Dzieci nas dopingują do działania
Środa, 26 marca 2014 (10:26)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Z Maciejem Sikorskim, pomysłodawcą i autorem cyklu spotkań „Historia dla najmłodszych – budzenie pasji”, przewodniczącym Jednostki Terenowej Stowarzyszenia Konferencji św. Wincentego à Paulo w Krakowie, rozmawia Izabela Kozłowska
Dwa poprzednie widowiska z cyklu spotkań „Historia dla najmłodszych – budzenie pasji” byli Państwo zmuszeni odwołać. Jak sytuacja przedstawia się obecnie?
– W tej chwili zdecydowałem, że w najbliższy piątek (28 marca br.) odbędzie się czwarty odcinek naszego cyklu. Nie wiem, co będzie dalej, staramy się w tej chwili o „grant” z jednego z centrów handlowych w Krakowie. Tak czy owak mam nadzieję, że uda nam się kontynuować program. Jesteśmy mocno zachęceni świetnym odbiorem przez dzieci, rodziców i dziadków.
Nie możemy po prostu im wszystkim tego zrobić i przerwać. Mieliśmy mnóstwo sytuacji, które nas zdopingowały. Ostatnio nasz fotograf Paweł Jach spotkał przypadkiem tatę dziecka, które bierze udział w przedstawieniu. Dowiedział się, że musimy zawiesić projekt. Był bardzo smutny i powiedział nam, że jego pięcioletni syn jest zachwycony i nie może doczekać się następnego odcinka. W domu kazał mówić do siebie Bolesław Krzywousty.
Z kolei moja koleżanka powiedziała mi przed trzecim odcinkiem, że niestety musi z dziećmi swoimi gdzieś wyjechać, ale nie mówi im, że nie będzie „Mieszka” – pod takim hasłem funkcjonuje u nich w rodzinie nasze widowisko – bo dzieci pod żadnym pozorem nie dały by się nigdzie zabrać. Kilkoro dzieci zareagowało wielkim smutkiem, kiedy usłyszały, że odwołujemy spotkanie. Ponadto dostaję mnóstwo podziękowań za inicjatywę od rodziców i dziadków. Czujemy, że to naprawdę ma sens.
Z jakich środków dotychczas były finansowane widowiska?
– Jak do tej pory cały program, czyli widowisko i towarzyszące mu warsztaty, finansowaliśmy ze środków własnych stowarzyszenia pochodzących z wpłat członków i darowizn. Przypomnę, że zdecydowaliśmy, że impreza nie będzie biletowana. To był priorytet wynikający również z charakteru stowarzyszenia i statutu.
W czasie naszej ostatniej rozmowy wspomniał Pan, że oczekują Państwo na wsparcie ze strony Muzeum Historycznego. Czy otrzymaliście już odpowiedź?
– Tak, znamy odpowiedź. Nasz wniosek został pozytywnie zweryfikowany od strony formalnej, niestety nie otrzymaliśmy żadnego doinwestowania.
Jak uzasadniono taką decyzję?
– Nie wiem, co jest powodem. Wydawało się nam, że mamy spore szanse. Przede wszystkim chcieliśmy uzyskać pomoc na coś, co już funkcjonuje, zrealizowaliśmy część programu, sprawdziliśmy, że to działa, spotkaliśmy się z superprzyjęciem. Mieliśmy dobrze udokumentowane to, co już zrobiliśmy. Niestety to za mało.
Co mnie osobiście przeraża w tej machinie przyznawania „grantów”, to jej bezduszność. Przez cały czas starań o dofinansowanie nie ma możliwości spotkania się z „żywym” człowiekiem. W nieskończoność trzeba wypełniać tabelki. I gdzieś na końcu „wypluwany” jest komunikat: dostali/nie dostali. Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie w takim systemie sprawdzić, na ile wartościowe są to projekty.
Mam wrażenie, że to jest produkcja informacji dla informacji, biurokratyczna sztuka dla sztuki, w której nie chodzi o meritum, ale wyłącznie o umiejętność pisania wniosków. Ciężko się z tym pogodzić, że nikt nikogo nie chce wysłuchać. Nikogo nie interesują nasze materiały – np. zdjęcia i opinie z naszych przedstawień. Nic. Liczy się tylko świat tabelek. Nie wiem, czy cokolwiek poza zagadnieniami ekonomii da się zdefiniować w Excelu. Dla urzędników i tej całej unijnej pomocy jest to jedyny sposób. To smutne.
Wygląda na to, że muszą radzić sobie Państwo sami. W jaki sposób można wesprzeć inicjatywę „Historia dla najmłodszych – budzenia pasji”?
