Sabotaż w zakresie bezpieczeństwa
Piątek, 28 marca 2014 (14:26)Sytuacja za wschodnią granicą staje się coraz bardziej napięta, tymczasem Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogranicza obsadę placówek granicznych. Przykładem jest Placówka Straży Granicznej w Sanoku, gdzie ilość etatów zredukowano z 90 do 50. W ocenie posła Bogdana Rzońcy (PiS), takie działania to sabotaż w zakresie bezpieczeństwa państwa.
Placówka Straży Granicznej w Sanoku wchodząca w skład Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej wprawdzie nie zabezpiecza bezpośrednio granicy z Ukrainą, ochraniając 98-kilometrowy odcinek granicy ze Słowacją, ale przez strefę jej działania przebiega droga do przejścia granicznego z Ukrainą w Krościenku. Na obszarze tym występuje duży ruch turystyczny, głównie w kierunku wschodnim, w stronę Ukrainy oraz Bieszczad. Liczba strażników jest niewystarczająca i w obecnej obsadzie pogranicznicy nie są w stanie należycie wypełniać swoich obowiązków, co z kolei stwarza realne zagrożenie bezpieczeństwa państwa. Świadczy o tym chociażby ostatnie zdarzenie związane z nielegalnym przekraczaniem południowej granicy państwa polskiego. 24 marca w centrum Jasła z samochodu ciężarowego zarejestrowanego w Grecji, przecinając plandekę, wyskoczyło pięciu obywateli Pakistanu, którzy ukrywając się w tym pojeździe, nielegalnie przekroczyli przejście drogowe ze Słowacją w Barwinku.
Straż czy asysta...?
Poseł Rzońca wydarzenie to łączy z redukcją etatów i likwidacją w strukturach etatowych Straży Granicznej w Sanoku Grupy Granicznej – komórki organizacyjnej przewidzianej do wykonywania zadań patrolowych. W rozmowie z NaszymDziennikiem.pl parlamentarzysta podkreśla, że brak grupy patrolowej na przejściu w Barwinku, przez które w ciągu doby przejeżdża ok. 1200 TIR-ów, jest skandalem i skrajną nieodpowiedzialnością.
– Przy obecnej obsadzie Straż Graniczna w Sanoku ma możliwość skontrolowania zaledwie 2 proc. samochodów jadących z Bałkanów, Turcji, Grecji do Skandynawii, Rosji i na Ukrainę. Czy zatem nie zachodzi potrzeba zwiększenia etatów po to, aby Straż Graniczna mogła realnie, a nie fikcyjnie wykonywać swoje obowiązki? – pyta poseł Rzońca, który wystosował w tej sprawie interpelację do szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza.
W jego ocenie, w tej sytuacji zasadne jest także pytanie, czy nie jest to celowe działanie MSW, zmierzające do likwidacji Placówki Straży Granicznej w Sanoku. Za tą tezą przemawiają także inne fakty. – W 2012 r. Straży Granicznej odebrano i przekazano na rzecz Starostwa Powiatowego w Sanoku boisko sportowe i bieżnię o powierzchni ok. 0,5 ha, która służyła strażnikom do ćwiczeń i utrzymywania odpowiedniej kondycji fizycznej. Teraz MSW chce sprzedać 14 garaży na samochody służbowe, stację benzynową, myjnię o powierzchni 0,5 hektara. W mojej ocenie, takie działania na pewno nie wzmacniają, ale osłabiają potencjał Straży Granicznej. Czy w związku z sytuacją na Ukrainie w tym przypadku nie możemy mówić wręcz o sabotażu w zakresie bezpieczeństwa? – pyta zażenowany poseł.
Bezpieczeństwo na pół gwizdka
Tymczasem 1 maja tego roku wchodzi w życie znowelizowana ustawa o cudzoziemcach nakładająca na komendanta Straży Granicznej w Sanoku nowe obowiązki, które dotąd były w zakresie wojewody podkarpackiego. Chodzi m.in. o prowadzenie postępowań administracyjnych dotyczących zobowiązania cudzoziemców do powrotu, a także postępowania administracyjnego o zgodzie oraz cofnięciu zgody na pobyt ze względów humanitarnych i zgodzie na pobyt tolerowany.
Zdaniem posła Rzońcy, przy obecnej strukturze zatrudnienia, bez wzmocnienia etatowego, wypełnienie tych obowiązków przez Placówkę Straży Granicznej w Sanoku będzie niemożliwe. – Powstaje zatem pytanie, czy wszystkie te działania nie zmierzają do likwidacji Placówki Straży Granicznej w Sanoku, tak jak w ramach reorganizacji uczyniono już w kilku miejscach kraju – zastanawia się Rzońca.
Mariusz Kamieniecki