Z Węgrowa na „Sen o Krzyżu”
Piątek, 28 marca 2014 (02:11)Z Janiną Giers z Koła Przyjaciół Radia Maryja w Węgrowie rozmawia Beata Falkowska
Jak zrodziła się myśl, by zorganizować wyjazd z Węgrowa do Warszawy na misterium „Sen o Krzyżu” w wykonaniu „Naszego Teatru”?
– Jeździlibyśmy na wszystkie spektakle, gdybyśmy mieli czas i pieniądze. Śledzimy poczynania wspaniałej aktorki Barbary Dobrzyńskiej i wszystkich artystów zaangażowanych w „Nasz Teatr”, których znamy z ich wielkiej przeszłości, a obecnie oglądamy na antenie Telewizji Trwam czy czytamy o nich na łamach „Naszego Dziennika”. Jesteśmy przekonani, że „Sen o Krzyżu” to arcyciekawa propozycja. Przy pomocy Ducha Świętego, w oparciu o wiarę będzie to na pewno piękne przeżycie duchowe, a wracając, pokłonimy się ks. Jerzemu Popiełuszce na Żoliborzu. Dziękuję za tych ludzi, za artystów „Naszego Teatru”, którzy robią tak piękne rzeczy dla zwykłych ludzi. Oby tych zwykłych ludzi na spektaklach „Naszego Teatru” nigdy nie zabrakło.
Udało się zebrać wielu chętnych na wyjazd na misterium?
– Mam grono przyjaciół, z którymi spotykamy się na modlitwie w naszej węgrowskiej bazylice. Wspólnymi siłami wyjazd został zorganizowany niemal jednocześnie, gdy zrodził się taki pomysł. Jadą nie tylko członkowie Koła Przyjaciół Radia Maryja, ale i osoby z Akcji Katolickiej, nauczyciele węgrowskich szkół. Ci wszyscy, którzy znają panią Barbarę Dobrzyńską czy zachwycają się śpiewem pana Ryszarda Morki. Wszyscy kochamy „Nasz Teatr”, Radio Maryja, „Nasz Dziennik”, Telewizję Trwam. Wspieramy te dzieła i rozumiemy ich rolę oraz potrzebę istnienia w tak trudnych czasach.
Może „Nasz Teatr” zagości kiedyś w Węgrowie?
– Mamy piękną bazylikę w centrum miasta, w której „Sen o Krzyżu” na pewno pięknie by wybrzmiał. Pomyślimy o tym. Na pewno jest zapotrzebowanie.
Dobry spektakl, film, książka mogą zmieniać ludzkie myślenie?
– Potrzebujemy dobrej kultury, bo ona oddziałuje na całego człowieka. Gdybym miała więcej czasu, sama zapisałabym się do jakiejś grupy teatralnej. Wciąż wokół nas, także wokół mnie, jest sporo ludzi zagubionych, błądzących. Mam na myśli takie osoby, które wychodzą z kościoła i głosują na lewicę, tych, którzy nie dali się zaprosić na film o płk. Kuklińskim, bo to dla nich zdrajca. Na szczęście na filmie „Jack Strong” w Domu Kultury w Węgrowie były tłumy, musiały być dodatkowe pokazy. Prostujemy swoje umysły, prostujemy swoje kręgosłupy, miejmy nadzieję, że nasz Naród dojrzeje.
Jest w ludziach chęć formacji, poszerzania horyzontów?
– Wiele osób w Węgrowie i okolicy korzysta z tego wszystkiego, co dzieje się przy parafii, z oferty Domów Kultury w Węgrowie i Sokołowie Podlaskim. Tydzień temu byliśmy na wykładzie dr Barbary Fedyszak-Radziejowskiej. U nas młodzi garną się do Kościoła. Mamy dobrych kapłanów, przewodników duchowych i oczywiście wspaniałego pasterza, ks. bp. Antoniego Dydycza. Słuchamy, dowiadujemy się, wspieramy, oddzielamy dobro od plew.
Często osobom skupionym w węgrowskim KPRM udaje się razem wyjeżdżać w Polskę, tam, gdzie dzieje się dobro?
– Jeździmy co roku na pielgrzymkę rocznicową Radia Maryja, na pielgrzymkę lipcową, na Dziękczynienie w Rodzinie. Cztery razy na przestrzeni ostatnich lat udało się nam być w Kaliszu. Bardzo cieszymy się z każdej takiej uczty duchowej. Taką radością są dla nas także spotkania opłatkowe w Węgrowie i Drohiczynie, na które przyjeżdżają ojcowie z Radia.
Co dają Pani te wyjazdy, spotkania w wymiarze ludzkim? Zawiązują się znajomości?
– Mam prawdziwych przyjaciół, których poznałam dzięki Radiu. Przytoczę jedną historię. Gdy w Krakowie został uruchomiony pociąg papieski, zorganizowałam wyjazd szlakiem bł. Jana Pawła II. Gdy już wszystko było dopięte: noclegi, bilety, zawahałam się i zadzwoniłam w nocy na antenę Radia Maryja z prośbą o pomoc do osób, które już były na wycieczce tym szlakiem papieskim. Zadzwoniła od razu pani Janina, przewodniczka z Krakowa. Skorzystałam z jej oferty pomocy. Czekała na naszą grupę z szarlotką na stopniach bazyliki łagiewnickiej. Wspaniała osoba. Dziękujemy Bogu za dar Radia Maryja, „Nasz Dziennik”, Telewizję Trwam, które nas jednoczą, dziękujemy o. Tadeuszowi Rydzykowi i wszystkim ludziom, którzy mają choćby najmniejszy wkład w te dzieła.