Lekcja bicia opozycji
Wtorek, 14 sierpnia 2012 (07:07)Białoruskie władze wprowadzają do szkół, w trybie pilnym, nową edycję podręcznika do przysposobienia obronnego. Byli żołnierze armii sowieckiej uzasadniają w nim zastosowanie przemocy podczas pacyfikacji demonstracji z 19 grudnia 2010 roku.
Jak pisze portal Kresy24.pl, to próba wzmocnienia negatywnych emocji w i tak podzielonym społeczeństwie. Chodzi o urabianie nieświadomej politycznie młodzieży. Nowa edycja podręcznika do przysposobienia obronnego, który od września wchodzi do białoruskich liceów, zawiera dodatkowy rozdział zatytułowany "Wojna informacyjna", w którym autorzy, czyli byli żołnierze Armii Czerwonej, brutalne działania OMON-u sprzed prawie dwóch lat opisują jako wzorcowo przeprowadzoną operację, a jej organizatorów jako finansowanych przez Zachód wichrzycieli. Obowiązkowy dla wszystkich licealistów materiał ma wzbudzać u młodych osób nienawiść do przeciwników politycznych urzędującej władzy, a społeczeństwo białoruskie przekształcić w "koszary dla idiotów".
Siła propagandy
W dodanym rozdziale, którego treść opublikował jako pierwszy rosyjskojęzyczny portal Revbel.org, możemy przeczytać m.in. treści typu: "Przykładem aktywnego przeciwdziałania agresji informacyjnej może być kontrpropaganda, przeprowadzona w Republice Białorusi po nieudanym spisku mającym na celu obalenie rządu w grudniu 2010 roku. Niemogący znieść klęski w wyborach prezydenckich z 19 grudnia 2010 niektórzy ekskandydaci starali się przejąć władzę siłą. Pomagały im w tym zagraniczne służby wywiadowcze, korzystali ze wsparcia zachodnich struktur, które zaplanowane i przygotowane było znacznie wcześniej". Wojskowi propagandyści wyjaśniają, że najważniejsze w kontrpropagandzie jest powoływanie się na "wiarygodne fakty, statystyki i przekonujące podstawy prawne". Podkreślają, że za sianie nieprawdziwych informacji mających na celu destabilizację kraju odpowiadają opozycyjne media, w tym m.in. portal internetowy "Karta 97". "Zaraz po zamknięciu lokali wyborczych strona internetowa "Karty 97" pośpieszyła z niezwykłą wiadomością, że jeden z kandydatów na prezydenta ogłosił upadek "reżimu Łukaszenki" i zapowiedział powołanie "rządu ocalenia narodowego". W tym samym momencie "bojownicy" wybijali okna i drzwi w siedzibie rządu" - czytamy w podręczniku.
Autorzy podkreślają, że w tym czasie funkcjonariusze milicji rozpędzali - na pewno kulturalnie - uczestników finansowanego przez Zachód nielegalnego zgromadzenia na placu Niepodległości, zatrzymując jedynie "najbardziej agresywnych sprawców". "Kolejnym etapem było dochodzenie do prawdy, sukcesywne docieranie do ludzi, którzy we wszystko to byli zamieszani. Białoruska telewizja pokazała program "Plac. Żelazem po szybie". W tym dokumentalnym filmie przedstawiona była cała dynamika nieudanego zamachu: planowanie spisku, pieniądze europejskich fundacji, wezwania do pójścia na ulicę, brutalne oblicze pijanych młodzieńców i wybijanego szkła" - piszą. Dalej czytamy: "O politycznych spiskach i jego konsekwencjach mówiono w radiu. Gazety publikowały artykuły, telewizja pokazywała filmy dokumentalne, zdjęcia, reakcje oburzonych obywateli. Gazeta "Sowiecka Białoruś" w rubryce "Za kulisami spisku" opublikowała serię artykułów pt.: "Niektóre odtajnione dokumenty dotyczące wydarzeń z 19 grudnia". Opublikowano kopię "Planu Strategicznego" skład "Rządu Ocalenia Narodowego", umowy dotacji, instrukcje wysyłania nielegalnych pieniędzy na Białoruś. Z dokumentów jasno wynikało, kto o co prosił, kto za co płaci". I - jak twierdzą autorzy - "jeden z kandydatów na prezydenta, na realizację swojego planu "zwycięskiej strategii" poprosił zachodnich sprzymierzeńców o ponad 19,2 mln dolarów amerykańskich". Posługując się powyższymi faktami (sic!) niezbicie dowodzącymi - a jakże - olbrzymią rolę niepaństwowych, czyli wspieranych przez Zachód wrogich władzy mediów, czołowi oficerowie - specjaliści od propagandy - podsumowują, że podstawowym warunkiem zachowania suwerenności informacyjnej państwa i jego rozwoju jest zachowanie państwowych mediów, które jako jedyne są w stanie rozróżnić przedzierającą się do medialnej rzeczywistości zachodnią propagandę.