Londyńska porażka
Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 (09:07)Letnie igrzyska olimpijskie w Londynie są już historią. Dla nas raczej smutną. Przed ich rozpoczęciem, często wbrew rozsądkowi, wierzyliśmy, że Biało-Czerwoni w stolicy Anglii może nie wzniosą się na wyżyny, ale przynajmniej poprawią dorobek z Aten i Pekinu. Tam zdobywali po 10 medali, co jak na prawie 40-milionowy Naród z ambicjami, było wynikiem skromnym. Delikatnie mówiąc.
Gdy tuż przed inauguracją zmagań w Londynie przygotowywaliśmy listę nadziei na sukces, liczyła ona kilkanaście nazwisk. Optymiści wspominali o dwudziestu kilku sportowcach, których stać na podium. W kadrze nie brakowało aktualnych medalistów mistrzostw świata i Europy, a ci zawsze umacniają wiarę i przekonanie w to, że może być dobrze.
Nie było. Polacy tylko dwukrotnie stanęli na najwyższym stopniu podium. Tak źle było ostatnio w 1988 roku w Seulu, tyle że tam, łącznie, nasi wywalczyli 16 krążków. Co się zatem stało, że było, jak było? Że po raz kolejny zamiast cieszyć się z sukcesów, musimy przeżywać gorycz niepowodzenia? Jednej, łatwej odpowiedzi nie ma, przyjdzie czas na analizy.
Londyńska porażka, bo o porażce mówimy, jest efektem wieloletnich zaniedbań na wielu płaszczyznach. Sami sportowcy też ponoszą winę, pewnie, nie wszyscy zdołali zbudować odpowiedniej formy, niektórzy przyjechali do Londynu jak na wycieczkę. Niestety, takowych nie zabrakło.
Gdy od miesięcy leczy się kontuzję, prezentuje dyspozycję daleką od normalnej, wypadało powiedzieć "pas", "nie dam rady", "przepraszam".
Ale też zawodników za stan obecny polskiego sportu winić nie wypada i nie można. Od lat, przy różnych okazjach, podnoszony jest alarm, że nad Wisłą nie ma opracowanego systemu szkolenia, że podejmuje się kluczowe decyzje bez szerszego spojrzenia w przyszłość. Tak działał "Klub Polska-Londyn 2012", który miał w zamyśle pomagać w produkowaniu na masową skalę medalistów olimpijskich. Wyprodukował ośmiu.
A jak działał, najlepiej przypomniał Henryk Olszewski, trener Tomasza Majewskiego. Rok temu, po nieudanych mistrzostwach świata, ministerstwo sportu obcięło mu połowę pensji. - Zrobiono ze mnie nieudacznika - opowiadał po londyńskim sukcesie swego podopiecznego, pytając: "Gdzie są teraz ci panowie, którzy tak zadecydowali?".
10 medali - dwa złote (Majewski i Adrian Zieliński), dwa srebrne, sześć brązowych - to londyński dorobek reprezentantów Polski. Pesymiści zakładali, że tych krążków może być sześć, optymiści liczyli na kilkanaście. Wyszło pośrodku, ale słabo. Za cztery lata ma być lepiej. Ponoć. Po Pekinie też tak mówiono.
Piotr Skrobisz