– Liczy się absolutnie każda pomoc, nawet drobne kwoty w postaci darowizn, 1 procent. Być może jest ktoś, kto reprezentuje większą fundację czy stowarzyszenie i jest w odwrotnej sytuacji do nas – ma możliwości finansowe, a nie ma sprawdzonych projektów. Możemy zrealizować widowisko wspólnie, możemy zrobić je również poza Krakowem, w dowolnym miejscu. Raz jeszcze zwracam się także z prośbą do wszystkich Czytelników portalu NaszDziennik.pl oraz „Naszego Dziennika”, aby zechcieli przekazać nam nawet drobne darowizny. Każda kwota dla nas się liczy. Zainteresowanych prosimy o przysyłanie nam e-maili na adres: alinasikorska@wp.pl. Można także przekazać 1 proc. z podatku dochodowego. Aby to uczynić, w PIT należy wpisać nasz numer KRS 0000172294 z dopiskiem „Kraków, ul. Zamojskiego”. Bardzo dziękuję za wszelką pomoc.
Podjęty przez Państwa projekt ma na celu przede wszystkim budzenie pasji do historii wśród dzieci. Jest to wyjątkowa w skali naszego kraju inicjatywa. Dostrzega Pan potrzebę rozbudzania w najmłodszych zainteresowanie dziejami naszej Ojczyzny?
– Założenie cyklu było właśnie takie, że nie chcemy zastępować edukacji, lecz budzić pasję, zwłaszcza że adresujemy to do dzieci, które jeszcze nie rozpoczęły nauki historii. To trochę taki „Sposób na Alcybiadesa” dla najmłodszych. Chodzi nam o dwie rzeczy – pokazanie, że historia jest absolutnie fascynująca, ale również o to, żeby pokazać dzieciom momenty dziejów, które budzą naszą dumę i godność. Upraszczając, spodziewany efekt powinien wyglądać tak, że po powrocie z przedstawienia do domu dzieci sięgają same po książki i chcą się czegoś dowiedzieć, albo w niedzielę wyciągają rodziców na wyjazd do interesującego zamku. Przykłady te zaczerpnąłem z autopsji, gdyż przytrafiły się niedawno u nas w domu.
Coraz częściej wśród młodych pokoleń Polaków pojawia się przeświadczenie, że historia naszego kraju i nauka o niej jest po prostu nudna i nic niewnosząca. Z drugiej strony silnie promowane jest zakłamywanie historii...
– Odczuwam zmęczenie przekazywaniem faktów z naszej historii w taki sposób, że jesteśmy nieudacznikami, nic nam nie wyszło, przegraliśmy wszystkie powstania itd. Generalnie po co nam ta Polska?
Nie może być naszej zgody na taką wersję postaw „patriotycznych” jak np. z piosenek Marii Peszek. Do tego dochodzą wszystkie kwestie z fałszowaniem historii (Gross, wątki gejowskie wśród członków Szarych Szeregów itd.). To jest po prostu obrzydliwe.
Chciałbym moje dzieci (mamy ich pięcioro) i te, które oglądają nasze widowisko, uchronić przed tym. A jedyny sposób to pokazać im to, zanim zetkną się z takimi pomysłami. Ostatnio moi chłopcy czytali i rozmawiali ze mną np. o bitwach pod Obertynem, Kłuszynem, Kircholmem i nie mogli się nadziwić proporcjom. Wielokrotnie liczniejsze armie naszych przeciwników były rozbijane doszczętnie przez o wiele mniej liczne wojska polskie.
Wszyscy na świecie wiedzą np. o Termopilach, a o naszych wielkich wygranych nikt nie ma pojęcia. Musi przyjechać zespół metalowy ze Szwecji, żeby śpiewać o bitwie pod Wizną. Coś tu się nie zgadza, nasze państwo nie ma żadnej polityki historycznej i to jest smutne. Amerykanie, będąc na naszym miejscu, naprodukowaliby dziesiątki filmów, a my?
O pułkowniku Pileckim ukazuje się książka na Tajwanie, a u nas do dzisiaj nie doczekaliśmy się filmu fabularnego o nim. Znamienna jest też historia filmu o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu ps. „Rój” i nieprzyznanie przez ministra Bogdana Zdrojewskiego dotacji na jego dokończenie, a takich problemów z pieniędzmi nie miał film „Pokłosie” szkalujący dobre imię Polaków. Tutaj coś grubo się nie zgadza. I ludzie to widzą.
Dzieci chętnie poznają historię Polski?
– Bardzo chętnie, trzeba docenić ich inteligencję, traktować je poważnie, zadbać o jakość przekazu i o odpowiednią formę, uwzględniającą ich możliwości przyswajania faktów. Tylko i aż tyle.
Dziękuję za rozmowę.
Spektakle odbywają się w Kamieniołomie Jana Pawła II przy parafii św. Józefa w Krakowie-Podgórzu. Więcej informacji dostępnych jest tutaj.
Izabela Kozłowska