, a także innych niemuzułmańskich publikacji.
Nawróceni na chrześcijaństwo muzułmanie żyją w ciągłym strachu z powodu honorowych zabójstw, których dokonywanie nie jest przestępstwem. Zrozumiałe zatem, że z obawy o własne życie wielu konwertytów decyduje się na ucieczkę z kraju. Deportacje obcokrajowców, którym udowodni się głoszenie Ewangelii, nie należą do rzadkości, podkreśla międzynarodowe Dzieło chrześcijańskie Open Doors w swoim rocznym raporcie na temat stanu wolności religijnej na świecie.
W 2013 r. spotkania kilku wspólnot chrześcijańskich emigrantów zostały zakłócone przez policję oraz policję religijną. Kilkudziesięciu wyznawców zostało zatrzymanych, a wszyscy, których status rezydenta był nieaktualny, zostali deportowani. Ciekawe jednak, że pomimo eskalacji przemocy liczba nawróconych z islamu i innych religii wciąż wzrasta, a wraz z nią odwaga wierzących do dzielenia się swoją nową wiarą.
Na najnowszym Światowym Indeksie Prześladowań Chrześcijan 2014 Open Doors, czyli na liście 50 krajów, gdzie w XXI wieku najbardziej prześladuje się chrześcijan, Arabia Saudyjska znajduje się w pierwszej dziesiątce, zajmując wstydliwą szóstą pozycję.
Dr Tomasz M. Korczyński