Komisja nie chce zniesienia kar
Środa, 26 marca 2014 (16:30)Część państw unijnych postuluje rezygnację już w tym roku z nakładania kar na rolników, którzy przekroczyli kwoty mleczne. Komisja Europejska podchodzi do tego pomysłu z niechęcią.
Kwoty mleczne znikną w kwietniu 2015 roku, tak więc jeszcze w tym i przyszłym roku rolnikom grożą sankcje finansowe w przypadku, gdy w danym państwie członkowskim zostanie przekroczona krajowa kwota mleczna.
Wtedy kary są nakładane na tych producentów mleka, którzy sprzedadzą mleczarniom więcej surowca, niż wynosi ich indywidualny limit. W takiej sytuacji jest Polska – u nas przekroczenie krajowej kwoty mlecznej może wynieść co najmniej 2 proc., co grozi tym, że wysokie mogą być też kary – nawet około 50 groszy za każdy litr mleka ponad limit.
W podobnej sytuacji są inne państwa unijne i dlatego razem z Polską zabiegają one o zniesienie kar już w tym roku. Proponują np. redukcję współczynnika tłuszczowego – teraz produkcja mleka jest określana po przeliczeniu na mleko o referencyjnej zawartości tłuszczu. Wniosek o to, aby Bruksela nie karała rolników za nadprodukcję mleka, ma poparcie 12 krajów, ale to za mało, aby przeforsować zmiany.
Zofia Krzyżanowska, radca generalny w ministerstwie rolnictwa, wyjaśnia, że w tej chwili przeciwko zmianom jest Komisja Europejska. – Komisja wypowiedziała się o propozycjach bardzo sceptycznie. Podkreśliła, że gdyby nie było sankcji, to by nie było już kwotowania, bo każdy by produkował tyle, ile chce, a kwoty jeszcze obowiązują – tłumaczy Krzyżanowska.
Jednak ta sprawa będzie przedmiotem dalszych analiz i dyskusji, jest więc jeszcze szansa na zmianę stanowiska Brukseli. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby w UE udało się zbudować koalicję większościową, która zdecydowałaby o zniesieniu już teraz kar za przekroczenie kwot mlecznych.
Przedstawiciele sektora mlecznego są zdziwieni sztywnym stanowiskiem Komisji Europejskiej. Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, uważa, że unijni biurokraci zachowują się tak, jakby nie znali realiów panujących na rynku mleczarskim. Kary trzeba znieść już teraz, aby rolnicy przygotowali się do nowych warunków rynkowych. Tym bardziej że sankcje dotknąć mogą w Polsce prawie 60 tys. nowoczesnych gospodarstw rozwijających produkcję. Zasadniczo chodzi o to, aby w momencie zniesienia kwot unijni producenci, w tym polscy, byli w stanie znacząco zwiększyć dostawy do mleczarń. Z kolei na rozkręcenie produkcji mleka potrzeba przynajmniej 2-2,5 roku. Jeśli unijni rolnicy nie przygotują się do uwolnienia rynku, będą na straconej pozycji wobec innych państw, gdyż farmerzy z Ameryki Południowej, Australii czy Nowej Zelandii znacznie zwiększają produkcję mleka, bo rośnie popyt na wyroby mleczne na światowych rynkach. Jeśli UE zostanie w tyle, nie będzie mogła rozwijać eksportu. – W związku z tym wydaje się ze wszech miar słuszne, żeby rolnicy przestali płacić kary – podkreśla Waldemar Broś.
Poseł Jan Krzysztof Ardanowski z Prawa i Sprawiedliwości obawia się, że europejski rynek mleka może dotknąć kryzys. A to dlatego, że choć UE jest dużym producentem mleka, to jednak nie mamy takich warunków do prowadzenia hodowli jak w obu Amerykach czy Australii. Tam istnieją gigantyczne fermy, z których każda ma tysiące krów, a u nas za dużego producenta jest uważany rolnik, który ma 200, 300 czy 400 krów. Dlatego wskazane jest to, aby Bruksela chroniła unijny rynek mleka, nie można go „puścić na żywioł”.
– W przeciwnym wypadku doprowadzimy najpierw do bratobójczej wojny między producentami mleka w poszczególnych krajach europejskich, a w konsekwencji doprowadzimy do upadku kolejnego sektora produkcji w Europie – uważa Ardanowski.
Eksperci uważają, że Unia musi chronić własny rynek i ma ku temu prawne możliwości. – Rzeczywiście, gdyby w UE całkowicie uwolnić rynek, błyskawicznie zostalibyśmy zalani produktami mlecznymi spoza Europy, a nasze gospodarstwa i zakłady masowo by bankrutowały – mówi Artur Łudwiński, ekspert od ekonomiki rolnictwa.
– Ale Unia Europejska może uchronić przed tym rolników i zakłady mleczarskie. Import można ograniczyć, powołując się na przepisy fitosanitarne, kwestie dobrostanu zwierząt, które są w UE surowsze niż na innych kontynentach – wyjaśnia Ludwiński. Jego zdaniem, jeśli do tego dojdą skuteczne instrumenty wsparcia eksportu serów, jogurtu, masła, mleka w proszku i innych wyrobów mlecznych na rynki pozaunijne, sektor mleczarski powinien sobie poradzić w nowych warunkach, jakie nastąpią w 2015 roku.
Krzysztof Losz