Oni nie potrzebują zgody na wiarę w Boga
Piątek, 21 marca 2014 (15:48)Przed kilkoma dniami wspominałem o losie katolickiego kapłana Tadeusza Nguyễna Văn Lý, który jako więzień sumienia od trzech dekad przebywa w wietnamskich katowniach. Wszyscy działacze na rzecz praw człowieka, demokracji, wolności religijnej są na celowniku totalitarnego reżimu komunistycznego w Wietnamie.
Jest to kraj łez i przemocy, korupcji, przestępczości zorganizowanej, które to patologie reprezentuje przede wszystkim Komunistyczna Partia Wietnamu.
To taka mafia legitymizowana prawnie. Nie ma chyba gorszej deprawacji. Wietnam to więzienie. Obywatele, co także warte podkreślenia, są uciskani nielegalnie, to znaczy komuniści występują jawnie przeciwko prawu, które sami ustanowili, o czym pisałem m.in. w artykułach: „Katownia Wietnamu” oraz „Wietnamska policja fabrykuje dowody”.
Katolicki portal AsiaNews pochyla się nad sytuacją katolickich więźniów sumienia, którzy nie licząc trudności dnia codziennego, a więc przebywania w celach więzień, dodatkowo nie mogą uczestniczyć we Mszy Świętej, korzystać z pomocy osób duchownych i posiadać Pisma Świętego, są lżeni, bici i torturowani, psychicznie i duchowo.
Takich osób jest co najmniej 61 (są to niestety dane przybliżone, bo, po pierwsze, pochodzą z 2013 roku, po drugie, jak w przypadku każdego reżimu totalitarnego są one najpewniej zaniżone).
Dlatego do znudzenia trzeba przypominać, że kraje Zachodu, w tym Polska, które współpracują z tym reżimem politycznie, gospodarczo, kulturowo, a co gorsza – militarnie są współwinne dewastacji praw człowieka w Wietnamie. Legitymizują przestępczość zorganizowaną w komunistycznej katowni.
Niestety, polskie władze nie mogą się poszczycić „krystaliczną” czystością, gdy głoszą szumne hasła o dążeniach wolnościowych dla gnębionych narodów. Koszty zerwania wszelkich kontaktów z komunistami wietnamskimi nie spowodowałyby stoczenia się na dno recesji polskiej gospodarki, nie wstrząsnęłyby warszawską giełdą.
Wracają do doniesień umieszczonych na portalu AsiaNews, strażnicy w więzieniu w prowincji Hanoi i Thanh Hóa nie pozwalają przetrzymywanym „więźniom sumienia” o nazwiskach: Lê Quốc Quân, Maria Tạ Phong Tần i Paul Trần Minh Nhat na posiadanie Pisma Świętego, które dostali od krewnych. Taka sytuacja jest jawnym naruszeniem praw człowieka i wolności religijnej, a co tym bardziej groteskowe i tragiczne – także prawa komunistycznego…
To najnowsze doniesienie o sytuacji uwięzionych chrześcijan znajduje się w liście napisanym przez uwięzionego blogera Paula Trần Minh Nhậta do arcybiskupa Hanoi Pierre’a Nguyễna Văn Nhơna.
W liście do hierarchy czytamy, że „nie wolno nam uczestniczyć we Mszy św. w niedzielę, a także czytać Pisma Świętego. Bardzo pragniemy przystępować do sakramentów i otrzymać duchową pomoc od kapłana, ale władze więzienia zabraniają nam tego”.
Sprawa blogerki Marii Tạ Phong Tần, na co wskazuje portal AsiaNews, zasługuje na szczególną uwagę.
Tạ Phong Tần została skazana na 10 lat więzienia i obecnie przebywa w więzieniu w Yên Dinh, w obozie karnym numer 5, w prowincji Thanh Hóa.
Jest to najsurowszy obóz karny w całym kraju. Uwięziona katoliczka bardzo pragnie posiadać Pismo Święte, aby karmić się Słowem Bożym. Jej siostra w wywiadzie dla AsiaNews wyznała, że strażnicy wykorzystali kapo, aby bili jej siostrę.
„Szydzili też z mojej matki, ponieważ podpaliła się przez budynkiem Komitetu Obywatelskiego w prowincji Bạc Liêu dnia 30 lipca 2012 roku, aby zaprotestować przeciwko jawnej niesprawiedliwości”.
Obecnie „więźniowie sumienia” są pozbawieni zarówno opieki zdrowotnej, jak również wsparcia duszpasterskiego. Nie mają normalnego jedzenia, a ich prawa człowieka są gwałcone. Wielu z nich choruje, a w niektórych przypadkach stan więźniów jest bardzo ciężki.
Jedna z informatorek AsiaNews powiedziała, że czuje się „zmiażdżona przez komunistyczny reżim”.
Na blogu byłej więźniarki sumienia Thanh Nghiên możemy z kolei przeczytać: „To jest okropne, kiedy ktoś obraża osobę zmarłą. To jest brudna robota strażników i naczelników lokalnych więzień. Nie tak dawno byłam w więzieniu i wiem, że strażnicy podziwiają i jednocześnie boją się więźniów sumienia. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że oni nie potrzebują pozwolenia na wiarę w Boga”.
Dr Tomasz M. Korczyński