W Przedzielnicy jak w Auschwitz
Piątek, 28 marca 2014 (02:02)Dokumenty, jakimi dysponuje IPN w Rzeszowie, nie pozostawiają złudzeń. Z przesłuchań świadków, osób, które były więźniami Przedzielnicy i przeżyły, wynika jednoznacznie, że było tam jak w Auschwitz, a nawet gorzej. Więzieni poruszali się w ciężkich kajdanach, byli bici czy wręcz maltretowani.
Z dokumentami dotyczącymi Niemieckiego Zakładu Karnego w Przedzielnicy zapoznał się ks. dr Jacek Waligóra, kustosz sanktuarium maryjnego w Niżankowicach (Ukraina). Przed 32 laty Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie zawiesiła śledztwo w tej sprawie, ale akta pozostały. Niemiecki Zakład Karny w Przedzielnicy był kolonią karną o zaostrzonym rygorze typu gospodarstwa rolnego. – Więźniowie wykonywali tam prace gospodarcze. Prowadzona tam była hodowla jedwabnika, uprawiano warzywa, hodowano zwierzęta. Wydawać by się mogło, że praca nie najgorsza, ale towarzyszył jej głód związany z minimalnymi racjami żywnościowymi i nienormowany czas. Praca odbywała się poza więzieniem w odległości kilku kilometrów.
Najgorszym w tym wszystkim był fakt, że więźniowie, po przybyciu na miejsce skazania, byli na zawsze zakuwani w kajdany na nogach – mówi ks. Waligóra. Kajdany ważyły od 8 do 16 kilogramów. Więźniowie mieli je na nogach dzień i noc. Można sobie wyobrazić higienę. Jak w tej sytuacji mogli się umyć? Jak mieli się rozebrać? Po drugie droga do pracy, nawet po kilka kilometrów, sprawiała, że głodny, wycieńczony więzień docierał do pracy jeszcze bardziej wycieńczony. – Jeden z przesłuchanych zeznał, że odgłos kajdan, jak szli do pracy, był przeraźliwy. Inny z więźniów zeznał, że był tak wychudzony (ważył 40 kilogramów), że w nocy obudził się, bo poczuł, że kajdany zsunęły się mu z nóg. Ze strachu o życie naciągnął kajdany na powrót na nogi i tak umocował, by znów nie spadły – opowiada kapłan.
W aktach znajduje się dramatyczne zeznanie więźnia, w którym opisał, jak jeden ze strażników (nie Niemiec!) zabił więźnia, który odszedł na bok, by załatwić potrzebę fizjologiczną. Za zabicie więźnia otrzymał nagrodę – 100 złotych! W innym zeznaniu można przeczytać, że warunki, które tam panowały, były znacznie gorsze od tych, które znamy z Oświęcimia.
Jak przypomina ks. Waligóra, 7 czerwca br. na mogile w Nowym Mieście, gdzie pochowanych zostało 266 ofiar niemieckiego więzienia, zostanie postawiony prosty drewniany krzyż. – Choć tyle należy się ofiarom Przedzielnicy. I będziemy cierpliwie czekać, czy w roku 2015 Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa spełni swoją deklarację i upamiętni tych, którzy tam spoczywają – mówi ks. Waligóra. Uroczystość przy mogile poprzedzi Msza św. odprawiona w kościele św. Marcina w Nowym Mieście na Ukrainie.
Małgorzata Pabis