• Niedziela, 19 kwietnia 2026

    imieniny: Leontyny, Adolfa

Nie myśleli, że to heroizm

Poniedziałek, 24 marca 2014 (17:14)

Mieszkańcy Markowej modlili się dziś o beatyfikację swoich sąsiadów, którzy 70 lat temu ponieśli śmierć za ukrywanie Żydów.

Choć narażali życie całej swojej rodziny, nie zawahali się nieść pomoc Żydom. O zamordowanej przez Niemców rodzinie Ulmów pamiętali mieszkańcy Markowej, którzy podczas uroczystej Mszy św. pod przewodnictwem ks. abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, modlili się o beatyfikację swoich sąsiadów sprzed lat. Na grobie oraz pod pomnikiem Ulmów przedstawiciele władz samorządowych i państwowych złożyli wiązanki.

Doktor Mateusz Szpytma z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej podkreślił, że Józef i Wiktoria Ulmowie wychowali się w katolickich rodzinach i w codziennym życiu dawali świadectwo swej wiary. – Czy wiara miała wpływ na podjęcie decyzji o ukrywaniu Żydów? Jako historyk mogę powiedzieć, że jest to nieweryfikowalne, ale jako wierzący jestem pewien, że tak – stwierdził.

Obecnie trwa proces beatyfikacyjny Ulmów, a parafia w Markowej otrzymuje informacje o łaskach otrzymanych za ich wstawiennictwem. – Byli dobrymi ludźmi. Wiktoria zajmowała się główne domem, a Józef oprócz działalności społecznej gotów był poświęcić swój czas i umiejętności, by pomóc innym – zaznaczył Szpytma.

Józef Ulma chętnie dzielił się swoją wiedzą np. na temat ogrodnictwa. O jego licznych zainteresowaniach świadczy chociażby fakt, że skonstruował maszynę do oprawiania książek, radio czy niewielką elektrownię wiatrową. Pierwszy w okolicy użył elektryczności do oświetlania domu. Jednak jego największą pasją było fotografowanie. Dokumentował dożynki, wesela, robił zdjęcia na zamówienie, ale też obserwował z aparatem życie miejscowych.

– Był nietypowym fotografem, bo nie utrwalał jedynie uroczystości, ale i codzienność. Dzięki temu te zdjęcia są inne, ciekawsze, a nie sztampowe: pod kościołem, remizą czy domem ludowym – zaznaczył. Po Ulmach zachowało się wiele pamiątek: dokumentów, listów i zdjęć.

Krwawy donos

Ulmowie zdecydowali, że należy pomóc ludziom skazanym na zagładę. Rodzina przyjęła pod swój dach ośmioro Żydów z rodzin Szallów i Goldmanów. Niestety, na skutek donosu granatowego policjanta kryjówka została zdemaskowana przez Niemców. 24 marca 1944 roku Niemcy zamordowali Józefa, jego żonę Wiktorię będącą w stanie błogosławionym oraz sześcioro dzieci w wieku od 8 lat do 1,5 roku. Zginęli też wszyscy ukrywani Żydzi. Jak wskazał dr Szpytma, z pewnością wielu ludzi z Markowej podejrzewało, że Ulmowie ukrywają Żydów, ale długo udawało się zachować dyskrecję. Mimo to było to bardzo niebezpieczne i jak się okazało, wystarczyło, że we wsi znalazł się jeden donosiciel, by doprowadzić do tragedii. Dlaczego podejmowano ryzyko?

– Patrząc w szerszej skali na pobudki, jakie kierowały ludźmi do podjęcia pomocy Żydom, to wydaje się, że często decydowała wcześniejsza znajomość. Najczęściej ratowano tych, których się wcześniej znało, utrzymywało kontakty, stosunki handlowe. W takich sytuacjach łatwiej było podjąć tę decyzję, pewnie też dlatego, że bardziej było żal takiego człowieka – wskazał dr Szpytma. Ponadto ukrywanie obcej osoby nie należało do łatwych i bezpiecznych, gdyż nie wiadomo było, jak ukrywany się zachowa i czego można się po nim spodziewać.

Bohaterowie zasługują na pamięć

Jak zauważył Michał Kalisz z rzeszowskiego IPN, na Rzeszowszczyźnie praktykowano różne formy pomocy Żydom. To zarówno akty jednorazowe, jak obdarowanie żywnością, wskazanie drogi ucieczki, chwilowe ukrywanie, jak i stałe zaangażowanie w pomoc, czyli ukrywanie Żydów w specjalnie przygotowanych kryjówkach. W tym przypadku pomoc trwała nawet kilka lat. To także wsparcie grupowe, jakiego udzielało Żydom polskie podziemie niepodległościowe czy Kościół. – Najczęstszą formą wsparcia była pomoc indywidualna. Według badań oddziału IPN w Rzeszowie, około 1700 Polaków na terenie dzisiejszego Podkarpacia udzielało pomocy ludności żydowskiej, z czego nie mniej niż 200 przypłaciło to własnym życiem – wskazał.

Dzięki ofiarności Polaków na Podkarpaciu wojnę przeżyło około 2900 Żydów. Tymczasem trzeba pamiętać, że za każdą pomoc Żydowi, nawet najdrobniejszą, groziła w Polsce kara śmierci, a często stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Zwykle Niemcy rozstrzeliwali zarówno ukrywających się, jak i tych ukrywanych.

Jak przypomniał Kalisz, Instytut Yad Vashem odznaczył dotąd ok. 6,5 tys. Polaków, z czego ok. 300 z Podkarpacia. To jednak ułamek faktycznej liczby osób, które były zaangażowane w ratowanie Żydów. Wynika to z konieczności złożenia świadectwa ocalenia przez ukrywanego lub rodzinę. Tym bardziej konieczne jest zachowanie pamięci o bohaterach. Stąd też w Markowej trwa budowa muzeum, w którym pielęgnowana będzie pamięć o Polakach ratujących Żydów. Będzie ono nosić imię rodziny Ulmów.

– Pamięć o tragicznych wydarzeniach II wojny światowej jest naszym wspólnym obowiązkiem wobec osób, które zginęły, niosąc pomoc ludności żydowskiej. Ich pamięć będzie dla Polaków źródłem siły i symbolem największego patriotyzmu – dodał Kalisz.

GALERIA ZDJĘĆ

Marcin Austyn, Markowa