Górnik ratuje remis
Niedziela, 23 marca 2014 (22:39)Gdy spotykają się dwie drużyny będące w kryzysie, wydaje się, że nic ciekawego nie czeka nas na boisku. Jednak piłkarze Śląska postanowili zadać temu kłam. Choć przez cały mecz lepsi byli wrocławianie, to kilka ciekawych zagrań z 80. minuty podopiecznych Roberta Warzychy wystarczyło, aby do Zabrza powędrował jeden punkt.
Ostatnimi czasy w ekstraklasie możemy być pewni jednego. Jeżeli na boisku jest Marco Paixão, to będą i okazje do zdobycia gola. Kapitan Śląska pierwszy groźny strzał oddał w 7. minucie. Wtedy to wymanewrował dwóch obrońców Górnika i uderzył na bliższy słupek bramki Grzegorza Kasprzika. Bramkarz wybił piłkę na rzut rożny.
Marco Paixão próbował dalej. W 11. minucie chciał zaskoczyć Kasprzika strzałem przewrotką. Niestety, jego strzał był za słaby, aby zaskoczyć bramkarza.
Okazji do zdobycia gola pozazdrościł kapitanowi Śląska Robert Pich. Jego strzał zza pola karnego z 19. minuty na raty obronił Kasprzik.
Śląsk próbował dalej. Gospodarze długo rozgrywali piłkę przed polem karnym Górnika. W końcu Marco Paixão zdecydował się na rozciągnięcie akcji podaniem na prawe skrzydło do Pawła Zielińskiego. Młody obrońca Śląska przełożył sobie piłkę z prawej na lewą nogę i dośrodkował w pole karne. Piłka spadła wprost na głowę… Marco Paixão. Jego strzał był na tyle precyzyjny, że uniemożliwił skuteczną interwencję Kasprzikowi. Śląsk w 25. minucie meczu objął prowadzenie 1:0.
Górnik nie grał na miarę swojego potencjału. Zabrzanom gra nie wychodziła w ataku, ale i w obronie. W 54. minucie po zamieszaniu w polu karnym spowodowanym rzutem rożnym Śląska piłkę opanował Marco Paixão. Napastnik wycofał jednak piłkę do lepiej ustawionego Dalibora Stevanoviča. Strzał słoweńskiego pomocnika okazał się minimalnie niecelny i trafił w boczną siatkę.
W 60. minucie spróbowali wreszcie „Górnicy”. W pole karne wbiegł Pzemysław Oziębała, lecz jego strzał nie zdołał zaskoczyć Mariána Kelemena. W 80. minucie zabrzanie poprawili już swoją skuteczność. W pole karne Śląska dośrodkował Maciej Mańka. Najpierw piłkę klatką piersiową przyjął Bartosz Iwan, a potem oddał strzał po ziemi. Piłka minęła dwóch obrońców Śląska i zasłoniętego Kelemena. Iwan strzelił bramkę, której nie powstydziłby się żaden piłkarz.
Śląsk zdawał sobie sprawę z tego, że potrzebuje zwycięstwa. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego wykrzesali z siebie ostatki sił i przeprowadzili jeszcze jedną akcję. W 84. minucie Sebastian Mila dośrodkowuje z rzutu rożnego. Odbita piłka wychodzi poza pole karne i ponownie trafia do Mili. Były reprezentant Polski decyduje się na jeszcze jedno dośrodkowanie, ale jego zagranie piąstkuje przed pole karne Kasprzik. Tam na piłkę czeka Stevanovič. Pomocnik decyduje się na natychmiastowy strzał. Jego uderzenie trafia w słupek. Śląsk miał więc fantastyczną okazję do zdobycia zwycięskiej bramki.
Gdyby brać pod uwagę sytuacje na boisku, Śląsk powinien wygrać to spotkanie różnicą pięciu goli. Jednak tak się nie stało. Mimo ambitnej gry i aktywności na całym boisku wrocławianie nie zdołali pokonać zabrzan. Ich sytuacja w tabeli staje się powoli beznadziejna. Na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu zasadniczego mają stratę aż 7 punktów do ósmej w tabeli Jagielloni. Ich awans do grupy mistrzowskiej pozostaje więc mało realny.
Rafał Stefaniuk