• Niedziela, 19 kwietnia 2026

    imieniny: Leontyny, Adolfa

Życzeniowa polityka modernizacji armii

Środa, 26 marca 2014 (17:03)

Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Marta Milczarska

 

Prezydent Bronisław Komorowski oświadczył dzisiaj, że „nowoczesne wojsko ma być elementem zniechęcającym nawet do myślenia o jakichkolwiek agresywnych zamiarach wobec Polski i NATO”.  Kondycja polskiej armii nie wskazuje, by rządzący kierowali się tą zasadą?

– Przede wszystkim chciałbym zauważyć, że tak właśnie powinno być: system obronny, który państwo przygotowuje, powinien służyć do odstraszania przeciwnika w podjęciu decyzji o dokonaniu agresji. Od lat podkreślam, że Ministerstwo Obrony Narodowej nie jest po to, by prowadzić wojnę, ale jego zadaniem jest przygotować wojsko tak, aby wojny nie trzeba było prowadzić. Teoretycznie słowa prezydenta są jak najbardziej słuszne, jednakże mają się one nijak do rzeczywistości, jaką jest system obrony państwa polskiego, a zwłaszcza polska armia. Kondycja polskich sił zbrojnych jest bardzo słaba. Gdyby nie fakt, iż należymy do NATO, to z pewnością nasza armia nikogo nie zniechęciłaby do dokonania zbrojnej napaści na nasz kraj. Słowa prezydenta możemy podsumować jako słuszny postulat, choć do tej pory niespełniony.

Niedawno premier Donald Tusk straszył Polaków wojną, mówiąc, iż nie wiadomo, czy dzieci 1 września br. pójdą do szkół, a dzisiaj prezydent zapewnia, że Polska jest bezpieczna...

–  Staram się zrozumieć, że w obliczu kryzysu w relacjach rosyjsko-ukraińskich i trudnej sytuacji międzynarodowej nikt nie powinien podkreślać i okazywać własnych słabości. Obawiam się, że tego typu zapewnienia mogą być brane przez samych rządzących i reformujących wojsko za rzeczywistą sytuację. Niestety zauważalny jest też dwugłos władz Polski w sprawie bezpieczeństwa narodowego. Z jednej strony premier straszy, że jest realne zagrożenie wojną i dzieci nie pójdą do szkół, a z drugiej strony słyszymy, że mamy sprawną armię i nie ma żadnego zagrożenia dla Polski. Takie sprzeczne sygnały są bardzo niepokojące dla Polaków, gdyż powodują zupełną dezorientację. Niech oni wreszcie się zdecydują na jedną opcję!

Od 2001 r. Polska wdrażała 6-letni program modernizacji sił zbrojnych i przyjęła obowiązujący do dziś współczynnik 1,95 proc. PKB na obronność. Jakie są efekty tego programu?

– Muszę podkreślić, że program ten był dobrze przygotowany merytorycznie, lecz jego realizacja znacznie odbiegła od założeń programu. Przykładem takiego stanu rzeczy jest chociażby zaniechanie realizacji projektu korwety typu Gawron. Jedyną koncepcją, która została ukończona – choć jej realizacja pozostawia wiele do życzenia – jest uzbrojenie samolotów wielozadaniowych. Co więcej, mam wiele wątpliwości co do realizacji koncepcji kołowych transporterów opancerzonych. Niestety w pewnym momencie zupełnie zmieniła się koncepcja modernizacji armii i postanowiono, że wojsko polskie będzie służyło do ekspedycji poza granicami kraju w ramach różnego rodzaju misji zbrojnych. W tym też momencie z planów ludzi odpowiedzialnych za modernizację armii zniknęły kwestie obrony własnego kraju, a raczej skupiono się na możliwościach przerzucania wojsk. Efektem tych decyzji jest słaba kondycja polskiej armii. Zaznaczę jeszcze raz, że sam program miał słuszne założenia, ale jego realizacja sprawiła, że zmarnowano ogromne środki, jakie państwo polskie przeznacza na obronność.

Czyli za niezrealizowaniem tego planu nie stał brak środków finansowych?

– Nie. W moim przekonaniu problemem polskiej armii nie jest brak pieniędzy, a raczej nieracjonalne gospodarowanie nimi. Niestety z odpowiednim gospodarowaniem środkami finansowymi rządzący mają największe problemy. Dodajmy także, że co roku znaczne sumy są zwracane przez MON do budżetu państwa, ponieważ dowódcy nie są w stanie wydać w odpowiednim czasie środków.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska