• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Wojna religijna czy wojna domowa?

Piątek, 28 marca 2014 (10:35)

W tym miejscu chciałbym napisać o innym typie wojny, bardzo gwałtownym, który określa się zazwyczaj mianem wojny domowej, ale który ma o wiele głębszy charakter, bo jest przejawem wojny religijnej, do tego prowadzonej współcześnie na całym świecie przeciwko chrześcijaństwu i tak zwanej kulturze okcydentalnej.

Ta wojna od ponad dekady trwa w najlepsze w Nigerii, najludniejszym państwie Afryki. Chociaż jej przebieg ogranicza się praktycznie do północnych terenów Nigerii, to jednak źródłem i propagatorem tego krwawego konfliktu są kraje arabskie, międzynarodowe ugrupowania terrorystyczne, bierność Zachodu. W tym kontekście narodowość oraz miejsce na mapie świata to tylko drobny szczegół całego zarzewia konfliktu.

Portal NaszDziennik.pl dość często zwraca uwagę opinii publicznej w Polsce na problem islamskich terrorystów z ugrupowania Boko Haram. Działa ono od początku XXI wieku jako wyraz sprzeciwu wobec demokratyzacji nigeryjskiej federacji i na obszarach zamieszkałych głównie przez muzułmanów przyjęło formę zbrojnego ruchu sprzeciwu/oporu wobec wszystkiego co zachodnie. Od niedawna sekta ta jest oficjalnie uznana przez Al-Kaidę jako jej zbrojne skrzydło działające w Afryce Zachodniej. Nazwa sekty znaczy dosłownie „Zakazać zachodniego wychowania” lub „Zachodnia edukacja jest grzechem”. Członkowie Boko Haram oświadczyli, że za wrogów uważają nigeryjski rząd, instytucje edukacyjne, Kościół oraz muzułmanów o umiarkowanych poglądach.

Jest to oczywiście ideologiczna propaganda. Kiedy rozmawiałem z biskupem Hyacinthem Egbebo z Wikariatu Apostolskiego Bomadi w Nigerii, JE stwierdził, że paradoks sytuacji polega na tym, że na sztandarach Boko Haram niesione są, owszem, hasła kontestowania kultury, ba, cywilizacji zachodniej, ale już dobra materialne tej kultury są przez terrorystów z apetytem konsumowane i dość dobrze opanowane, w postaci broni, sprzętu technologicznego wysokiej jakości, wreszcie dolarów…

Pomimo licznych zagrożeń i wojny, jaka wykrwawia Nigerię, Kościół katolicki żyje i się rozwija. Jest to Kościół heroiczny. Każdy chrześcijanin z Nigerii ma świadomość, że uczestniczenie we Mszy św. lub nabożeństwie może oznaczać śmierć z ręki terrorystów, a jednak pomimo niebezpieczeństwa wierni skupiają się wokół swoich kapłanów i odważnie zmierzają na spotkanie z Chrystusem w Eucharystii.

Na ten fenomen wskazuje w ostatnim czasie międzynarodowe stowarzyszenie papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie. 16 marca br. ponad dwa tysiące ludzi z Maiduguri (północne tereny Nigerii) ryzykowało życie, uczestnicząc w niedzielnej Eucharystii. Ich miasto było bowiem w tym czasie bombardowane przez bojówkarzy Boko Haram. Ksiądz John Bakeni, kapłan celebrujący Mszę św., powiedział w rozmowie z PKwP, że katedra była „wypełniona po brzegi” i że gdy ataki nasilały się, uczestniczący w Eucharystii powiedzieli mu, iż woleliby zginąć w kościele niż gdziekolwiek indziej.

Ks. John Bakeni powiedział PKwP, że pomimo wybuchów bombowych nic nie powstrzymało wiernych, którzy przybyli do świątyni. „Widok wielu ludzi na Mszy św. wzbudził we mnie pokorę i podniósł na duchu. Kościół był pełny po brzegi. Gdy miałem już wygłosić kazanie, stwierdziłem, że nie jest to konieczne. Powiedziałem ludziom, że ich tak imponująca liczba jest najlepszym kazaniem”.

Kapłan poprosił Pomoc Kościołowi w Potrzebie o wezwanie ludzi na całym świecie do modlitwy za naród nigeryjski. „Błagam was, pomódlcie się, aby ta przemoc się już skończyła!”. Ksiądz Bakeni mówi, że wszyscy żyją w strachu i kierują wzrok ku Bogu. Kościół w Nigerii liczy na modlitwę.

To była jedna z najstraszniejszych w ostatnich miesiącach napaść zbrojna Boko Haram. Tysiące rebeliantów ubranych w mundury wojskowe napadło na koszary wojskowe w Maiduguri. Bojówki terrorystów przeprowadziły zmasowany szturm, odpalając granaty, rakiety, ostrzeliwując armię najnowocześniejszym sprzętem bojowym. Zdołali oswobodzić przetrzymywanych tam w aresztach bojówkarzy z własnych szeregów.

Kolejne ataki miały miejsce w poszczególnych dzielnicach i na terenie uniwersytetu. Podczas czterogodzinnych walk dwustu rebeliantów poniosło śmierć. W wyniku szturmu, który został wprawdzie odparty przez armię nigeryjską, zginęły setki ludzi.

Istnieją coraz większe obawy, czy nigeryjskie wojsko jest jeszcze w stanie powstrzymać ekstremistów. Ponadto sekta islamska infiltruje państwowe instytucje i wzrasta obawa, czy ekstremiści nie opanują w pełni Maiduguri.

Kolejnym problemem jest tajne porozumienie pomiędzy islamistami a żołnierzami. Pojawiały się bowiem doniesienia o cichej współpracy pomiędzy ekstremistami a niektórymi członkami armii nigeryjskiej. Taki stan rzeczy miałby wyjaśniać, dlaczego wojsko nie zdołało szybko pokonać wroga, a on dokonał tak wielkich spustoszeń i masakr.

Dr Tomasz M. Korczyński